Gorące tematy: Wolni i Solidarni Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
74 posty 59 komentarzy

Terapia Naturalna Ruchem

Pasjonat Ruchu - różnorodne ćwiczenia i formy ruchowe przywracające zdrowie i sprawność ruchową

Moje komentarze

  • @interesariusz z PL 18:29:50
    Panie Interesariuszu postaram się napisać specjalnie dla Pana artykuł, w którym zajmę się równowagą i poczuciem równowagi. Temat to niezwykle ciekawy i tak się składa, że mam w nim doświadczenie i dość spektakularne osiągnięcia zdrowotne.
    Pozdrawiam
    Janusz Danielczyk
    Wystawa fotograficzna o skuteczności kinezyterapii
  • bóle zamostkowe
    Dziś większość z nas oczekuje od lekarzy tego, że będą oni naukowcami z wielkim zacięciem poznawczym, mającymi dostęp do nieograniczonych zasobów finansowych i wyposażonych w najnowocześniejszą klinikę z super nowoczesnymi maszynami diagnostycznymi.
    Realia są zupełnie inne. Niezależnie od tego, jak bardzo lekarz pragnie pacjentowi pomóc, to natrafia na ograniczenia sprzętowe. Każdy pomiar jest obarczony błędem pomiarowym. Nie zawsze wszystko w danym organizmie zachodzi tak, jak to ktoś opisał w książce. Czasami objawy są sprzeczne ze zdrowym rozsądkiem i z tym co wykazują pomiary. Tak to było w moim przypadku. Z jednej strony miałem drożne tętnice, z drugiej bóle dławicowe. Jedno wyklucza drugie. Powstaje pytanie co z tym fantem zrobić. Każdy lekarz ma swoje pomysły na tego typu sytuacje. Ja wymyśliłem pomysł własny - wyleczyłem siebie sam.
    Wykorzystałem tu moje zacięcie naukowe i wiedzę w zakresie samoświadomości swego ciała oraz intuicyjnej interpretacji jego zachowań. Dzięki temu wykształciłem w sobie unikalne umiejętności sterowania pracą serca, mięśni gładkich oraz autonomicznego układu nerwowego. Czy pozjadałem wszystkie rozumy? Oczywiście że nie. Jest jeszcze dużo tajemnic przede mną. Wielu rzeczy nie potrafię zrobić. Ale pierwszy krok w kierunku opanowania swojego ciała i ducha już poczyniłem i odniosłem zwycięstwo.
    Czego życzę również wszystkim czytelnikom by także odnosili zwycięstwo w odniesieniu do ich zdrowia
    Życzę wszystkim dużo zdrowia i radości
    Pozdrawiam. Janusz Danielczyk
    Jak pokonałem chorobę niedokrwienną serca?
  • @interesariusz z PL 11:08:31
    Panie Interesariuszu
    Bardzo dziękuję za wnikliwe, cenne i trafne uwagi.
    Gdyby każdy lekarz przykładał się do leczenia w taki dociekliwy sposób jak Pan to czyni, to cały proces leczenia wyglądałby inaczej. Na razie jest tak, jak jest.
    Poszedłem do Pani kardiolog z bólami dławicowymi. Kiedy pani kardiolog wykonywała mi próbę wysiłkową, to przy tempie spacerowym osiągnąłem graniczne wartości tętna i ciśnienia, co znaczy, że układ krwionośny nie pracował w sposób właściwy. Pani kardiolog nie pozwoliła kontynuować próby wysiłkowej do momentu pojawienia się bólów dławicowych, gdyż pewnie wg jej wiedzy dalsza kontynuacja próby wysiłkowej po przekroczeniu granicznych dopuszczalnych wartości tętna i ciśnienia groziła mi jakimiś ciężkimi powikłaniami ze śmiercią włącznie. Więc ona dbała o moje bezpieczeństwo. Być może dzięki niej teraz żyję.
    Oczywiście jest niedosyt tego, od czego pojawiały się u mnie bóle dławicowe? Bo gdy wyszedłem od pani kardiolog i zrobiłem swoje 50-100 metrów marszu po równym terenie to te bóle za każdym razem mi się pojawiały. Więc było to mierzalne i powtarzalne, ale nikomu wtedy nie chciało się drążyć tematu, co jak i dlaczego mnie boli. W praktyce oznacza to tyle, że moje codzienne życie na śmiesznie małym poziomie wysiłku tempa spacerowego były codziennym wielokrotnym przeciążaniem mego organizmu i przeciążaniem pracy serca. Organizm informował mnie o tym bólami dławicowymi.
    Pozdrawiam
    Janusz Danielczyk
    Jak pokonałem chorobę niedokrwienną serca?
  • przyczyny choroby
    Dziękuję za komentarze, Kluczem do skutecznego leczenia choroby niedokrwiennej serca wraz z zawałami serca są dwa tematy. Pierwszy to szybkie wykrycie przyczyn choroby, drugi to czas leczenia.
    Jeśli chodzi o przyczyny choroby, to większość przyczyn upatruje w zwężonych tętnicach. Tu myślenie jest takie. Tętnica jest zwęzona np. do 15% to jest źle, tętnica jest drożna - to jest dobrze. Wg mnie zwężenie tętnic nie jest przyczyną choroby, tylko reakcją organizmu i skutkiem wizualnym przyczyn pierwotnych. Przyczyny pierwotne to m.in. palenie papierosów, nadmierne spożywanie alkoholu, chroniczny stres, ciągłe narzekalstwo, brak sensu życia, zajadanie sie fastfodami i ignorancja pierwszy objawów choroby. Tętnice nie zapychają się z dnia na dzień. Jest to proces, który trwa w zależności od osoby kilka/kilkanaście/kilkadziesiąt lat. Przy tak długim procesie chorobowym cudów nie ma. W ciągu krótkiego czasu nie da się tego wyleczyć. Nawet jeśli w jednym miejscu jest zapchana tętnica, to jest to zapchanie największe. Chory jest cały układ krwionośny, więc jest on w wielu miejscach przewęzony. Jedno zwężenie się zlikwiduje. Powiększają się zwężenia w innych miejscach. Żadne leki nie są silniejsze od złych nawyków żywieniowych, chronicznego stresu i przeciążeń naszego codziennego życia. Usuńmy więc przyczyny pierwotne i organizm zacznie reagować w drugą stronę, tylko znowu z dnia na dzień efektów nie będzie. Mi wyleczenie choroby wieńcowej zajęło ok. 3 lata. Na wyleczenie stanów depresyjno-lękowych potrzebowałem 5 lat codziennego monitoringu tego, co robię przez 24 godz. na dobę.
    Pozdrawiam
    Janusz Danielczyk
    Jak pokonałem chorobę niedokrwienną serca?
  • moje doświadczenia
    Dziękuję za super komentarze, więcej takich proszę.

    Moje uwagi są uzupełnieniem powyższego i dają dużo do myślenia.
    Otóż sukces kręgarza, albo terapeuty manualnego stosującego techniki twarde zależy głównie od dwóch czynników: trafnej diagnozy i bezgranicznego zaufania pacjenta do terapeuty. Jeśli pacjent nie ufa terapeucie jak małe dziecko matce, to zawsze terapia kręgarza, czy terapeuty manualnego stosującego techniki twarde będzie ryzykowna i niepewna. Trzeci temat to wiek pacjenta. Jeśli pacjent ma 20-30 lat, to jego układ kostny, mięśniowy i narządów wewnętrznych jest silny, elastyczny i wytrzymały na przeciążenia. Im więcej mamy lat i nie ćwiczymy regularnie, to te same narządy wraz z upływem lat bardziej przypominają pod względem właściwości na uszkodzenia stare prześcieradło niż nowe.
    Stąd u obu Panów pierwsze terapie manualne (kręgarskie) kończyły się sukcesem, każde następne już takie skuteczne nie były.

    W temacie poziomu uszkodzeń o których pisze p. Interesariusz to podam tu przykład mój ostatni. Jakieś dwa tygodnie temu przyszła do mnie ok. 70-letnia kobieta z silnymi bólami kręgosłupa. Stan jej z wywiadu był taki. Złapały ją bóle kręgosłupa, ścięło ją z nóg. To są powtarzające się od lat bóle kręgosłupa, tym razem po prostu ścięło ją z nóg. Poszła do lekarza pierwszego kontaktu. Dostała serię 10 zastrzyków przeciwbólowych. Efekt - zero. Dostała kolejne 15 zastrzyków. Kiedy była na etapie brania ok. 5 zastrzyku drugiej serii efekt nadal był zero. Przyjechała do mnie samochodem - mąż ją przywiózł z miejscowości odległej od Torunia o 40 km. Sam się dziwiłem jak jej udało się do mnie dojechać z bólem kręgosłupa, ale dojechała. Obejrzałem rezonans magnetyczny. Kręgosłup był w katastroaflnym stanie. Na poziomie L3/L4 lub L4/L5 (dokładnie już nie pamiętam) krążek międzykręgowy przypominał plasterek - ok. 1/4 normalnej grubości. Na poziomie L5/S1 kręgozmyk. Na poziomie L2/L3 lub L3/L4 piękna wyraźna przepuklina jądra miażdżystego uciskająca na rdzeń kręgowy. Na innych poziomach obniżone grubości krążka międzykręgowego plus osteofity. W tym przypadku wg p. Interesariusza nie ma żadnych szans na pomoc. Fizjoterapeuta, lekarz, ani nawet i kręgarz mechaniki kręgoslupa nie zmieni nawet jeśli będzie tego bardzo chciał, nie zmieni również grubości krążka międzykręgowego. Jedyny teoretyczny ratunek to operacja kręgoslupa i sztuczne zwiększenie grubości najcieńszego jądra miażdżystego poprzez implant oraz usunięcie przepukliny kręgosłupa. W tych kategoriach zapewne by myśleili neurolog, ortopeda i neurochirurg i byloby to prawidłowe myślenie.
    Ja mam swoje doświadczenie w tym temacie. Położyłem panią na łóżku i zastosowałem swoje terapie manualne miękkie i deliktane, do tego dodałem swój subtelny masaż, oraz ćwiczenia bierne plus jedno lub dwa ćwiczenia czynne. Pacjenta zszokowana wyszła ode mnie bez bólu. Przekonuje mnie ona, że po tym pierwszym zabiegu udało mi się dokonać cudu - bo zlikwidowałem jej bóle kręgosłupa. Pytanie - kto wyjaśni anatomicznie co takiego ja zrobiłem? Drugie pytanie - kto jest w stanie swoje przypuszczenia potwierdzić jakimś sensownym badaniem? Rezonans magnetyczny subtelnych zmian w tkankach, które dokonałem nawet nie wykaże.
    Więc o tym, co jest beznadziejne, a co nie jest beznadziejne zawsze decyduje indywidualny przypadek.
    Drugi temat, który chcę przekazać Panu Interesariuszowi to dość zadziwiające zjawisko w sanatorium, w którym pracuję. Pacjenci, których masuję twierdzą, że nigdy w życiu takiego masażysty jak ja nie widzieli (w sensie pozytywnym), albo widzieli raz lub dwa razy w swoim życiu. Byli to ich zdaniem najlepsi masażyści jakich w życiu spotkali. A oni przecież po sanatoriach w Polsce i za granicę jeżdżą od 10-20 lat regularnie co roku lub kilka razy w roku. Mi się wydaje, że w swoim masażu nic nadzwyczajnego nie robię. Nie przypuszczam, by te pochwały mówili do mnie w sposób grzecznościowy. Zastanawiałem się dlaczego tak jest, że widzę pacjenta geriatrycznego pierwszy raz w życiu na oczy. Przychodzi do mnie z bólem, a wychodzi bez bólu. To jest zagadka,. Częściowo tę zagadkę już rozwiązałem - odpowiedzi kwalifikują się w tej chwili już na książkę na temat fizjoterapii. Będę o tym pisał w kolejnych artykułach.

    Więc reasumując - niezależnie od tego, co kto nam mówi, że jesteśmy beznadziejnie chorzy, to zawsze jest to jakaś teoria lub hipoteza obarczona większym lub mniejszym błędem trafności. Tu trzeba realnie patrzeć na rzeczywistość. Bo jeśli np. mięsień jest całkowicie zerwany, to tu cudów nie ma - jedynym ratunkiem przywrócenia pracy mięśnia jest operacja i jakieś techniki zszycia tego mięśnia. Ale jeśli mięsień nie jest całkowicie zerwany, to tu możliwości terapii jest mnóstwo i wiele z nich nie jest w ogóle zbadanych, a są skuteczne w działaniu.

    Kolejny temat to bardzo dużo zależy od naszej własnej pracy nad sobą.
    Jeśli czujemy ciało tak, jak ja czuję swoje ciało i regularnie ćwiczymy - jesteśmy wygrani. jeśli Tego nie czujemy, to musi za nas to zrobić ktoś inny. A z tym kimś innym to różniej bywa. Pomoże lepiej lub gorzej, ale nikt nigdy w 100% nie wejdzie w nasze ciało.

    Serdeczności
    Pozdrawiam
    Janusz Danielczyk
    Likwidacja bólów kręgoslupa - analiza przypadku
  • @topstopjuve 22:03:10
    Dziękuję za wspaniałe komentarze. Jeśli mogę prosić to proszę o więcej tego typu komentarzy, gdzie ktoś opisuje swój powrót do zdrowia na różne sposoby. Pana sposób powrotu do zdrowia to praktyczne wykorzystanie mojej intuicyjnej metody rehabilitacji. Zrobił to Pan za pomocą jednego ćwiczenia - super. UDAŁO SIĘ. I tak trzymać. Z kręgosłupem jest o tyle skomplikowana sprawa, że to, co jest dobre dla Pana, niekoniecznie musi być dobre dla innej osoby. Natomiast idea wspólna jest słuszna. Przy każdym schorzeniu kręgosłupa istnieje jedno lub zestaw ćwiczeń, które należy wykonywać regularnie by sobie pomóc. Więc należy szukać (samemu lub z pomocą terapeuty) indywidualnych ćwiczeń lub terapii dla siebie, a prędzej czy później taka terapia się znajdzie. Swoim przykładem potwierdził Pan również to, co w wielu artykułach próbuję przekazać, że sama terapia manualna (w Pana przypadku kręgarza traktuję jako terapeutę manualnego) jest bardzo dobra, ale jest to zabieg krótki - jednorazowy w krótkim czasie. Nawet kilka zabiegów terapii manualnej nie jest w stanie na stałe zmienić naszych codziennych nawyków i napięć w ciele. To mogą zrobić tylko odpowiednio dobrane i regularnie wykonywane ćwiczenia. W Pana konkretnym przypadku moja sugestia jest taka. Znalazł Pan swoje lekarstwo na powtarzające się bóle kręgoslupa. Lecz one nie biorą się znikąd. Proszę prześledzić na spokojnie swoją sylwetkę, pracę, ruchy itp., które Pan wykonuje na co dzień. W Pana codziennym życiu jest mnóstwo sytuacji sprzyjających powracaniu tych bólów kręgosłupa. Może warto siebie poobserwować i usunąć złe nawyki, złe pozycje ciała, czy złe przyjmowane pozycje - czyli znaleźć i usunąć aktualne przyczyny niepotrzebnych napięć kręgosłupa. Jeśli to uda się Panu zrobić, to przy Pana zaangażowaniu - są duże szanse na to, że problemy z kręgosłupem po prostu ZNIKNĄ. I tego Panu życzę.

    Pozdrawiam. Janusz Danielczyk
    Likwidacja bólów kręgoslupa - analiza przypadku
  • ćwiczenia
    Dziękuję za miłe komentarze.
    Na pytanie skąd brać czas na ćwiczenia odpowiedź jest taka. Wszystko zależy od tego, jaką wartość mają ćwiczenia w naszym życiu. Dla osób, dla których wartość ćwiczeń jest niewielka, wręcz marginalna - to te osoby nie ćwiczą. Z kolei dla osób, dla których ćwiczenia są ważne, to zawsze znajdą czas na ćwiczenia. Dla mnie osobiście ćwiczenia są lekarstwem na dobre samopoczucie, poprawiają sprawność, uzdrawiają - więc je ćwiczę. Brak ćwiczeń i błędy w ich wykonywaniu sprawiły, że mocno chorowałem. Dzięki ćwiczeniom się wyleczyłem, nie mam zamiar wracać do chorób więc ćwiczę. Dla mnie ćwiczenia to synonim zdrowia.
    Zastanawiałem się też przez wiele miesięcy nad pytaniem jak to wygląda na starość, bo rzeczywiście im człowiek starszy tym ma mniej czasu. Jednak jest to tylko pozorne spostrzeżenie. W rzeczywistości wygląda to tak. Im człowiek jest starszy, tym jest słabszy i więcej czasu potrzebuje na wykonanie tego, co przedtem było proste i łatwe. Doba ma tylko 24 godziny i jeśli jesteśmy wolniejsi, to automatycznie fizycznie nie jesteśmy w stanie zrobić tego, co chcemy z braku czasu, a dokładniej z braku odpowiedniej szybkości. Jednak dzięki regularnym i odpowiednio dobranym ćwiczeniom jesteśmy w stanie stać się silniejsi, sprawniejsi i szybsi, a to oznacza, że w ciągu 24 godzin możemy zrobić duuuuuuuuuuuuużo więcej niż bez ćwiczeń. Posłużę tu może moim przykładem. W latach 2009-2012 pracowałem jako fotograf grafik komputerowy obrabiając komputerowo zdjęcia. Wtedy średnio udało mi się obrobić komputerowo ok. 30 zdjęć, a szczytem szybkości było wykonania 50 zdjęć dziennie i byłem kompletnie fizycznie i psychicznie wykończony. Dziś 5 lat później, dzięki regularnym ćwiczeniom ogólnokondycyjnym ma to przełożenie na obróbkę komputerową zdjęć. Dziś bez większego przemęczania się obrabiam ok. 150 zdjęć dziennie, a były dni, kiedy obrabiałem 200 zdjęć dziennie i nie było to dla mnie jakiś przesadnie wielki wysiłek. Więc moja wydajność i szybkość wzrosły czterokrotnie, czyli o 400%. Wracając do Pana Interesariusza pytania - zadam teraz ja pytanie. Gdyby osoby starsze poprzez regularne i odpowiednio dobrane ćwiczenia zwiększyłyby swoją wydajność i szybkość chociażby tylko o 200%, to w ciągu tej samej doby mogłyby fizycznie wykonać dwukrotnie więcej tego co lubią. Pytanie jak wtedy zmieniłoby się ich życie, gdyby zamiast godzinami oczekiwać w kolejkach na wizytę u lekarza ten sam czas spędzili na robieniu tego co lubią. Co by się stało, gdyby zamiast wchodzić na pierwsze piętro w zwolnionym tempie i wielką zadyszką - mogli oni swobodnie wbiegać na 10 piętro bez zadyszki i z uśmiechem na ustach? Zdrowia kupić się nie da. Natomiast można je znacznie poprawić ćwiczeniami.
    Pozdrawiam
    Janusz Danielczyk
    Powrót do młodości, czyli im starszy, tym młodszy
  • @zadziwiony 09:58:33
    Dziękuję za komentarz.
    Pana uzasadnienie do pytania sprawia wrażenie, że płacę jakąś cenę za uzyskanie swojej sprawności w sensie katowania siebie ćwiczeniami.
    Ten sposób myślenia akurat nie ma nic wspólnego z tym co robię, ani z moimi ćwiczeniami. Dużo lepszy sposób myślenia i interpretowania tego, co robię jest taki: "ile radości sprawiają mi te ćwiczenia i jak ta radość przekłada się na moje zdrowie i życie codzienne?".
    W tym kontekście patrząc to ćwiczę regularnie: poniedziałki 3 godz. treningu własnego: rozciąganie, joga, akrobatyka, pokonywanie własnych ograniczeń, ustanawianie nowych rekordów życiowych, środa - joga ok. godziny, niedziela marsz po zdrowie 10 km ok. 1,5 godz. Ponadto dodatkowo 4-6 razy w tygodniu ok. 45 minut stanie na rękach i akrobacje na rękach. Ponieważ praca zawodowa to również ruch i ćwiczenia więc np. w czwartki prowadziłem 6 grup gimnastyki usprawniającej 60+, 75+ i 60- po godzinie, więc mamy kolejne 6 godzin zajęć ruchowych, gdyż na tych zajęciach ćwiczyłem razem z uczestnikami to samo, co oni, a nawet i więcej. Zawodowo prowadzę gabinet fizjoterapii, gdzie wykonuję masaże. Średnio 6-8 godz. w tygodniu. Średnio 2 razy w tygodniu w sanatorium pracuję również jako masażysta, więc tam mam 8 godzin masażu, gdzie obsługuję ok. 30 i więcej pacjentów - średnio co 15 min. zmiana pacjenta. Ponadto co jakiś czas prowadzę lekcje indywidualne tańca towarzyskiego, gdzie ćwiczę jednocześnie jako parter/partnerka. Są to zajęcia stałe. Oprócz tego w ciągu dnia w tzw. międzyczasie wykonuję różne formy relaksującego autostretchingu, ćwiczeń oddechowych i relaksacyjnych w celu autoregeneracji bym mógł na pełnych obrotach pracować i wykonywać inne prace w ciągu dnia pracując po 12-16 godz. dziennie z sobotą włącznie.
    Jeśli to wszystko razem zsumujemy, to jest ogrom ćwiczeń i ogrom mojej własnej pracy nad sobą, ale innej możliwości nie ma - bo moje ciało jest moim narzędziem pracy o wszechstronnym zastosowaniu gdzie w jednej skrajności muszę wykonywać bardzo subtelne i płynne ruchy taneczne lub masować dotykiem delikatnym jak ptasie piórko, i druga skrajność zaawansowane pozycje jogi, czy akrobatyczne wymagające dużej siły i koordynacji ruchowej.

    To wszystko razem jest możliwe tylko dlatego, gdyż ruch sprawia mi przyjemność i jednocześnie przywrócił mi utracone zdrowie. Z drugiej strony ogromnie wzrosła moja wydajność, kondycja i odporność na przeciążenia.

    Jako przykład może Pan spytać się kolegów masażystów jak się czują po 8 godzinnym masażu, gdzie obsłużyli 30 pacjentów. Mogę sie założyć że są padnięci. Dla mnie natomiast jest to tylko półmetek mojej pracy. Wracam do domu w gabinecie mam kolejne masaże lub lekcje tańca. W skrajnej sytuacji w jakiś poniedziałek miałem 8 godz. masażu w sanatorium, potem wróciłem do siebie i miałem 2 godz. masażu w gabinecie, a następnie 3 godziny treningu własnego, gdzie ćwiczyłem jogę, ustanawiałem rekordy życiowe i chodziłem na rękach oraz wykonywałem różne akrobacje na rękach włącznie z tym co pokazane są na zdjęciach. W ten poniedziałek jak policzyłem, to pracowałem 16 godzin i dałem radę.

    Więc pytanie jaką cenę płacę z te ćwiczenia ma się nijak do tego co robię. Natomiast jeśli spyta Pan co zyskałem ćwicząc tak, jak ćwiczę to odpowiadam - odzyskałem przede wszystkim zdrowie, radość życia, mam teraz możliowość spełniania swoich marzeń i pomagania innym ludziom w powrocie do zdrowia.
    Mam też ogromną frajdę z tego, że doświadczenie, które zdobyłem i zdobywam na sobie poprzez ruch doskonale sprawdza się w praktyce rehabilitacyjnej i leczniczej, jak również na uczelni medycznej.
    W wieku 58 lat licencjat z fizjoterapii obroniłem na ocenę bardzo dobrą.
    W wieku 58, w którym to wiele osób już myśli o zapisaniu się na Uniwersytet Trzeciego Wieku ja rozpocznę studia magisterskie z fizjoterapii i będę tam studiował razem młodymi 25-30 latkami dotrzymując im kroku zarówno w przedmiotach teoretycznych, jak i testach sprawnościowych.
    Wszystko wskazuje na to, że magisterium będę bronił na 60-lecie swoich urodzin, a potem dalsze szkolenia i specjalizacji.
    Mam zamiar pracować na pełnych obrotach do 100 lat. Specjalizuję się w geriatrii więc mam niepowtarzalną okazję przełożyć teorię na praktykę i swoim przykładem pokazać co jest w wieku geriatrycznym możliwe, a co jest niemożliwe.
    Ćwiczenia to jednocześnie moja pasja, zawód, lekarstwo, życie.
    Tak jest w moim przypadku.

    Mam nadzieję, że w jakiś sensowny sposób odpowiedziałem na Pana pytanie.

    Serdecznie pozdrawiam
    Janusz Danielczyk
    W poszukiwaniu eliksiru młodości cz. 1
  • @Pan podporucznik 01:30:33
    Dziękuję Panu podporucznikowi za bardzo ciekawy komentarz. Gratuluję Pana żołnierzom sprawności i wytrenowania. Sam jestem podporucznikiem rezerwy, więc swoje w wojsku przeżyłem i wiem z własnego doświadczenia ile wysiłku i hartu ducha musi wykazać żołnierz, by utrzymać się przez cały czas w gotowości bojowej od szeregowca począwszy na kadrze oficerskiej skończywszy. Tak być powinno gdyż dziś żołnierze to wyselekcjonowana grupa ludzi, która przechodzi przez gęste sito testów sprawnościowych tym trudniejszych im bardziej elitarna jednostka wojskowa. Może być Pan dumny ze swoich żołnierzy.
    Pyta mnie Pan, jak moje serce tyka? Odpowiadam - bardzo dobrze i to bardzo dobrze na różne sposoby prezentuję w artykułach i pokazach na żywo.
    Zmorą dzisiejszych czasów są najprzeróżniejsze choroby serca i układu krążeniowo-oddechowego. Mnie w 2010 roku dopadła choroba niedokrwienna serca. Efekt działania tej choroby był taki, że jak zrobiłem sobie test sprawnościowo-kondycyjny na zasadzie jak daleko dobiegnę truchtem w ubraniu tak, jak stoję to fizycznie byłem w stanie przebiec jedynie od latarni do latarni, czyli ok. 10-20 metrów. Zatem w tamtym czasie fizycznie nie byłem w stanie przebiec zwykłym truchtem naokoło domku jednorodzinnego. Byłem słabszy od przedszkolaka. Miałem podejrzenie też stanu przedzawałowego. W tamtym czasie też ciśnienie dawało mi się we znaki i poziom ciśnienia 160/110 był moją normą. Musiałem brać leki na zbicie ciśnienia.

    Dietką się nie przejmuję. Po prostu jem to co lubię jeść i się nie objadam. Główny nacisk kładę na ruch i jego wszelkie odmiany. Za pomocą też ruchu wyleczyłem siebie z nadciśnienia i choroby niedokrwiennej serca. Od 2012 roku nie biorę żadnych leków na obniżenie ciśnienia. Ciśnienie utrzymuje mi się na poziomie 120/80. Na studiach fizjoterapii mieliśmy testy sprawnościowe. Z racji wieku nie miałem żadnych ulg. Miałem te same normy sprawnościowe co 20-25-letni studenci i radziłem sobie całkiem nieźle. Z tego co pamiętam mieściłem się najczęściej w pierwszej piątce.

    Biegi nie są moją pasją, więc maratonów nie biegam, ale za chwilę idę na 10 km marsz po lesie i tak robię co tydzień. Moje pasje to akrobatyka, gimnastyka, joga, taniec, sztuki walki, różne formy ćwiczeń relaksacyjnych, oddechowych i w tym kierunku się rozwijam. Dziś wykonuję pracę taką, że ciało moje jest moim narzędziem pracy i muszę być sprawny o każdej porze dnia i nocy, gdyż prowadzę zawodowo różne grupy taneczne, jogi, ćwiczenia usprawniające. Na tych zajęciach najczęściej sam ćwiczę tak samo, jak uczestnicy tych zajęć. Do tego pracuję jako fizjoterapeuta i specjalizuję się w masażu i kinezyterapii (leczeniu ruchem). Po 8 godzinnym masażu nadgarstki dostają mocno w kość. Muszę je mieć na tyle sprawne, bym potem wieczorem mógł w ramach własnej przyjemności postać, czy pochodzić jeszcze na rękach. Nie mówiąc o własnym prywatnym gabinecie fizjoterapii, gdzie głównie wykonuję znowu masaż, ćwiczenia, terapie manualne. Więc moje palce, dłonie, nadgarstki, muszą być jednocześnie bardzo czułymi narzędziami diagnostyczno-pomiarowymi.

    Serdecznie pozdrawiam, pozdrowienia również dla Pana Kapitana i żołnierzy. Zdrówka życzę.

    Janusz Danielczyk
    Pasjonat Ruchu
    W poszukiwaniu eliksiru młodości cz. 1
  • @Krzysztof Szotowicz 21:56:21
    Dziękuję Panu za bardzo pozytywny komentarz i bardzo się cieszę, że moje artykuły pomogły Panu wyjść ze schorzeń obronną ręką.
    Pyta mnie Pan skąd się biorą moje pomysły na zdrowie ciała?
    Głównym generatorem moich pomysłów jest moje nastawienie fizyka do medycyny.
    W fizyce jest trochę inaczej niż w medycynie. Zasadniczo jeśli mam w pełni matematycznie opisane zdarzenie w dniu dzisiejszym, to z bardzo dużym prawdopodobieństwem mogę powiedzieć w każdej chwili co działo się przed i po zdarzeniu. Zatem moja praca to ciągłe poszukiwanie przyczyn danego stanu rzeczy z jednoczesnym przewidywaniem skutków tego, co dzisiaj zrobię na przestrzeni dnia, tygodnia, miesiąca, czy nawet roku, albo i dłużej. Takie poszukiwania zawsze skutkują znajdowaniem różnych ciekawych i niecodziennych odkryć. Wiele osób zarzuca mi tzw. błąd jatrogenny (błąd w sztuce) i zarzuca mi, że medycyna to nie matematyka. Moja odpowiedź jest taka, że gdyby tak było, to nigdy bym na rękach nawet metra nie przeszedł, bo było to medycznie niemożliwe. A jak pokazuje praktyka bez problemu chodzę na rękach dużo więcej niż metr. Więc na dobrą sprawę co jest, a co nie jest błędem jatrogennym, to tego nikt nie wie. Gdyż w drugą stronę patrząc nikt na 100% nie zna możliwości regeneracyjnych człowieka, mało tego, z tego co badania naukowe mówią mózg człowieka geniusza wykorzystują zaledwie z ok. 25%, to w takim razie przeciętna osoba wykorzystuje pewnie poniżej 10% możliwości mózgu. Tak, czy siak ponad 70% możliwości mózgu jest NIEZNANE, stąd moje zapytanie skąd ktoś kto nie zna 70% możliwości mózgu może twierdzić, że popełniam, czy nie popełniam błąd jatrogenny?
    Ogólnie rzecz biorąc obrazowo problem ujmując cała medycyna podobna jest do książki kucharskiej, w której jest mnóstwo przepisów do ciasta. Odpowiednikiem tych przepisów do ciasta w medycynie są tzw. metody leczenia. Tych metod jest tysiące, a może nawet i miliony. Te metody to nic innego, jak schematy postępowania, które w wielu przypadkach się sprawdziły, ale też w innych przypadkach się nie sprawdziły. O tym, w jakich przypadkach te metody się sprawdziły rozpisują się różni specjaliści w publikacjach naukowych. Natomiast o przypadkach, w których te metody się nie sprawdziły - jest po prostu CISZA.
    Ja mam tę PRZYJEMNOŚĆ, że poczynając od siebie obsługuję głównie osoby, wobec które ogólnie przyjęte standardy medyczne się nie sprawdziły. Te osoby, tak jak każda inna osoba chcą żyć, być sprawne i zdrowe i chcą cieszyć się życiem. Ja z kolei szukam takich rozwiązań, które tym poszkodowanym osobom poprawią sprawność, zdrowie i standard życia. Ponieważ nie mam gotowców jak postępować, więc sam wymyślam i w pierwszej kolejności testuję na sobie własne rozwiązania. Jeśli na mnie te rozwiązania się sprawdzają, to z dużą dozą ostrożności zaczynam jest stosować wobec innej osoby. Cieszy mnie ogromnie bo wielu osobom, które były skazane na przegraną - już udało mi się poprawić standard życia i przywrócić im sprawność ruchową. Każda osoba to praktycznie materiał nie tylko na artykuł, ale również na książkę medyczną.
    Na razie książek nie piszę. Po prostu uczę się, testuję, to co jest możliwe i sprawdzone publikuję. A inne materiały czekają w kolejce na kolejne artykuły.
    Życzę wszystkim sukcesów zdrowotnych i sprawnościowych

    Serdecznie pozdrawiam
    Janusz Danielczyk
    Jak schudłem 13 kg w 41 dni
  • eksperyment naukowy
    Dziękuję za wnikliwy komentarz i pobudzenie mojej wyobraźni twórczej.

    Panie Interesariuszu proponuję Panu eksperyment naukowy z Panem w roli głównej. Zapraszam do mnie do Torunia na terapię naturalną Pana dolegliwości bólowych kręgosłupa. Zrobimy z tego notatki, nagramy filmy. Jeśli się uda, to Pan będzie miał sprawny kręgosłup, żył bez bólu i będzie moją żywą reklamą, a ja będę miał bogaty materiał badawczy w postaci dokumentacji filmowej i Pana świadectwa, które wykorzystam w swojej pracy magisterskiej, stronie internetowej, czy też na konferencjach medycznych dla lekarzy i fizjoterapeutów.
    Jeśli wszystko się uda, to potem wspólnie napiszemy artykuł, w którym ja opiszę co zrobiłem, a Pan to samo opisze z detalami tak, jak to wygląda od strony Pana.

    W tej chwili na odległość pozwolę sobie zwrócić Panu uwagę, że autorzy podręczników przy opisie rwy kulszowej milcząco zakładają, że nasze ciało składa się wyłącznie z kręgów kręgowych kręgosłupa, które tworzą całość i to niczym nie trzymaną oraz z odchodzącego w bok nerwu kulszowego, który ładnie po łuku na wolnej przestrzeni opada łagodnie w dół. Taki obraz rwy kulszowej, jako bardzo i to bardzo uproszczony model anatomiczny w jakiś uproszczony sposób wyjaśnia mechanizm działania rwy kulszowej tak długo dopóki nie zacznie Pan zadawać szczegółowych pytań. Ostatnio miałem taki przypadek, że przyszła do mnie 72-letnia kobieta z rozpoznaniem rwy kulszowej. Kiedy poprosiłem ją by pokazała mi dokładnie gdzie ją boli, to pokazała mi zewnętrzny punkt na stawie biodrowym. Nie ma tam nerwu kulszowego, więc moje pytanie co ją boli? Kogoś innego boli łydka - rozpoznanie rwa kulszowa. Moje pytanie dlaczego boli go nerw kulszowy w okolicy łydki, skoro drażniony jest przy kręgosłupie? Od kręgosłupa do łydki jest odległość ok. pół metra do metra. Inna moja klientka przyszła ze skierowaniem na endoprotezę kolana z powodu bardzo zaawansowanych stanów zwyrodnieniowych kolana, którą przez wiele miesięcy leczono na rwę kulszową. Co ma wspólnego rwa kulszowa ze zwyrodnieniami stawu kolanowego? Więc dla mnie osobiście taka, czy inna diagnoza/opis (rozpoznanie) oznacza tylko tyle, że diagnozujący lekarz miał jakiś swój pogląd, czy wizję twórczą początkową i próbował coś w tym kierunku robić tak, jak nauczono go na studiach. Nie jest to równoznaczne z tym, że ów lekarz dokonał trafnej diagnozy. W związku z powyższym ja każdą osobą badam indywidualnie robiąc jej najprzeróżniejsze testy kliniczne. Najczęściej są to moje własne testy kliniczne, a ponieważ ruchomość kręgosłupa mam dość dużą to za pomocą tych testów jestem sprawdzić bez problemu nawet joginów, czy gimnastyków nie mówiąc o przeciętnej osobie. Wyniki moich testów przepuszczam przez mój Model Matematyczny Kręgosłupa, który pod względem interpretacji testów jest idealny i jak do tej pory mnie nigdy nie zawiódł. Jak już wiadomo co jest, to wtedy dobieram odpowiednią terapię, która jest kombinacją masażu, terapii uciskowych i ćwiczeń rozluźniająco-usprawniających. Tu znowu inne podejście do ćwiczeń ma osoba, która osobiście ćwiczyła regularnie ostatni raz na pierwszym czy drugim roku studiów bo musiała zaliczyć WF, a inne podejście do ćwiczeń jest moje, kiedy to regularnie ćwiczę i to na różne sposoby od ponad 40 lat. Nie mówiąc o tym, że dzięki tym ćwiczeniom sam siebie wyleczyłem z bólów kręgosłupa.

    W Pana przypadku brakuje mi oryginalnych zdjęć obrazowych, gdzie dokładnie widać układ kostny kręgosłupa. Informacja o tym, że mniejszy jest krążek międzykręgowy na takiej czy innej wysokości NIC mi nie mówi - muszę o zobaczyć na oryginalnym zdjęciu RTG kręgosłupa lub na rezonansie magnetycznym.

    Jeśli chodzi o koncepcję, że ma Pan problemy ze stawami międzywyrostkowymi kręgosłupa to trudno coś orzec bez obejrzenia zdjęć obrazowych i zrobieniu testów klinicznych. Teoretycznie taka możliwość zawsze istnieje. Ja na chwilę obecną uważam, że dużo bardziej prawdopodobne są drobne podwichnięcia stawów międzykręgowych jednego lub kilku oraz towarzyszące im napięcia i zaniki mięśni oraz złe wzorce ruchowe powstałe w wyniku działań tzw. kompensacyjnych.

    Kolejny problem to tzw. wyciąg o którym Pan pisze. Nie wiem co to jest w Pana wykonaniu. Kręgosłup można rozciągać na tysiące sposobów.
    Więc jak pan widzi - w Pana przypadku jest sporo pytań bez odpowiedzi, a to tylko drobna cząstka tych, które zadaję, bo więc pytań nie chciało mi się już pisać.
    To samo tyczy każdej innej osoby. W medycynie dla celów dydaktycznych lub statystycznych próbuje się wrzucić pewne schorzenia jak np. rwa kulszowa do jednego worka i leczyć w ściśle określony sposób by podkreślić skuteczność takiej czy innej metody leczniczej. W praktyce każdy pacjent jest inny i to, co nazywa się rwą kulszowa jest inne dla każdej osoby. W mojej praktyce tylko 5% osób po moich testach ma książkową rwę kulszową. Pozostałe 95% osób z rozpoznaniem rwy kulszowej wg mnie rwy kulszowej nie ma, tylko ma inne schorzenia.
    Tak to wygląda od mojej strony.
    Przykro mi - ale nie ma szans by napisać poważny artykuł, w którym wrzuci się do jednego worka wszystkie osoby z rozpoznaniem rwy kulszowej, czy innym rozpoznaniem dolegliwości bólowych kręgosłupa - zastosuje się jeden schemat, czytelnicy to przeczytają, zastosują i zostaną cudownie uzdrowieni.
    Jeśli się Pan zdecyduje przyjechać do mnie, to sam Pan się przekona, że prawidłowe wykonanie wszystkich ćwiczeń z mego programu Stop Dolegliwościom Kręgosłupa sprawi Panu ogromny kłopot, a Pan będzie w komfortowej sytuacji, gdyż będę stał przy Panu i na bieżąco poprawiał. Co ma powiedzieć osoba, która pierwszy raz w życiu czyta taki opis, a co ma powiedzieć osoba, która przez wiele lat uczono innego sposobu wykonywania w/w ćwiczeń?

    Zapraszam więc do Torunia.
    A póki co, to wszystkiego najlepszego w nowym 2017 roku.

    Serdecznie pozdrawiam
    Janusz Danielczyk
    Pooperacyjne bóle kręgosłupa – analiza przypadku
  • @Jasiek 10:13:02
    Dziękuję Panu za miły komentarz.
    Jeśli chodzi o politykę, to nie zajmuję się polityką w wersji makro. Ta tematyka mnie akurat nie interesuje. Dużo więcej mogę zrobić w wersji mikro pomagając ludziom - szczególnie tym 50+, 60+, 70+, a nawet i 80+ - przezwyciężać ich ograniczenia ciała i ducha.
    To, co pokazałem do tej pory to tylko cząstka. Dużo więcej pokażę w przyszłości.

    Serdecznie pozdrawiam
    Janusz Danielczyk
    Łokcie tenisisty i golfisty pokonane – terapie naturalne
  • komentarze
    Dziękuję za bardzo ciekawe komentarze. Zachęcam do dzielenia się swoimi spostrzeżeniami. W ten sposób każdy ma szansę znaleźć coś dla siebie.
    Odnośnie komentarza 1 - osobiście dwa razy stosowałem dietę owocowo-warzywną Ewy Dąbrowskiej i bardzo ją sobie chwalę z pewnymi zastrzeżeniami, ale o tym być może w przyszłości napiszę oddzielny artykuł, gdyż w dwóch zdaniach nie da się tego ująć.
    Z kolei co do informacji na temat głodówek leczniczych to polecam jeszcze książkę, która była dla mnie pierwszym źródłem inspiracji na temat leczniczej głodówki w latach 1980-1985 i później. Książka ma tytuł: Teoria i metodyka ćwiczeń relaksowo-koncentrujących pod. red. Stanisława Grochamala. Ja mam wyd. PZWL W-wa 1979. W tej książce próbuje się do głodówki podejść medycznie i naukowo na tyle na ile
    ówczesny stan wiedzy na to pozwalał.
    Pozdrawiam
    Janusz Danielczyk
    Pasjonat Ruchu
    Lecznicza głodówka
  • choroby idiopatyczne
    Mili Państwo. Bardzo dziękuję za komentarze i zachęcam do kolejnych. Doświadczenie, które Państwo przekazują jest bezcenne, a pytania, które Państwo zadają - nurtują dziś pewnie miliony Polaków - są praktycznie bez odpowiedzi. Publikując swoje doświadczenie w danych tematach przekazują Państwo bezcenną wiedzę, którą niektórzy wybrańcy chłoną dopiero na konferencjach naukowych, czy zjazdach, które przekazują te same lub podobne informacje, tylko, że ubrane w język naukowy, albo dla dodania powagi sytuacji zabarwiony nazwami łacińskimi lub anglojęzycznymi. W myśl zasady im przeciętny człowiek mniej rozumie - tym lepiej.
    Jeśli chodzi o stwardnienie rozsiane i większość chorób reumatycznych, czy cywilizacyjnych w medycynie nazywa się je chorobami o podłożu IDIOPATYCZNYM, czyli nieznanym. A skoro podłoże (przyczyny) są nieznane, to i leczenie jest z góry skazane na niepowodzenie, chyba, że coś komuś uda się przypadkiem zrobić.
    Zatem przeczucie Pana/Pani mac, że istnieje czynnik zewnętrzny, będący przyczyną tych chorób jest równie uzasadnione, jak każda inna teza naukowa, którą stosuje się w medycynie. Jednak by Pana teza zyskała uznanie - musi Pan zgodnie ze standardami naukowymi spełnić określone kryteria. Jeśli je Pan spełni, będzie Pan uznanym ekspertem w danej specjalności. Zachęcam więc Pana do dalszych spekulacji, realizacji własnych obserwacji i badań. Może akurat Pan będzie pierwszą osobą, która odkryje sensownie uzasadnione przyczyny jednej, czy kilku chorób.
    To samo dotyczy Pana, który pisał o leczniczym działaniu ziół. Na pewno takie działanie jest. Trzeba to działanie odkryć, skatalogować, zastosować i cieszyć się, że pomaga. Jak wspomniałem, ja fizycznie nie jestem w stanie być mistrzem w temacie ruchu, leków, ziół i innych tematach. Skupiam się na ruchu, w tym się doskonalę i opisuję to, co udaje mi się uzyskać za pomocą ruchu.
    Natomiast bardzo chętnie przeczytam artykuł kogoś, kto za pomocą ziół uzyskał poprawę zdrowia. Artykuł, na który podał Pan od ziół link - jest bardzo ciekawy i interesujący. Lecz pisał go lekarz. A co stoi na przeszkodzie, by Pan jako nie-lekarz napisał swoje doświadczenie w temacie ziół? Nic nie stoi na przeszkodzie. Więc zachęcam do publikacji własnych artykułów na ten temat i każdy inny temat.

    Jeśli chodzi o stwardnienie rozsiane, to wiadomo tyle, że atakuje ono układ nerwowy i swoją progresją przypomina stany zwyrodnieniowe stawów. Więc niewiele się pomylimy jeśli nazwiemy, że stwardnienie rozsiane, to choroba zwyrodnieniowa układu nerwowego w całości lub części. Najczęściej jest to choroba zwyrodnieniowa układu nerwowego w części. Układ nerwowy to nie nie tylko nerwy zasilające mięśnie. To również nerwy zasilające wszystkie narządy wewnętrzne, cokolwiek to jest. Zatem stwardnienie rozsiane równie dobrze może zaatakować oko, jak żołądek, serce, kręgosłup itp. Ja z takimi skrajnymi przypadkami nie mam do czynienia. Wiem od wykładowczyni, która zajmowała się leczeniem stwardnienia rozsianego, że są różne postaci tej choroby. Jedna postać pojawia się mniej więcej w wieku gdzieś 25-35 lat i ciągnie się przez kolejne 30-40 lat. Pacjent żyje, ale jego sprawność z roku na rok maleje. A są również takie postaci stwardnienia rozsianego, że w ciągu roku choroba bardzo szybko postępuje i pacjent w ciągu roku umiera.

    Ja pracuję w sanatorium, więc nie mam do czynienia ze skrajnymi postaciami stwardnienia rozsianego. A z tymi przypadkami, z którymi mam do czynienia radzę sobie bez problemu. Moja metodyka terapii ruchem doskonale się sprawdza. Tylko trzeba umiejętnie dobrać specjalistyczne ćwiczenia do każdego przypadku z osobna. Ja mam serce do ćwiczeń, widzę dużo rzeczy, których przeciętna osoba nie widzi. Więc swoją wiedzę i umiejętności wykorzystuję w praktyce. Potrafię z tymi chorobami niejako współpracować. Jak wspomniałem - nie mam tu żadnych barier. Pacjent to czuje podświadomie, zaczyna ćwiczyć. A kiedy zobaczy sukces, a u mnie sukces zachodzi niemal zawsze w czasie rzeczywistym, to pacjent automatycznie zaczyna wierzyć, że nie wszystko stracone i ćwiczy dalej. Dla mnie ćwiczenia sprawiają radość. Tę radość ćwiczeń przejmuje ode mnie pacjent i ćwiczenia jemu także sprawiają radość. I tak krok po kroku idziemy do przodu.

    A cóż piękniejszego może zobaczyć pacjent? Czy to, że przychodzi do mnie nieporadny, noga lub ręka odmawia mu posłuszeństwa i albo ani drgnie, albo ruch jest ledwo zauważalny, a po moich ćwiczeniach zakres ruchu w czasie rzeczywistym powiększa się o 200, 300, czy nawet i 500%. Noga (ręka), która przed ćwiczeniami ani drgnęła, po ćwiczeniach zaczyna się ruszać i słuchać pacjenta. Taki widok mnie samego wprowadza w wielkie zdumienie, nie mówiąc o pacjencie.

    Serdecznie pozdrawiam
    Janusz Danielczyk
    Pasjonat Ruchu.
    Moje spotkanie ze stwardnieniem rozsianym
  • o stwardnieniu rozsianym uwag kilka
    Na stwardnienie rozsiane w zależności od autorytetu można patrzeć na kilka sposobów. Nie będę się wdawał w rozważania naukowe, ale mechanizm patrzenia z naukowego punkt widzenia jest mniej więcej taki.
    Lekarze medycyny na studiach uczą się o stwardnieniu rozsianym jako o jednostce chorobowej, którą należy leczyć w odpowiedni sposób lekami. Źródłem informacji o lekach i dawkach leków są informacje ze studiów - z wykładów, informacje z konferencji naukowych, badania naukowe - o ile autor te badania opublikuje. Temu wszystkiemu przyświeca odwieczna idea biochemiczna, że człowiek składa się z kombinacji białek i innych związków chemicznych. Jeśli jakiegoś związku jest za dużo lub za mało - następuje zaburzenie organizmu. Ponieważ stwardnienie rozsiane to choroba układu nerwowego, więc nie ma możliwości bezpośredniej pełnego zbadania układu nerwowego na żywym człowieku. Bada się więc układ oddechowy trupa, albo zwierzęcia, którego system nerwowy, jest najbardziej zbliżony do systemu nerwowego człowieka i jednocześnie "produkcja" takiego zwierzęcia jest stosunkowo tania. Jakkolwiek badania takie sprawią, że medycyna się rozwija, to jak świat światem to układ nerwowy trupa nigdy nie będzie miał właściwości takich samych, jak układ nerwowy żywego człowieka. Tym bardziej układ nerwowy zwierzęcia nigdy nie będzie taki sam, jak układ nerwowy człowieka. Stąd te metody naukowe pozyskiwania informacji o układzie nerwowym mają duży margines błędu, którego na dodatek nikt chyba nie ustala.
    Zatem w ujęciu lekarza z naukowego punktu widzenia chory ze stwardnieniem rozsianym to osoba, która ma zaburzoną pracę układu nerwowego. Aby tę pracę zmienić stosuje się takie, czy inne leki mając nadzieję, że jeśli one zadziały na trupie czy zwierzęciu, to równie dobrze zadziałają na człowieku. To jest podejście naukowe, które ja nazywam biochemicznym. Jest to standardowe leczenie medyczne, uznane przez naukę, więc nie ma co tu dużo dyskutować. A to, że skuteczność tego działania jest niewielka, to już zmartwienie naukowców. Muszą dalej prowadzić badania na trupach i zwierzętach. Stawiać sobie nowe pytania i szukać nowych odpowiedzi.
    Jeśli chodzi o mnie, to ja na stwardnienie rozsiane patrzę inaczej. Dla mnie osoba, która jest chora na stwardnienie rozsiane, to osoba żywa, która ma problem z układem nerwowym. Układ nerwowy steruje pracą mięśni, więc mięśnie automatycznie stają się wiotkie, lub spastycznie napięte. Ja więc oddziałuję na mięśnie. Usuwam spastykę i pobudzam do pracy mięśnie wiotkie. Spastykę usuwam masażem i technikami uciskowymi oraz ćwiczeniami biernymi. Moje działanie usuwa przykurcze stwarzając szansę, dla pozostałych mięśni do normalnej pracy niezaburzonej dodatkowymi siłami wywołanymi przez skurcze. W przypadku pani z artykułu - usunąłem przykurcze stawu skokowego, staw stał się miękki i luźny, automatycznie siła, jaką dysponowała Pani była wystarczająca do tego, by tym stawem sprawnie poruszać. Jeśli chodzi o mięśnie wiotkie, to za pomocą ćwiczeń biernych pobudzam je do pracy. To pobudzanie pobudza również do pracy układ nerwowy. Jeśli jest on przecięty, to moje działania nic nie dadzą. Ale jeśli nie jest przecięty, to są duże szanse, ze chory nerw poprzez tę pracę zostanie ukrwiony i odżywiony. A skoro będzie odżywiony to są szanse, że zacznie się regenerować. Moje działanie bodźcuje mózg pacjenta poprzez świadome działanie na jego układ ruchu. Moje działanie jest proste i naturalne. Jeśli pacjent zobaczy, że coś dobrego się dzieje, powoli odzyskuje wiarę i zaczyna wierzyć, że będzie zdrowy. A jak wiadomo z literatury (i mego przykładu również) - wiara czyni cuda, więc i cuda się zdarzają. Znienacka noga pacjenta zaczyna go słuchać i się unosi. Pacjent, który przez lata jeździł na wózku inwalidzkim znienacka zaczyna chodzić bez wózka inwalidzkiego. Po prostu inaczej działam. Drugi temat to wiara w człowieka. Lekarz na starcie wie, że stwardnienie rozsiane to choroba nieuleczalna. Może być tylko gorzej. I on nawet jeśli się uśmiecha, to podświadomie wysyła sygnały pacjentowi, że jego sytuacja jest beznadziejna. Pacjent to wyczuwa podświadomie. I tego problemu lekarz nie przeskoczy. Jeśli chodzi o mnie, to nie kończyłem medycyny. Mam inne podejście do chorób. Dla mnie stwardnienie rozsiane, to choroba taka sama, jak każda inna. Atakuje żywy organizm. Żywy organizm ma nieprawdopodobne zdolności regeneracyjne, ciągle się zmienia się. Chore tkanki umierają i są usuwane, chore się regenerują i zdrowieją i niezależnie od tego tworzą się nowe zdrowe tkanki. A to wszystko jest sterowane przez mózg. Więc na samym starcie ja mam inne nastawienie psychiczne do pacjenta. Ja tego pacjenta widzę oczami wyobraźni zdrowego, szczęśliwego, biegającego. Nawet jeśli jego noga ani drgnie, to mnie to nie zraża. Widziałem różne rzeczy i na starcie wierzę, że tę nogę pacjent prędzej czy później uniesie własnymi siłami. Jest to tylko kwestia czasu. To moje nastawienie pacjent wyczuwa intuicyjnie, zaczyna wierzyć, zaczyna ćwiczyć, zaczyna wierzyć w to, że coś może dla swego zdrowia zrobić i on to zaczyna robić. W efekcie końcowym dzieją się takie rzeczy jak z tą babcią opisaną w artykule, czy też z wieloma innymi osobami, którym pomogłem, bo miałem bardzo pozytywne do nich nastawienie wierzyłem w nich i wierzyłem w to, w co już nikt nie wierzył, że będą oni zdrowsi, sprawniejsi, że nie wszystko jest jeszcze stracone. Bo dopóki żyjemy dużo dobrych rzeczy jest jeszcze możliwych.

    Pozdrawiam
    Janusz Danielczyk
    Pasjonat Ruchu
    Moje spotkanie ze stwardnieniem rozsianym
  • leki i zioła
    Osobiście jestem dość sceptycznie nastawiony do cudotwórczego działania leków. Wynika to z mego osobistego doświadczenia i z obserwacji leczenia innych osób. Mój przykład to leczenie w przychodni, a dokładniej likwidacja bakterii helicobacter pylori. Zrobiłem badania krwi i okazało się, że w moim organizmie jest 6-krotnie przekroczona dopuszczalna dawka tej bakterii. Udałem się do lekarza i poddałem się kuracji antybiotykowej. Po tej kuracji zrobiłem kolejne badania krwi i okazało się, że w moim organizmie jest więcej tej bakterii po leczeniu niż przed leczeniem. Co znaczy, że w moim przypadku całe to leczenie była jedna wielka lipa, strata pieniędzy i czasu.
    Z obserwacji innych osób - mając na co dzień kontakt z pacjentami w sanatorium zadaję każdemu standardowe pytanie, co mu dolega, na co jest chory, jakie jest rozpoznanie lekarskie i jaki był dotychczasowy proces leczenia. Większość pacjentów to pacjenci z chorobą zwyrodnieniową stawów, RZS, Stwardnienie rozsiane, różne odmiany chorób kręgosłupa itp. Wszystkie te choroby leczą lekarze za pomocą najprzeróżniejszych tabletek, maści, ziół, sterydów itp. itd. Efekt zdrowotny jest taki, że choroby te z roku na rok się pogłębiają. Więc gdyby leki działały, to lekarze dziś byliby bezrobotnymi. A ponieważ jest akurat odwrotnie, to na dziś nie mają mocy przerobowych, żeby obsłużyć wszystkich pacjentów i kolejki oczekiwania na chociażby diagnostykę u specjalisty ortopedy, neurologa, czy reumatologa, trwają standardowo 3-6 miesięcy, albo i dłużej.
    Jeśli chodzi o zioła, to za przykład służy moja żona, która przez 25 lat naszego małżeństwa uskarżała się na bóle głowy. Była też leczona ziołami. Efekt zdrowotny był taki, ze po 25 latach leczenia przez różnych specjalistów lekami, ziołami, homeopatykami i innymi wynalazkami medycyny żonę moją codziennie bolała głowa. Średnio co najmniej 3 razy w tygodniu musiała brać 4 tabletki przeciwbólowe typu Ibuprom, abym móc funkcjonować z bólem. W trakcie leczenia poddana była całkowitej detoksykacji ziołami sprowadzanymi specjalnie z Chin. Efekt finalny - żaden. W końcu mnie to wszystko lekko poirytowało. Sam zabrałem się za leczenie żony. W ciągu miesiąca za pomocą ćwiczeń zlikwidowałem bóle głowy żonie. Głowa ją przestała boleć. Gdyby żona miała serce do ćwiczeń, - dziś nie wiedziałaby co to znaczy ból głowy. Ale ponieważ nie ma serca do ćwiczeń i przestała ćwiczyć regularnie więc bóle głowy wróciły, ale z kilkakrotnie mniejszym nasileniem i występują dużo rzadziej. Teraz jak ją boli głowa, to zamiast brać tabletkę przeciwbólową - prosi mnie o masaż. Robię jej masaż kręgosłupa, szyi i karku. Ból głowy znika. Dlaczego mój masaż jest skuteczniejszy niż tabletki przeciwbólowe, tego nie wiem. Ale skoro pomaga mojej żonie, to dlaczego mam jej nie masować. Być może o tym napiszę kolejny artykuł.
    Nie mam nic przeciwko lekom, ziołom, homeopatykom. Jeśli one komuś pomagają, to niech je bierze, ale z pełną świadomością tego, że każdy lek na jedno pomaga na drugie szkodzi. A to, na co szkodzi nigdy nie jest do końca zbadane. Ja znam ludzi, którzy zażywali różne leki przez dziesiątki lat. W końcu w wieku 60-70 lat żołądek odmówił im posłuszeństwa. Nastąpił postęp choroby - cokolwiek to jest, a człowiek został pozostawiony sam sobie ze swoimi problemami zdrowotnymi, bo leków brać nie może.
    Ja leków żadnych nie biorę i w wieku 56 lat jestem szczęśliwy i zdrowy. Ustanawiam swoje nowe rekordy życiowe. Swoim życiem i osiągnięciami zdrowotnymi zaburzam statystyki medyczne, bo dziś większość 50-latków zażywa regularnie od 3-10 leków w zależności od potrzeb i rodzaju chorób na które chorują. Ja gdybym poddał się standardowemu leczeniu - dziś musiałbym sam zażywać co najmniej 5 różnych leków. A ponieważ nie biorę żadnych leków i jestem zdrowy, to nijak się to nie mieści ani w statystykach medycznych, ani w rozumieniu wielu innych osób, którzy są święcie przekonani, że 56-latek skazany jest na branie leków.
    Moim lekarstwem jest tylko odpowiednio dawkowany i dostosowany ruch. A efekty tego lekarstwa na moim organizmie każdy może poznać czytając moje inne artykuły.
    Pozdrawiam
    Janusz Danielczyk
    Pasjonat Ruchu.
    Moje spotkanie ze stwardnieniem rozsianym
  • stwardnienie rozsiane
    Dziękuję za oba interesujące komentarze.
    Opowiadając na pierwszy komentarz to po prostu zapraszam Pana do mnie na terapię naturalną w moim wykonaniu. Przetestuje ją Pan na sobie, zrobi Pan z tego notatki, albo nagra na wideo i opublikuje swoje odczucia. Wtedy będzie wiadomo, jak to z tą skutecznością moich terapii naturalnych jest w rzeczywistości. W tym przypadku jako osoba chora na stwardnienie rozsiane będzie Pan najlepszym ekspertem tego, czy moje techniki naturalnej terapii są przesadzone, czy też właściwe.
    Odpowiadając na drugi komentarz - odpowiem tak. Mistrzem można zostać w jednej, maksymalnie dwóch dziedzinach. Mnie bardziej interesuje temat terapii naturalnej ruchem, masażem, technikami uciskowymi, a nawet manualnymi. Jestem pasjonatem tych tematów. Te tematy zgłębiam, a umiejętności doskonalę. Natomiast zioła zostawiam pasjonatom od ziół. Leki zostawiam lekarzom. Oni mają po temu odpowiednią wiedzę (przynajmniej teoretycznie rzecz biorąc).
    Istota stwardnienia rozsianego rzeczywiście nie jest znana, a leczenie jest tylko objawowe, więc z góry skazane jest na porażkę na długi termin patrząc. Chyba, że przypadkiem nastąpi jakiś zbieg okoliczności, że organizm i leki ze sobą zaczną współdziałać i choroba zostanie wyleczona. Jest to oczywiście teoria, bo w praktyce nie znam nikogo kto by został wyleczony ze stwardnienia rozsianego.
    W moim rozumieniu stwardnienie rozsiane to nic innego, jak stany zwyrodnieniowe jakiejś części układu nerwowego. Objawem są m.in. niedowłady, albo skurcze spastyczne mięśni sterowanych za pomocą tej chorej części układu nerwowego. A ponieważ swoje stany zwyrodnieniowe pokonałem za pomocą ruchu, więc wychodzę z założenia, że równie dobrze za pomocą ruchu można pokonać, a jeśli nie pokonać to przynajmniej skutecznie spowolnić stany zwyrodnieniowe układu nerwowego. I to robię praktycznie. U jednych osób osiągam spektakularne wyniki, jak u tej 70-letniej pani opisanej w artykule. Dziś miałem z nią trzecie zajęcia. Efekty zdrowotne są bardzo optymistyczne. I jeśli zgodzi się ona wystąpić przed kamerą, to są duże szanse, że sama się na ten temat wypowie. U innych osób terapia przebiega dużo wolniej, ale też pozytywny skutek jest zauważalny. Wszystko zależy od stopnia zaawansowania oraz sposobu przebiegu choroby.
    Janusz Danielczyk
    Pasjonat Ruchu
    Moje spotkanie ze stwardnieniem rozsianym
  • @detektywmjarzynski 04:15:32
    Dziękuję za komentarz. Zgadzam się z Panem. Ma Pan słuszne wątpliwości. W ciągu 7 dni nikt nie wyleczy rwy kulszowej. W tak krótkim czasie można jedynie sprawić by osobie takiej ból zniknął. Natomiast uszkodzone struktury ciała: nerw kulszowy, krążek międzykręgowy, naderwane mięśnie, ścięgna mięśni okołokręgosłupowych i inne tkanki miękkie, a nawet kości wymagają jeszcze długiego procesu regeneracji, czyli potrzebne jest ukierunkowane na schorzenie działanie, które opisałem we wnioskach. Do całości dodałbym jeszcze fizykoterapię np. interdyn, pole magnetyczne, laser, ultradźwięki, krioterapię miejscową lub ogólną lub okłady borowinowe. No i najważniejsze w tym całym procesie - klient w swoim życiu codziennym cały czas stosuje zalecenia profilaktyki zdrowego kręgosłupa. Przy tak prowadzonej, trwającej kilka miesięcy, a w niektórych przypadkach skrajnych nawet i kilka lat - klient nie ma innego wyjścia - MOIM ZDANIEM musi być zdrowy.

    Pasjonat Ruchu
    Terapie Naturalne
    Szkoła Zdrowego Kręgosłupa
    Rwa kulszowa – świadectwo Tomka
  • zasady ruchu
    Dziękuję za miłe komentarze.
    W miarę nabywania doświadczenia z pacjentami okazuje się, że z ruchem jest o tyle skomplikowana sytuacja, że nie wszystko da się opisać.
    Tu jest sytuacja podobna jak z tańcem. Teoretycznie są podręczniki do nauki tańca i można się z nich uczyć, nawet można się uczyć z nagrań wideo, ale nie spotkałem jeszcze Mistrza Polski w tańcu towarzyskim, który tylko na podstawie podręczników, nagrań wideo i tylko własnej pracy - zdobył Mistrzostwo Polski.
    W temacie zdrowia terapię ruchem traktuję w kategoriach dużo poważniejszych (trudniejszych) i bardziej odpowiedzialnych niż tylko zdobycie Mistrzostwa Polski w tańcu towarzyskim.
    Wielkiego samozaparcia oraz wieloletnich regularnych lekcji tańca u najlepszych nauczycieli tańca para potrzebuje by zdobyć tytuł Mistrza Polski w tańcu towarzyskim.
    Podobnie wielkiego samozaparcia i wieloletnich regularnych lekcji różnych form ruchu u najlepszych specjalistów tych form + własny trening potrzebuje fizjoterapeuta by z ruchu wydobyć to, co potrafi wydobyć wirtuoz z instrumentu, czyli piękną i wspaniałą melodię w przypadku instrumentu lub subtelne, lecznicze i skuteczne właściwości ruchu w przypadku kinezyterapii.
    Jako przykład opiszę krótko moje spotkanie z jedną pacjentką w sanatorium. Otóż przyszła do mnie pacjentka na salę kinezyterapii skarżąc się na różne dolegliwości bólowe kręgosłupa i stawów (biodrowych, kolanowych, skokowych i barków). Co ją nie dotknąłem to ją bolało, aż podskakiwała z bólu. Zacząłem standardowo od spokojnej diagnostyki palpacyjnej. W trakcie diagnostyki powolutku kreował mi się obraz przyczyn jej dolegliwości bólowych. Przyczyną jej dolegliwości bólowych moim zdaniem były nabyte i utrwalone przez kilka/kilkanaście ostatnich lat błędne wzorce ruchowe w różnych stawach. Szczególnie było to widoczne w obu barkach. Moja terapia ruchem była bardzo prosta. Za pomocą odpowiedniego trzymania wyizolowałem jest ruch w stawie ramiennym i w tym stawie próbowałem uzyskać czysty ruch bierny. Na początku był problem, ale w końcu udało się uzyskać 100% zakres ruchu przy ruchu biernym. Kiedy pacjentka miała samodzielnie powtórzyć ruch ręką unosząc ją przodem do góry bez mojej pomocy - zaczęła skarżyć się na bóle w ramieniu. Zacząłem więc palpacyjnie szukać przyczyn tych bólów. Moja palpacja polegała na tym, ze położyłem swoje dłonie na barku i ramieniu pacjentki. Po ułożeniu obu dłoni na barku i ramieniu poprosiłem by pacjentka wykonała ten sam ruch ręką i powiedziała w którym momencie ruchu boli ją ręka i gdzie boli. Tak też zrobiła pacjentka. W pewnej pozycji ręki pacjentka powiedziała, ze pojawia się ból i pokazał mi to miejsce bolesne. Było to dokładnie tam, gdzie ja poczułem pod palcami zgrubienie (nagły skurcz mięśni). Kilkukrotne powtórzenie tego samego ruchu i moje różne testowe układanie dłoni na jej ramieniu i barku wzdłuż bolesnego mięśnia z dokładnością do 1 cm wskazało mi miejsce bolesnego skurczu. To miejsce i okolicę rozmasowałem, skurcz zniknął i automatycznie ból zniknął. Po tym krótkim masażu pacjentka uzyskała 100% i bezbolesny zakres ruchu.
    W tym przypadku żaden opis ruchu nic nie wyjaśni, gdyż opis jest prawidłowy, zdjęcie jest prawidlowe, nawet film będzie prawidłowy, ale żadna z tych rzeczy nie przewiduje i nie przewidzi momentu pojawienia się nagłego i bolesnego skurczu.
    Takie sytuacje mocno komplikują (lub wręcz uniemożliwiają) mi opis ruchu i sugestie związane z ruchem, gdyż kiedy pacjent ma układ ruchu zdrowy i jest w miarę silny, to on żadnych skurczów nie ma. Ale po poradę do mnie zgłaszają się osoby, u których takie nagłe, i bolesne skurcze to niemal norma. Tutaj nic napisać nie mogę, gdyż lokalizacja tych nagłych skurczy jest zmienna i u każdej osoby umiejscowiona jest w innym miejscu. Druga sprawa, która jest z tym związana, ja o tych skurczach wiem i palpacyjnie potrafię je wykryć i usunąć. Natomiast większość fizjoterapeutów nawet nie wie o ich istnieniu. I tu jest problem.
    Na zakończenie dodam, że pacjentka powiedziała mi, ze pierwszy raz w życiu spotkała się z taką osobą, jak ja, która jej tak szybko i bezbłędnie pomogła usunąć dolegliwości bólowe i która zastosowała wobec niej ćwiczenia, których nikt przede mną nie stosował. A ponieważ ta pacjentka nie ma 20 lat, tylko jest w wieku 60-70 lat i regularnie leczy się od kilkunastu lat, to mi mówi o tym, że z kinezyterapią jest w u nas w Polsce nie najlepiej.
    Ja dopiero co w chodzę w temat. A co robili i robią przede mną osoby zajmujące się kinezyterapią zawodowo, skoro ona mówi, że nigdy przedtem takiej osoby, jak ja nie spotkała?
    Tym nie mniej tyle ile się da postaram się opisać i pokazać na zdjęciach (a w niektórych sytuacjach na filmach).
    Pozdrawiam
    Janusz Danielczyk
    Prawo Arndta-Schulza w kinezyterapii wg J. Danielczyka cz. 2
  • dziękuję za komentarze
    Dziękuję za komentarz i tak wysoką ocenę moich publikacji.
    Wydaje mi się, że do administracji i do właściciela w celu wydłużenia czasu dostępności moich publikacji powinny napisać osoby, które moje publikacje czytają. Wtedy ma to sens. Jeśli ja to zrobię, to administracja zawsze może uznać to za nieuzasadnione samochwalenie się..
    Niezależnie od tego będę publikował kolejne artykuły. Mam wiele osiągnięć zdrowotnych, wiele przemyśleń medycznych, które wypracowałem sam na bazie własnego powrotu do zdrowia i powrotu do zdrowia osób, którym osobiście pomogłem.
    Ogólnie rzecz biorąc moje spojrzenie na medycynę zawsze będzie odstające od ogólnie przyjętych standardów, gdyż moje metody powrotu do zdrowia z jednej strony są banalnie proste, z drugiej skuteczne, z trzeciej udokumentowane, z czwartej charakteryzują się niewiarygodnymi, wręcz medialnymi pozytywnymi osiągnięciami.
    Zgodnie z Pana sugestią postaram się położyć większy nacisk na metodykę, sposób realizacji i ćwiczenia, a mniej na filozoficzne rozważania, choć w moim przypadku te rozważania są też ważne. Ale jak Pan to ładnie ujął - być może któraś z moich historii, może jakieś przemyślenie, albo ćwiczenie, lub zestaw ćwiczeń komuś się przydadzą i pomogą wrócić do zdrowia i radości życia.
    Proszę też o wyrozumiałość, gdyż to podejście wymaga ode mnie robienia rzeczowej dokumentacji medycznej (opisów, świadectw klientów i pacjentów), a także zdjęć i filmów. To wszystko trzeba technicznie uporządkować, zrobić i obrobić by przygotować do publikacji, a to z kolei wymaga czasu, którego niestety z racji wykonywania różnych prac i realizacji różnych pasji po prostu mi brakuje.
    Ale tyle ile dam radę będę publikował.

    Serdecznie pozdrawiam
    Janusz Danielczyk
    Prawo Arndta-Schulza w kinezyterapii wg J. Danielczyka cz. 2

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
1234567
891011121314
15161718192021
22232425262728
293031