Gorące tematy: Wolni i Solidarni Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
81 postów 71 komentarzy

Terapia Naturalna Ruchem

Pasjonat Ruchu - różnorodne ćwiczenia i formy ruchowe przywracające zdrowie i sprawność ruchową

Moje komentarze

  • @staszek kieliszek 10:05:14
    Panie Staszku - zasada zdrowia jest niezwykle prosta - NIE DA SIĘ BEZKARNIE W NIESKOŃCZONOŚĆ PRZECIĄŻAĆ NASZEGO ORGANIZMU. Jeśli o tym będziemy pamiętać, to mamy duże szanse na zdrowie i jego zachowanie przez długie nasze życie. Jeśli o tym się zapomni, albo zignoruje, to wtedy zmiany destrukcyjne mogą być już tak zaawansowane, że powrót do zdrowia będzie niemożliwy, albo będzie bardzo skomplikowany i będzie graniczył z cudem. Mnie udało się wrócić do zdrowia. Jest też wiele innych osób, którym się to nie udało i dziś przeżywają swoje zdrowotne dramaty życia.
    Pozdrawiam
    Janusz Danielczyk
    Urodzinowy spacer i skok w 59 rok
  • @Krzysztof J. Wojtas 11:20:55
    Dziękuję za wszystkie komentarze.
    Każdy z nas się kiedyś zestarzeje. Powstaje tylko pytanie, jak tę starość będziemy przeżywali czy jako ktoś kto jest ciężarem dla otoczenia, czy też druga skrajność - jako ktoś kto cieszy się życiem, zdrowiem i jest inspiracją dla otoczenia.
    Ja pokazuję to, że można cieszyć się życiem zdrowiem i być inspiracją dla otoczenia w sposób, który jest mi bliski. Każdy ma własne sposoby i ważne jest to, aby te sposoby wdrażać w życie i się rozwijać. Ja lubię ćwiczyć, ktoś inny lubi podróżować, a ktoś inny uprawiać ogródek, czy robić jeszcze coś innego.
    W temacie pana, którego bolą kolana, to wg mnie ten ból świadczy o tym, że praca którą wykonuje jest zbyt wielkim przeciążeniem dla kolan i są dwie możliwości, albo zmienić pracę, albo za pomocą ćwiczeń wzmocnić kolana na tyle, aby praca nie była przeciążeniem dla kolna. Jest też trzecia możliwość - zażyć odpowiednio silną dawkę srodków przeciwbólowych i też kolana przestaną boleć. Jak to wygląda w praktyce to opiszę to na przykładzie. Otóż w ostatnie wakacje byliśmy z żoną w Tatrach wysokich. Zrobiliśmy wycieczkę 10 km. Taki był dystans wejścia na wzniesienie i zejścia. Trasa należała do pogranicza łatwych-średniołatwych. Ponieważ co tydzień robię 10 km marsze więc teoretycznie wydawało się, że trasę tę pokonam bez problemu. Praktyka okazała się inna. W górach inaczej pracowały mięśnie i wejście na szczyt nie sprawiło mi problemu, natomiast przy schodzeniu po jakimś kilometrze lub dwóch zaczęło mnie boleć jedno kolano. Ból narastał mi lawinowo. Wg mnie pękły jakieś włókienka mięśniowe z przeciążenia podczas schodzenia. W związku z powyższym zrobiłem krótką i szybką diagnostykę oraz wyszukałem ułożenie ciała i nóg, w których ruch był najmniej bolesny. Takim ruchem było schorzenie idąc tyłem. Idąc przodem nie było szans bym przeszedł więcej niż 10 metrów z powodu lawinowo narastającego bólu. Idąc tyłem - choć było to potwornie niewygodne dało się iść. W ten sposób z górki zszedłem tyłem. Kolejny krok rehabilitacyjny - to koniec jakichkolwiek wycieczek przez kolejne 2 dni. Po dwóch dnia mogłem robić sobie jedynie spacery po ulicy lub pagórkach, a nie wycieczki wysokogórskie. Dzięki szybkiej i trafnej autorehabilitacji po powrocie do domu wszystko mi wróciło do normy i mogłem znowu robić sobie 10 km marsze - zero bólu. Kolana pracują normalnie.
    Podobne zdarzenie miała żona kilkanaście lat temu. Pojechała w góry. Tam robiła wycieczki wysokogórskie. Zaczęły boleć ją kolana. Łyknęła silne środki przeciwbólowe. Ból kolan zniknął, wycieczki realizowała dalej i podziwiała piękne widoki górskie. Kiedy wróciła do domu i odstawiła środki przeciwbólowe to pojawił się koszmar bólowy. Następnie wizyty do lekarza, ortopedy i skończyło się na artroskopii kolana, gdyż miała popękaną łękotkę. Potem rehabiliacja pooperacyjna i mnóstwo bólu i niepewności co będzie dalej. Moje pytanie - warto było brać środki przeciwbólowe?
    Na podstawie tych przykładów pan z bolącymi kolanami ma niejako dwa kierunki działań - mój - czyli diagnostyka, i rehabilitacja oraz zmniejszenie obciążeń pracą lub kierunek działania mojej żony - nie przejmować się niczym, tylko brać środki przeciwbólowe mają nadzieje, że mają one cudotwórcze działanie są one niejako ponad zdrowym rozsądkiem fizjologią i biomechaniką naszych stawów.
    Życzę trafnego wyboru.

    Pozdrawiam, życzę zdrówka
    Janusz Danielczyk
    Urodzinowy spacer i skok w 59 rok
  • @zadziwiony 14:10:51
    Dziękuję za komentarze.

    W moim przypadku żadnej wyszukanej diety nie stosuję. Jem to co lubię w ilościach takich aby się nie przejadać. To, co mogę dodać, to nie jadam fastfoodów, nie pijam innych napojów oprócz wody, herbaty i soków z sokowirówki itp. Sama dieta nie sprawi, że ktoś w moim wieku stosując dietę, znienacka zacznie robić przez kilka lat z rzędu akrobacje, które ja robię obecnie. Główny nacisk kładę na regularne ćwiczenia. To regularne ćwiczenia, a nie dieta powiększają siłę, uelastyczniają stawy i mięśnie. Dietę każdy musi sam sobie dobrać indywidualnie tak, by się czuć dobrze i dostarczać organizmowi niezbędne do życia mikroelementy. Oczywiście w drugą stronę raczej jest mało prawdopodobne by ktoś o chlebie i wodzie był tak samo sprawny, jak ja. Wszystko trzeba odpowiednio wyważyć. Tak jest u mnie.

    Jeśli chodzi o jogę. To niezaprzeczalnym faktem jest, że jogini robią dokładnie to, co ja zalecam i czego doświadczam. Oni regularnie ćwiczą swoje ćwiczenia (asany). Oni namacalnie pokazują, że jeśli odpowiednio dostosujemy dawkę ćwiczeń do możliwości naszego organizmu to mamy zdrowie zapewnione na dłuuuuuuuuuuuugie lata. Oczywiście joga to nie tylko ćwiczenia, to również praca nad świadomym oddechem, praca nad psychiką. Więc temat jest szeroki i zainteresowanych tematem jogi odsyłam do odpowiednich źródeł poświęconych jodze.

    Pozdrawiam
    Janusz Danielczyk
    Dlaczego mnie nie boli kręgosłup?
  • @interesariusz z PL 20:57:59
    Panie Interesariuszu
    Dobrze Pan myśli. To o czym Pan pisze - ja cały czas robię ze sobą wykorzystując do tego, wszystko co jest w zasięgu mego wzroku, w tym także drążek.
    Pozytywne oddziaływanie drążka na nasz organizm jest niezaprzeczalne. Jest jednak jedno ale. Kiedy byliśmy dziećmi nasz organizm był inny, miał większą wytrzymałość na rozciąganie, większą elastyczność mięśniowo-powięziową. Dziś nasz organizm jest inny, po prostu jest słabszy, mniej odporny na przeciążenia, ma mniejszą elastyczność mięśniowo-powięziową.
    Jakie są tego skutki?
    Otóż gdyby Pan wziął szkielet człowieka i obrócił do do góry nogami, to zauwazyłby Pan wszystko co Pana interesuje, ale to jest tylko sztuczny model człowieka, która bardzo ładnie oddaje teoretyczną mechanikę, ale nie mechanikę żywego, tym bardziej chorego człowieka.
    Praktyka jest taka, że w zwisie na drążku podobnie jak w staniu na nogach jedne mięśnie się napinają, a inne się rozluźniają. W zwisie na drążku głową do dołu - mięśnie nóg, miednicy i tułowia działają w silnym skurczu ekscentrycznym, czyli zamiast się rozluźnić, to one przeciwnie się napinają. Może Pan zadziałać wyobraźnią i rozlużnić pewne partie mięśni, które nie są odpowiedzialne za utrzymania Pana na drążku, ale wszystkiego Pan nie rozluźni, bo inaczej Pan spadnie z drążka.
    Szkielet kostny Pana teoretycznie to rozciąganie wytrzyma. Pytanie co z tkankami miękkimi? Mięśnie, ścięgna, więzadła, powięź, różne kaletki maziowe - tych tkanek miękkich jest pełno oraz układ nerwowy. Układ nerwowy jest rozciągliwy w wersji wyizolowanej. Ale jeśli nerw jest gdzieś zablokowany, to może sie naderwać, albo nawet i urwać. Więc u Pana nikt nie odpowie, czy tkanki miękkie wytrzymają przeciążenia.
    Moje doświadczenie w tym temacie jest takie, że tkanki miękkie nie wytrzymują.
    2 lata zrobiłem jedno ćwiczenie na drażku - nabawiłem się siniaka. W młodości to samo ćwiczenie wykonywałem setki razy i nic nie było.
    Rok temu - nawet nie wiem kiedy nabawiłem się urazu łokcia. Coś podobnego do łokcia tenisisty, golfisty, tylko wszystko bardziej rozległe i rozstrzelone.
    Przed ćwiczeniami na drążku z łokciem było OK. W trakcie ćwiczeń również OK. Następnego dnia łokieć miałem skurczony - coś w rodzaju spastycznego skurczu w łokciu, wielki dyskomfort, łokieć był nie mój, nawet torby nie byłem w stanie utrzymać, bo coś mi się rwało.
    Autorerahabiliacja rok czasu. Dopiero teraz łokieć dochodzić do siebie, po roku regularnych ćwiczeń, fizykoterapii, automasażu, różnych innych terapii. Oczywiście moja autorerapia pozwoliła mi na to, bym mógł nadal chodzić na rękach i ćwiczyć na drążku. Tylko pytanie do Pana, czy będzie Pan w stanie ćwiczyć codziennie, jak sobie czymś Pan zaszkodzi.
    Stąd zaproponowałem Panu metodę pośrednią i dużo bardziej bezpieczną za pomocą urządzonka do autotrakcji kręgosłupa.
    Myśląc o Panu wpadł mi też inny pomysł.
    Niech spróbuje Pan zrobić siad japoński i w tym siadzie powyginać kolana na różne strony - o ile da radę wykonać Pan siad japoński.
    Drugie ćwiczenie to "pokłon Allacha". Ćwiczenie wygląda tak. Klęk podparty tak, aby ramiona i uda były pod kątem prostym do tułowia. W tej pozycji przenosi Pan dłonie jakieś 20-30 cm do przodu, co automatycznie sprawie, że kąt pomiędzy ramionami, a tułowiem powiększy się do ok. 125 stopni. Następnie odpycha się Pan dłońmi od podłoża i przesuwa biodra w kierunku stóp, tak, jakby chciał Pan usiąść na stopach. Na stopach w tej pozycji Pan nie usiądzie bo są za krótkie ręce, ale za to bardzo ładnie rozciągnie Pan odcinek lędźwiowy kręgosłupa i okolice barków. Podczas przesuwania się bioder w tył opuszcza Pan (kładzie na podłogę) po kolei: nadgarstek, przedramiona, głowę i jeśli da górną część klatki piersiowej. Rozluźnia Pan lędźwie. To ćwiczenie wykonują u mnie 80-latkowie, więc jest ono bezpieczne. Jeśli ciało Panu pozwoli to ćwiczenie wykonać to polecam.
    Natomiast ćwiczenie w siadzie japońskim skraca i rozluźnia ułożenie nerwu kulszowego. Więc jeśli tam są jakieś programu na poziomie nóg to powinien to Pan poczuć - albo ulgę, albo nasilenie dolegliwości w stopie, bo organizm różnie reaguje. Jeśli to zadziała na stopę, to potem sam już Pan poćwiczy tak, aby sobie pomóc.
    Pozdrawiam i powodzenia
    Janusz Danielczyk
    Nietypowe bóle stopy - jak pomóc sobie samemu?
  • @interesariusz z PL 07:39:55
    Panie Interesariuszu
    Biorąc pod uwagę Pana dolegliwości, których przyczyny nie są jednoznaczne, a jednocześnie wskazują na zmiany neurologiczne sugeruję aby jak najszybciej skorzystał Pan z leczenia neurologicznego u neurologa oraz uzupełniającego leczenia u fizjoterapeuty.
    Pana stan zdrowotny przynajmniej z opisu wygląda na taki, który jest w fazie początkowej, więc da się Pana wyleczyć i to całkiem skutecznie.
    Próby samoleczenia w takiej niejasnej sytuacji przy braku solidnych podstaw medyczno-anatomiczno-fizjoterapeutycznych dają nikłe prawdopodobieństwo wyleczenia. Nawet jeśli ma się takie przygotowanie, to bez drugiej osoby, która na wszystko popatrzy z boku i coś podpowie, przytrzyma, zrobi masaż, uciśnie w odpowiednim miejscu również jest bardzo kłopotliwe.
    Pana obecny stan dolegliwości jest akurat z jednej strony prostym medycznie przypadkiem, z drugiej bardzo kłopotliwym do samoleczenia. Stąd moja sugestia by skorzystał Pan z pomocy medycznej.
    Życzę powodzenia i powrotu do zdrowia

    Pozdrawiam
    Janusz Danielczyk
    Nietypowe bóle stopy - jak pomóc sobie samemu?
  • @interesariusz z PL 07:32:24
    Panie Interesariuszu.
    Mój przyklad jeśli chodzi o ćwiczenia na drążku - nie jest przykładem najszczęśliwszym, gdyż ja realizuję konsekwentnie swój program "Powrót do młodości" i na drążku wykonuję różne zwisy, o których osoby w moim wieku mogą sobie tylko pomarzyć.
    Przykładem jest chociażby taka sekwencja ze zwisem
    https://www.youtube.com/watch?v=VMIWFXRSb4U
    Obawy Pana związane ze zwisem na drążku w pozycji odwróconej są jak najbardziej słuszne. Do całości Pana objekcji dodam swoją, a mianowicie możliwość nabawienia się udaru mózgu. Pozycje odwrotne to znaczny wzrost ciśnienia w czaszce i jeśli ktoś ma osłabiony układ krwionośny w tym rejonie, to udar mózgu jest bardzo prawdopodobny.
    Powstaje naturalne pytanie, dlaczego ja nie mam udaru mózgu? Odpowiedź jest w regularnych treningach w pozycjach odwróconych. Moje standardowe ćwiczenia codzienne, to stanie na głowie, stanie na rekach, chodzenie na rękach, mostki, stanie na przedramionach itp. Więc mój organizm w sposób płynny i bezpieczny przez kilka ostatnich lat przyzwyczaił się do pozycji odwróconych.
    Swoje Ewolucje drążkowe obecnie w różnych pozycjach obecnie przygotowuję na swoje 58-lecie urodzin, czemu chcę poświęcić oddzielny artykuł i film.
    W Pana przypadku warte rozważenia są ćwiczenia z pomocą urządzenia do autotrakcji kręgosłupa. To samo urządzenie w fitness, kulturystyce nazywa się ławka inwersyjna grawitacyjna.
    https://www.e-insportline.pl/6655/lawka-inwersyjna-grawitacyjna-insportline-inverso?gclid=CjwKCAjwq_vWBRACEiwAEReprDSJpxNQEPWKuz8vQMvSoJAtnHSjwK8lUnHJjO-gvWs7ZzJnAn3VGhoCOkwQAvD_BwE
    Tu ćwiczenie jest proste. Na dole ławki jest miękki dla ciała uchwyt za nogi (coś w rodzaju takich kajdanek na nogi). Staje Pan, w pozycji stojące zakłada sobie kajdanki na nogi i przyjmuje sobie pozycję półskośną taką jaką ma neutralna pozycja ławki. Następnie ponieważ ławka jest obrotowa, może Pan ławkę obracać w sposób płynny aż do pozycji całkowitego zwisu pionowego z głową w dół. Oczywiście od razu nie trzeba schodzić z głową w dół. Na początku schodzi się do pozycji poziomej, czas trwania w tej pozycji ok. 15 sekund na początku. Z czasem przebywanie w pozycji można wydłużyć, jak również można zwiększyć kąt ułożenia łatwki, tak, aby głowa była ułozona coraz bardziej w dół. Jeśli robimy to z głową, to ćwiczenie na tym przyrządzie jest bezpieczne. Dobrze jest, szczególnie na początku, aby była druga osoba asekurująca, gdyż różne dziwne rzeczy mogą się zdarzyć. Wtedy druga osoba po prostu wyciąga nas z opresji. Natomiast jak wszystko będzie OK, to z czasem możemy ćwiczyć sami i utrudniać ćwiczenie w bardzo szerokim zakresie.

    Pozdrawiam
    Janusz Danielczyk
    Nietypowe bóle stopy - jak pomóc sobie samemu?
  • @interesariusz z PL 09:50:31
    W temacie ćwiczeń.
    Moja żelazna zasada to ćwiczymy w zakresie bezbólowym.
    Ruchy wykonujemy wolno i płynnie. Wtedy mamy czas na kontrolę ruchu. Jeśli pojawi się ból, to nie zgrywamy bohatera, tylko przerywamy ćwiczenie. Jeśli możemy to wykonujemy mniejszą ilość powtórzeń, mniejszy zakres ruchu, albo całkowicie je usuwamy z zestawu ćwiczeń. NIGDY nie walczymy z bólem, bo zawsze przegramy. Z bólem musimy nauczyć się współpracować.
    Dobry zestaw ćwiczeń to taki zestaw po którym dolegliwości chorobowę systematycznie się cofają. Nie musi to być z dnia na dzień, ale na przestrzeni tygodnia, miesiąca i dłużej powinna być już zauważalna poprawa zdrowia. Jeśli jest odwrotnie, to przerywamy ćwiczenia i szukamy innych. W ćwiczeniach najlepszym czujnikiem pomiarowym jest nasz organizm. Jeśli nie jest on uśpiony środkami pzreciwbólowymi, to organizm nasz bezbłędnie wykryje to, co dla nas jest dobre i bezpieczne, od tego, co jest niedobre i czego w danej chwili musimy unikać.
    Jak zawsze trening czyni mistrza a praca czyni cuda. Na poczatku zawsze jest trudno jednoznacznie ocenić, co pomaga, a co szkodzi. Z czasem jednak uczymy się czuć nasz organizm i zaczynamy rozrożniać to co jest dobre, od co jest złe dla naszego zdrowia i organizmu.
    Kiedy sam trzymam się tych zasad - nie ma mowy o jakichkolwiek problemach. W moim przypadku jednak poszedłem jak to się mówi po bandzie i ćwiczę na granicy swoich możliwości. To sprawia, że czasami przedabrzam sprawę i czasami nabawiam się jakiejś kontuzji. Ale to jest akurat mój indywidualny wybór, w którym postanowiłem że na starość będę ustanawiał rekordy życiowe siłowo-sprawnościowe. I choć moje podejście do ćwiczeń jest ekstremalne, to jednak nie zrobiłem sobie jakiejś wielkiej krzywdy, a wręcz odwrotnie w wieku 58 lat ustanawiam swoje rekordy życiowe siłowo-sprawnościowe i wykonuję akrobacje, których niewiele młodych ludzi wykona. To wszystko oznacza, że nasz organizm ma nieprawdopodobne możliwości regeneracyjne tylko trzeba umieć je uruchomić. Mi to się udało zrobić w moim organizmie.
    Wszystkim moim pacjentom zalecam jednak umiar i rozsądek i ćwiczenia w bezpiecznym zakresie bezbólowym. Nie każdy musi chodzić na rękach, czy wykonywać inne akrobacje.

    Pozdrawiam
    Janusz Danielczyk
    Nietypowe bóle stopy - jak pomóc sobie samemu?
  • @interesariusz z PL 09:50:31
    Dziękuję Panie Interesariuszu za cenne uwagi.
    Pana przykład namacalnie pokazuje, że myślenie schematyczne w medycynie jest zawodne.
    Po nowych uwagach koncepcję przyczyn przynajmniej w teorii muszę trochę zmienić, gdyż Pana objawy nie do końca odpowiadają moim dotychczasowym poglądom.
    Otóż wg mnie u Pana w tej chwili jest nałożonych na siebie kilka tematów.
    Pierwszy opisałem w artykule, gdzie jakaś część otworu międzykręgowego uciska na nerw.
    Jest jednak problem drugi bardziej realny i jednocześnie dużo trudniejszy do jednoznacznego zlokalizowania. Otóż nie wiem co Pan robił podczas podróży? Jeśli Pan się wiercił, to są szanse, że jest Pan wygrany. ALe jeśli Pan siedział przez większość czasu w jednej pozycji, to istnieje duże prawdopodobieństwo, że uszkodził Pan nerw kulszowy. Nerw kulszowy jest długi bo sięga od kręgosłupa lędźwiowego, aż po stopę to jest ma długość ok. 1,00-1,20 metra w zależności od długości nogi. To uszkodzenie jest niewielkie na poziomie delikatnego przetarcia - dlatego ma Pan niewielkie dolegliwości. Tym niemniej nie wiadomo dokładnie gdzie ten nerw został uszkodzony (poprzez długotrwały ucisk na nerw w czasie siedzenia). Ten nerw odbudować. I tu odbudowa nerwu ćwiczeniami zajmuje kilka/kilkanaście miesięcy. Aby to przyspieszyć trzeba terapię wzmocnić lekami (odsyłam do lekarza), suplementacją, dietą oraz fizykoterapią (zabiegi prądowe - interdyn, tens, ultadźwięki, laser). Do tego przydałyby się masaże. To nie jest terapia kilkudniowa. W zależności od stopnia uszkodzenia nerwu - ten cały zestaw jest w stanie skutecznie Panu pomóc mniej więcej po miesiącu - patrząc optymistycznie, lub zajmie wiele miesięcy - opcja mniej optymistyczna.
    Kolejny temat to pojeździł Pan przed podróżą na nartach. A to oznacza, że pewnie był Pan gdzieś w górach, a to oznacza PRZECIĄŻENIA. Był może same góry Pana organizm by przetrzymał. Ale przeciążeń podróżą już organizm nie wytrzymał. A jak przeciążenia to pytanie jakie mikrouszkodzenia i gdzie u Pana się pojawiły? Mogą to być uszkodzenia stopy, stawu skokowego, łydki, uda, pleców, albo wszystko na raz.
    Krótko mówiąc - Pana objawy wg mnie w 70% przemawiają za uszkodzeniem nerwu lub jego uciśnięciem. Z kolei czynności, jakie wykonywał Pan przed dolegliwościami dodają trzecią składową - uszkodzenia mięśniowo-powięziowe.
    Co do kręgosłupa to ma Pan rację w przypadku plastikowego modelu człowieka. Jest sobie model, kladzie go Pan na plecach. Teoretycznie w takim położeniu jest najmniejsze obciążenie kręgosłupa i teoretycznie nikt nic Panu nie zarzuci. Praktyka jednak bardzo różni się od teorii. W praktyce jest Pan żywym człowiekiem, a nie modelem plastikowym. W praktyce oprócz kręgosłupa ma Pan mnóstwo wzajemnie ze sobią powiązanych mięśni, powięż i unerwienie. I tutaj okazuje się, że nie do końca tak jest jak Pan opisuje. Nie bierze Pan pod uwagę twardości materaca, ułożeń ciała, których podczas snu Pan nie kontroluje, napięć mięśni w spoczynku. Teoretycznie są one rozluźnione. W praktyce część tych mięśni jest nadmiernie napiętych, a to oddziałuje na inne mięśnie. I mechanizmy obronne się uruchamiają na tyle, że u niektórych moich pacjentów sen (pozycja leżąca) był przyczyną bólów kręgosłupa.
    To, co opisałem Panu to znowu teoria. W praktyce musiałbym Pana zbadać palpacyjnie i zrobić własne testy. Za pomocą badania palpacyjnego wykryłbym u Pana mnóstwo napięć, o których Pan nawet nie wie, że je ma w ciele. Oprócz tego jest jeszcze mnóstwo punktów spustowych na Pana ciele, które trzeba usunąć. Tego żadnymi lekami, ani fizykoterapią się nie usunie.
    Więc jest dużo tematów i zagadek do rozwiązania.
    W temacie kręgarzy moje doświadczenie jest takie. Kręgarz (lub dziś terapeuta manualny) - jest w stanie ustawić kręgosłup w ciągu kilku sekund. Co w praktyce fajnie wygląda medialnie - pacjent przyjeżdża na wózku inwalidzkim, po kilku minutach wychodzi na własnych nogach pchając wózek przed sobą lub zostawia go na pamiątkę kręgarzowi. To piękne - kilka sekund i pacjent jest cudownie uzdrowiony. To jedna strona tematu. Druga strona tematu jest taka, że miałem pacjentów, z którymi nie potrafili poradzić kręgarze. Powstaje pytanie - co wtedy zrobić? Jeśli kręgarz źle wykona (dobierze) swoją technikę, to w ciągu tych samych kilku sekund może sprawić, że pacjent R-ką będzie jechał na operację kręgosłupa do wykonania w trybie natychmiastowym.
    Moja terapia skrajnie różni się od terapii kręgarzy. Ja za pomocą ćwiczeń osiągam podobne efekty co kręgarze (terapeuci manualni), tylko że u mnie zajmuje to wiele miesięcy, albo nawet i lat regularnych ćwiczeń. Różnica jest taka, że u mnie jest duuuuuuuuuuuuuużo mniejsze prawdopodobieństwo sprawienia że pacjent stanie się kaleką niż u kręgarzy. Jedyny problem - to wymagam regularnych ćwiczeń, a nie każdemu się chce ćwiczyć regularnie i to przez tak długi okres czasu.
    Więc jak to się mówi każdy ma wybór. Osoby, które chcą mieć efekty tu i teraz - idą do kręgarzy, terapeutów manualnych. Z kolei osoby wobec których kręgarze i terapeuci manualni okazali się nieskuteczni przyjeżdżają do mnie, uczą się ćwiczeń i potem w zależności od tego, jak bardzo się przykladają do swojej pracy domowej osiągają bardziej lub mniej spektakularne efekty zdrowotne.

    Z pozdrowieniami
    Janusz Danielczyk
    Nietypowe bóle stopy - jak pomóc sobie samemu?
  • @interesariusz z PL 10:42:24
    Rzeczywiście w wielu sytuacjach najskuteczniejsza metoda i natychmiastowa to jest "pomóż sobie sam".
    Wychodząc Panu naprzeciw - postaram się na weekend, albo tuż po weekendzie napisać oddzielny artykuł pt. "jak się pozbyć w warunkach domowych tego typu dolegliwości, jakich się Pan nabawił".
    Tu oczywiście trzeba brać poprawkę na to, że zakres terapii, a szczególnie ćwiczeń będzie pewnie w niektórych sytuacjach daleko wykraczał poza możliwości Pana, czy kogokolwiek innego z podobnymi problemami, ale jest to już ryzyko osoby ćwiczącej. Więc będę zalecał szczególną ostrożność. Ale z drugiej strony postaram się wytłumaczyć tak by osoba ćwicząca nie ćwiczyła na "ślepo", tylko aby wiedziała do czego dany ruch jest potrzebny i co mniej więcej powinna czuć.
    Zobaczymy, czy zdalnie uda mi się Panu pomóc.

    Pozdrawiam
    Janusz Danielczyk
    Jak usunąłem ból stopy u 85-letniej pacjentki
  • @Pasjonat Ruchu 21:23:19
    W temacie diagnostyki neurodynamicznej chodziło mi o to, że dobrze wykonane testy neurodynamiczne są w stanie zawęzić miejsce ucisku na nerw do określonego obszaru, bo w konsekwencji ma bardzo duże znaczenie rehabilitatyjne. Bo jeśli za pomocą testów wyjdzie, że ucisk na nerw wywoływany jest przez struktury kręgosłupa, to wtedy koncentrujemy się tylko na odcinku lędźwiowym i krzyżowym kręgosłupa. Wtedy ucisk na nerw usuwamy za pomocą odpowiedniej terapii manualnej uzupełnionej ćwiczeniami. Odżywienie nerwu możemy uzyskać za pomocą odpowiedniej farmakologii, fizykoterapii, dietoterapii. I na dobrą sprawę po tygodniu zapomina Pan o temacie.
    Jeśli się tego szybko nie zrobi i z głową to potem problem się powtarza, narasta, staje się przewlekły, co w konsekwencji sprawia, że dużo trudniej jest takie problemy leczyć, w niektórych sytuacjach stany przewlekłe są już tak zaawansowane, że sukces leczniczy graniczy z cudem.
    Więc zachęcam do jak najszybszej diagnostyki i jak najszybszego uporania się z Pana problemem.
    Pozdrawiam
    Janusz Danielczyk
    Jak usunąłem ból stopy u 85-letniej pacjentki
  • @interesariusz z PL 15:28:04
    To, co Pan opisuje i bardzo dobrze rozważa, to jest 100% ucisk na nerw. Wtedy on się zachowuje tak, jak Pan opisał.
    Ale często jest tak, że jest ucisk na nerw i blokuje on pracę nerwu na poziomie np. 20-50%. Wtedy nerw jest niedokrwiony, broni się przed taką sytuacją, kurczy się i daje na zewnątrz sygnały takie, jak u Pana, że nie czuje Pan zdrętwienia stopy wielkiego typu 100%, tylko niewielkie np. 20-30% bo chodzić Pan może, ale jednocześnie czuje Pan, że stopa nie jest Pana. W tym przypadku mamy częściowo zajęty uciskiem nerw. Takie możliwości częściowego ucisku na nerw są w okolicach odcinka lędźwiowego kręgosłupa. Jest tu praktycznie nieskończona ilość możliwości, gdyż wystarczy, że się przesunie krąg milimetr w kierunku nerwu i jakaś struktura będzie go uciskała. Wystarczy, że zrobi Pan skręt w jedną stronę i ucisk zniknie, albo zmaleje. Potem wyprostuje się Pan znowu inne ułożenie kręgów, potem znowu Pan się schyli, potem wyprostuje itd. Jeśli ucisk jest stały to nerw się zaczyna bronić. Kurczy się. W tym przypadku te same ruchy, które dzień wcześniej były dla nerwy OK, od tej chwili stają się ruchami rwącymi, bo nerw jest skurczony i przy tym samym skłonie w przód się rwie. To wszystko dzieje się na poziomie mikro. Tam odległości są wielkie. Kolejny temat nerw przez długi czas niedorkwiony zamiera, wyłącza się, potem go trzeba odbudować, odżywić i znowu gimnastyka bo jak to zrobić? Jestem na razie na poziomie kręgosłupa. Jeśli zejdziemy niżej, to mamy tkanki miękkie. Niby jest lepiej, ale tylko w teorii. W praktyce mało kto oprócz mnie zajmuje się przykurczami mięśni. A te przykurcze ma każdy z nas. I taki przykurcz może uciskać na nerw. Kręgosłup uciska na powierzchni ułamka milimetra, a przykurczony mięsień może uciskać na powierzchni kilku centymetrów. Ucisk niby mniejszy, ale większa powierzchnia ucisku i znowu nerw jest niedokrwiony, i się kurczy, obumiera i daje o sobie znać w taki lub inny sposób w miejscu gdzie jest uciskany, albo w drugim końcu np. w stopie.
    Wg mnie u Pana właśnie ucisk na nerw jest na poziomie mniej więcej 20-50% w sposób stały lub zmienny. Nie wiadomo gdzie. Więc potrzebne są testy neurodynamiczne, aby zawęzić obszar ten ucisku do mniejszego obszaru i tym obszarem dokładniej się zająć tak, aby ucisk ten usunąć.
    Pozdrawiam
    Janusz Danielczyk
    Jak usunąłem ból stopy u 85-letniej pacjentki
  • @interesariusz z PL 13:03:56
    Panie Interesariuszu
    Dziękuję za pytanie. Jest ono bardzo interesujące i jednocześnie inspirujące. Pyta pan, jaką diagnostykę przeprowadzić?
    W Pana przypadku biorąc pod uwagę to, że trochę znam historycznie Pana dolegliwości i fakt, że wszystko nastąpiło po 15 godz. jeździe autobusem - poszedłbym w kierunku diagnostyki neurodynamicznej. Czyli mówiąc krótko w pierwszej kolejności sugeruję udać się do fizjoterapeuty biegłego w testach neurodynamicznych oraz uzupełniająco proszę rozważyć wizytę u neurologia, który leczy przyczynowo, a nie objawowi za pomocą tabletek.
    Wg mnie martwa i zdrętwiała stopa jest wynikiem ucisku jakiejś części ciała na nerw. Pozostaje tylko zagadką, która część ciała naciska na nerw łączący kręgosłup lędźwiowy ze stopą. Możliwości jest wiele, gdyż podczas podróży wygniótł Pan nerw kulszowy inne nerwy, a dodatkowo przeciążył Pan kręgosłup cały, a szczególnie lędźwiowy. Stąd poszukiwania ucisku rozpocząłbym od zbadania odcinka lędźwiowego i poszukał przepukliny, osteofity, dyskopatii, jakiegoś innego przemieszczenia któregoś kręgu - mam nadzieję, że tylko chwilowego np. skręcenie. Wtedy krąg bezpośrednio, albo jakaś inna struktura odcinka lędźwiowego uciska na nerw prawdopodobnie kulszowy i daje u Pana dyskomfort w stopie. Idąc w dół - siedział Pan, więc pośladek i mięśnie wokół pośladka w tym m. gruszkowaty został przeciążony. W związku z powyższym po podróży mięsień lub grupa mięśni została po podróży w przykurczu i ugniata nerw kulszowy w rejonie pośladka. Ale idąc dalej siedział Pan 15 godz., więc cudów nie ma są przykurcz uda i łydki, a tam również przechodzi nerw kulszowy jak drucik, aż do samej pięty. W związku z powyższym cała droga od odcinka LS kręgosłupa aż do samej pięty wymaga wymacania, rozluźnienia i usunięcia różnych przykurczy. To zrobi Panu fizjoterapeuta, bo neurolog na to nie będzie miała czasu, albo nie będzie nawet wiedział jak to zrobić. Natomiast neurolog ma swoją wiedzę i swoje testy w zakresie różnego rodzaju testów neurologicznych, które niejako uzupełnią diagnostykę fizjoterapeuty. W efekcie końcowym cokolwiek by nie mówić, to należałoby uciśnięty nerw odciążyć, przykurcze usunąć i sprawić by Pan poczuł się jak młody bóg. Jest to do zrobienia. Jeśli będzie miał Pan farta, to są szanse, że uda się to zrobić na jednej wizycie. Jeśli problem jest trudniejszy i problem jest już przewlekły, czego wykluczyć się nie da, to będzie potrzeba więcej spotkań plus ćwiczenia własne w domu.
    Tak ja to widzę.
    Oczywiście masaż stopy nie zaszkodzi, tak samo nie zaszkodzi masaż łydki, uda, pośladka i kręgosłupa. Ponieważ jestem zwolennikiem działania dwustronnego, więc jest u Pana duuuuuuuuuuuuuuużo pracy rehabilitacyjnej do zrobienia.
    Życzę wytrwałości i cierpliwości.
    Pozdrawiam
    Janusz Danielczyk
    Jak usunąłem ból stopy u 85-letniej pacjentki
  • @interesariusz z PL 18:29:50
    Panie Interesariuszu postaram się napisać specjalnie dla Pana artykuł, w którym zajmę się równowagą i poczuciem równowagi. Temat to niezwykle ciekawy i tak się składa, że mam w nim doświadczenie i dość spektakularne osiągnięcia zdrowotne.
    Pozdrawiam
    Janusz Danielczyk
    Wystawa fotograficzna o skuteczności kinezyterapii
  • bóle zamostkowe
    Dziś większość z nas oczekuje od lekarzy tego, że będą oni naukowcami z wielkim zacięciem poznawczym, mającymi dostęp do nieograniczonych zasobów finansowych i wyposażonych w najnowocześniejszą klinikę z super nowoczesnymi maszynami diagnostycznymi.
    Realia są zupełnie inne. Niezależnie od tego, jak bardzo lekarz pragnie pacjentowi pomóc, to natrafia na ograniczenia sprzętowe. Każdy pomiar jest obarczony błędem pomiarowym. Nie zawsze wszystko w danym organizmie zachodzi tak, jak to ktoś opisał w książce. Czasami objawy są sprzeczne ze zdrowym rozsądkiem i z tym co wykazują pomiary. Tak to było w moim przypadku. Z jednej strony miałem drożne tętnice, z drugiej bóle dławicowe. Jedno wyklucza drugie. Powstaje pytanie co z tym fantem zrobić. Każdy lekarz ma swoje pomysły na tego typu sytuacje. Ja wymyśliłem pomysł własny - wyleczyłem siebie sam.
    Wykorzystałem tu moje zacięcie naukowe i wiedzę w zakresie samoświadomości swego ciała oraz intuicyjnej interpretacji jego zachowań. Dzięki temu wykształciłem w sobie unikalne umiejętności sterowania pracą serca, mięśni gładkich oraz autonomicznego układu nerwowego. Czy pozjadałem wszystkie rozumy? Oczywiście że nie. Jest jeszcze dużo tajemnic przede mną. Wielu rzeczy nie potrafię zrobić. Ale pierwszy krok w kierunku opanowania swojego ciała i ducha już poczyniłem i odniosłem zwycięstwo.
    Czego życzę również wszystkim czytelnikom by także odnosili zwycięstwo w odniesieniu do ich zdrowia
    Życzę wszystkim dużo zdrowia i radości
    Pozdrawiam. Janusz Danielczyk
    Jak pokonałem chorobę niedokrwienną serca?
  • @interesariusz z PL 11:08:31
    Panie Interesariuszu
    Bardzo dziękuję za wnikliwe, cenne i trafne uwagi.
    Gdyby każdy lekarz przykładał się do leczenia w taki dociekliwy sposób jak Pan to czyni, to cały proces leczenia wyglądałby inaczej. Na razie jest tak, jak jest.
    Poszedłem do Pani kardiolog z bólami dławicowymi. Kiedy pani kardiolog wykonywała mi próbę wysiłkową, to przy tempie spacerowym osiągnąłem graniczne wartości tętna i ciśnienia, co znaczy, że układ krwionośny nie pracował w sposób właściwy. Pani kardiolog nie pozwoliła kontynuować próby wysiłkowej do momentu pojawienia się bólów dławicowych, gdyż pewnie wg jej wiedzy dalsza kontynuacja próby wysiłkowej po przekroczeniu granicznych dopuszczalnych wartości tętna i ciśnienia groziła mi jakimiś ciężkimi powikłaniami ze śmiercią włącznie. Więc ona dbała o moje bezpieczeństwo. Być może dzięki niej teraz żyję.
    Oczywiście jest niedosyt tego, od czego pojawiały się u mnie bóle dławicowe? Bo gdy wyszedłem od pani kardiolog i zrobiłem swoje 50-100 metrów marszu po równym terenie to te bóle za każdym razem mi się pojawiały. Więc było to mierzalne i powtarzalne, ale nikomu wtedy nie chciało się drążyć tematu, co jak i dlaczego mnie boli. W praktyce oznacza to tyle, że moje codzienne życie na śmiesznie małym poziomie wysiłku tempa spacerowego były codziennym wielokrotnym przeciążaniem mego organizmu i przeciążaniem pracy serca. Organizm informował mnie o tym bólami dławicowymi.
    Pozdrawiam
    Janusz Danielczyk
    Jak pokonałem chorobę niedokrwienną serca?
  • przyczyny choroby
    Dziękuję za komentarze, Kluczem do skutecznego leczenia choroby niedokrwiennej serca wraz z zawałami serca są dwa tematy. Pierwszy to szybkie wykrycie przyczyn choroby, drugi to czas leczenia.
    Jeśli chodzi o przyczyny choroby, to większość przyczyn upatruje w zwężonych tętnicach. Tu myślenie jest takie. Tętnica jest zwęzona np. do 15% to jest źle, tętnica jest drożna - to jest dobrze. Wg mnie zwężenie tętnic nie jest przyczyną choroby, tylko reakcją organizmu i skutkiem wizualnym przyczyn pierwotnych. Przyczyny pierwotne to m.in. palenie papierosów, nadmierne spożywanie alkoholu, chroniczny stres, ciągłe narzekalstwo, brak sensu życia, zajadanie sie fastfodami i ignorancja pierwszy objawów choroby. Tętnice nie zapychają się z dnia na dzień. Jest to proces, który trwa w zależności od osoby kilka/kilkanaście/kilkadziesiąt lat. Przy tak długim procesie chorobowym cudów nie ma. W ciągu krótkiego czasu nie da się tego wyleczyć. Nawet jeśli w jednym miejscu jest zapchana tętnica, to jest to zapchanie największe. Chory jest cały układ krwionośny, więc jest on w wielu miejscach przewęzony. Jedno zwężenie się zlikwiduje. Powiększają się zwężenia w innych miejscach. Żadne leki nie są silniejsze od złych nawyków żywieniowych, chronicznego stresu i przeciążeń naszego codziennego życia. Usuńmy więc przyczyny pierwotne i organizm zacznie reagować w drugą stronę, tylko znowu z dnia na dzień efektów nie będzie. Mi wyleczenie choroby wieńcowej zajęło ok. 3 lata. Na wyleczenie stanów depresyjno-lękowych potrzebowałem 5 lat codziennego monitoringu tego, co robię przez 24 godz. na dobę.
    Pozdrawiam
    Janusz Danielczyk
    Jak pokonałem chorobę niedokrwienną serca?
  • moje doświadczenia
    Dziękuję za super komentarze, więcej takich proszę.

    Moje uwagi są uzupełnieniem powyższego i dają dużo do myślenia.
    Otóż sukces kręgarza, albo terapeuty manualnego stosującego techniki twarde zależy głównie od dwóch czynników: trafnej diagnozy i bezgranicznego zaufania pacjenta do terapeuty. Jeśli pacjent nie ufa terapeucie jak małe dziecko matce, to zawsze terapia kręgarza, czy terapeuty manualnego stosującego techniki twarde będzie ryzykowna i niepewna. Trzeci temat to wiek pacjenta. Jeśli pacjent ma 20-30 lat, to jego układ kostny, mięśniowy i narządów wewnętrznych jest silny, elastyczny i wytrzymały na przeciążenia. Im więcej mamy lat i nie ćwiczymy regularnie, to te same narządy wraz z upływem lat bardziej przypominają pod względem właściwości na uszkodzenia stare prześcieradło niż nowe.
    Stąd u obu Panów pierwsze terapie manualne (kręgarskie) kończyły się sukcesem, każde następne już takie skuteczne nie były.

    W temacie poziomu uszkodzeń o których pisze p. Interesariusz to podam tu przykład mój ostatni. Jakieś dwa tygodnie temu przyszła do mnie ok. 70-letnia kobieta z silnymi bólami kręgosłupa. Stan jej z wywiadu był taki. Złapały ją bóle kręgosłupa, ścięło ją z nóg. To są powtarzające się od lat bóle kręgosłupa, tym razem po prostu ścięło ją z nóg. Poszła do lekarza pierwszego kontaktu. Dostała serię 10 zastrzyków przeciwbólowych. Efekt - zero. Dostała kolejne 15 zastrzyków. Kiedy była na etapie brania ok. 5 zastrzyku drugiej serii efekt nadal był zero. Przyjechała do mnie samochodem - mąż ją przywiózł z miejscowości odległej od Torunia o 40 km. Sam się dziwiłem jak jej udało się do mnie dojechać z bólem kręgosłupa, ale dojechała. Obejrzałem rezonans magnetyczny. Kręgosłup był w katastroaflnym stanie. Na poziomie L3/L4 lub L4/L5 (dokładnie już nie pamiętam) krążek międzykręgowy przypominał plasterek - ok. 1/4 normalnej grubości. Na poziomie L5/S1 kręgozmyk. Na poziomie L2/L3 lub L3/L4 piękna wyraźna przepuklina jądra miażdżystego uciskająca na rdzeń kręgowy. Na innych poziomach obniżone grubości krążka międzykręgowego plus osteofity. W tym przypadku wg p. Interesariusza nie ma żadnych szans na pomoc. Fizjoterapeuta, lekarz, ani nawet i kręgarz mechaniki kręgoslupa nie zmieni nawet jeśli będzie tego bardzo chciał, nie zmieni również grubości krążka międzykręgowego. Jedyny teoretyczny ratunek to operacja kręgoslupa i sztuczne zwiększenie grubości najcieńszego jądra miażdżystego poprzez implant oraz usunięcie przepukliny kręgosłupa. W tych kategoriach zapewne by myśleili neurolog, ortopeda i neurochirurg i byloby to prawidłowe myślenie.
    Ja mam swoje doświadczenie w tym temacie. Położyłem panią na łóżku i zastosowałem swoje terapie manualne miękkie i deliktane, do tego dodałem swój subtelny masaż, oraz ćwiczenia bierne plus jedno lub dwa ćwiczenia czynne. Pacjenta zszokowana wyszła ode mnie bez bólu. Przekonuje mnie ona, że po tym pierwszym zabiegu udało mi się dokonać cudu - bo zlikwidowałem jej bóle kręgosłupa. Pytanie - kto wyjaśni anatomicznie co takiego ja zrobiłem? Drugie pytanie - kto jest w stanie swoje przypuszczenia potwierdzić jakimś sensownym badaniem? Rezonans magnetyczny subtelnych zmian w tkankach, które dokonałem nawet nie wykaże.
    Więc o tym, co jest beznadziejne, a co nie jest beznadziejne zawsze decyduje indywidualny przypadek.
    Drugi temat, który chcę przekazać Panu Interesariuszowi to dość zadziwiające zjawisko w sanatorium, w którym pracuję. Pacjenci, których masuję twierdzą, że nigdy w życiu takiego masażysty jak ja nie widzieli (w sensie pozytywnym), albo widzieli raz lub dwa razy w swoim życiu. Byli to ich zdaniem najlepsi masażyści jakich w życiu spotkali. A oni przecież po sanatoriach w Polsce i za granicę jeżdżą od 10-20 lat regularnie co roku lub kilka razy w roku. Mi się wydaje, że w swoim masażu nic nadzwyczajnego nie robię. Nie przypuszczam, by te pochwały mówili do mnie w sposób grzecznościowy. Zastanawiałem się dlaczego tak jest, że widzę pacjenta geriatrycznego pierwszy raz w życiu na oczy. Przychodzi do mnie z bólem, a wychodzi bez bólu. To jest zagadka,. Częściowo tę zagadkę już rozwiązałem - odpowiedzi kwalifikują się w tej chwili już na książkę na temat fizjoterapii. Będę o tym pisał w kolejnych artykułach.

    Więc reasumując - niezależnie od tego, co kto nam mówi, że jesteśmy beznadziejnie chorzy, to zawsze jest to jakaś teoria lub hipoteza obarczona większym lub mniejszym błędem trafności. Tu trzeba realnie patrzeć na rzeczywistość. Bo jeśli np. mięsień jest całkowicie zerwany, to tu cudów nie ma - jedynym ratunkiem przywrócenia pracy mięśnia jest operacja i jakieś techniki zszycia tego mięśnia. Ale jeśli mięsień nie jest całkowicie zerwany, to tu możliwości terapii jest mnóstwo i wiele z nich nie jest w ogóle zbadanych, a są skuteczne w działaniu.

    Kolejny temat to bardzo dużo zależy od naszej własnej pracy nad sobą.
    Jeśli czujemy ciało tak, jak ja czuję swoje ciało i regularnie ćwiczymy - jesteśmy wygrani. jeśli Tego nie czujemy, to musi za nas to zrobić ktoś inny. A z tym kimś innym to różniej bywa. Pomoże lepiej lub gorzej, ale nikt nigdy w 100% nie wejdzie w nasze ciało.

    Serdeczności
    Pozdrawiam
    Janusz Danielczyk
    Likwidacja bólów kręgoslupa - analiza przypadku
  • @topstopjuve 22:03:10
    Dziękuję za wspaniałe komentarze. Jeśli mogę prosić to proszę o więcej tego typu komentarzy, gdzie ktoś opisuje swój powrót do zdrowia na różne sposoby. Pana sposób powrotu do zdrowia to praktyczne wykorzystanie mojej intuicyjnej metody rehabilitacji. Zrobił to Pan za pomocą jednego ćwiczenia - super. UDAŁO SIĘ. I tak trzymać. Z kręgosłupem jest o tyle skomplikowana sprawa, że to, co jest dobre dla Pana, niekoniecznie musi być dobre dla innej osoby. Natomiast idea wspólna jest słuszna. Przy każdym schorzeniu kręgosłupa istnieje jedno lub zestaw ćwiczeń, które należy wykonywać regularnie by sobie pomóc. Więc należy szukać (samemu lub z pomocą terapeuty) indywidualnych ćwiczeń lub terapii dla siebie, a prędzej czy później taka terapia się znajdzie. Swoim przykładem potwierdził Pan również to, co w wielu artykułach próbuję przekazać, że sama terapia manualna (w Pana przypadku kręgarza traktuję jako terapeutę manualnego) jest bardzo dobra, ale jest to zabieg krótki - jednorazowy w krótkim czasie. Nawet kilka zabiegów terapii manualnej nie jest w stanie na stałe zmienić naszych codziennych nawyków i napięć w ciele. To mogą zrobić tylko odpowiednio dobrane i regularnie wykonywane ćwiczenia. W Pana konkretnym przypadku moja sugestia jest taka. Znalazł Pan swoje lekarstwo na powtarzające się bóle kręgoslupa. Lecz one nie biorą się znikąd. Proszę prześledzić na spokojnie swoją sylwetkę, pracę, ruchy itp., które Pan wykonuje na co dzień. W Pana codziennym życiu jest mnóstwo sytuacji sprzyjających powracaniu tych bólów kręgosłupa. Może warto siebie poobserwować i usunąć złe nawyki, złe pozycje ciała, czy złe przyjmowane pozycje - czyli znaleźć i usunąć aktualne przyczyny niepotrzebnych napięć kręgosłupa. Jeśli to uda się Panu zrobić, to przy Pana zaangażowaniu - są duże szanse na to, że problemy z kręgosłupem po prostu ZNIKNĄ. I tego Panu życzę.

    Pozdrawiam. Janusz Danielczyk
    Likwidacja bólów kręgoslupa - analiza przypadku
  • ćwiczenia
    Dziękuję za miłe komentarze.
    Na pytanie skąd brać czas na ćwiczenia odpowiedź jest taka. Wszystko zależy od tego, jaką wartość mają ćwiczenia w naszym życiu. Dla osób, dla których wartość ćwiczeń jest niewielka, wręcz marginalna - to te osoby nie ćwiczą. Z kolei dla osób, dla których ćwiczenia są ważne, to zawsze znajdą czas na ćwiczenia. Dla mnie osobiście ćwiczenia są lekarstwem na dobre samopoczucie, poprawiają sprawność, uzdrawiają - więc je ćwiczę. Brak ćwiczeń i błędy w ich wykonywaniu sprawiły, że mocno chorowałem. Dzięki ćwiczeniom się wyleczyłem, nie mam zamiar wracać do chorób więc ćwiczę. Dla mnie ćwiczenia to synonim zdrowia.
    Zastanawiałem się też przez wiele miesięcy nad pytaniem jak to wygląda na starość, bo rzeczywiście im człowiek starszy tym ma mniej czasu. Jednak jest to tylko pozorne spostrzeżenie. W rzeczywistości wygląda to tak. Im człowiek jest starszy, tym jest słabszy i więcej czasu potrzebuje na wykonanie tego, co przedtem było proste i łatwe. Doba ma tylko 24 godziny i jeśli jesteśmy wolniejsi, to automatycznie fizycznie nie jesteśmy w stanie zrobić tego, co chcemy z braku czasu, a dokładniej z braku odpowiedniej szybkości. Jednak dzięki regularnym i odpowiednio dobranym ćwiczeniom jesteśmy w stanie stać się silniejsi, sprawniejsi i szybsi, a to oznacza, że w ciągu 24 godzin możemy zrobić duuuuuuuuuuuuużo więcej niż bez ćwiczeń. Posłużę tu może moim przykładem. W latach 2009-2012 pracowałem jako fotograf grafik komputerowy obrabiając komputerowo zdjęcia. Wtedy średnio udało mi się obrobić komputerowo ok. 30 zdjęć, a szczytem szybkości było wykonania 50 zdjęć dziennie i byłem kompletnie fizycznie i psychicznie wykończony. Dziś 5 lat później, dzięki regularnym ćwiczeniom ogólnokondycyjnym ma to przełożenie na obróbkę komputerową zdjęć. Dziś bez większego przemęczania się obrabiam ok. 150 zdjęć dziennie, a były dni, kiedy obrabiałem 200 zdjęć dziennie i nie było to dla mnie jakiś przesadnie wielki wysiłek. Więc moja wydajność i szybkość wzrosły czterokrotnie, czyli o 400%. Wracając do Pana Interesariusza pytania - zadam teraz ja pytanie. Gdyby osoby starsze poprzez regularne i odpowiednio dobrane ćwiczenia zwiększyłyby swoją wydajność i szybkość chociażby tylko o 200%, to w ciągu tej samej doby mogłyby fizycznie wykonać dwukrotnie więcej tego co lubią. Pytanie jak wtedy zmieniłoby się ich życie, gdyby zamiast godzinami oczekiwać w kolejkach na wizytę u lekarza ten sam czas spędzili na robieniu tego co lubią. Co by się stało, gdyby zamiast wchodzić na pierwsze piętro w zwolnionym tempie i wielką zadyszką - mogli oni swobodnie wbiegać na 10 piętro bez zadyszki i z uśmiechem na ustach? Zdrowia kupić się nie da. Natomiast można je znacznie poprawić ćwiczeniami.
    Pozdrawiam
    Janusz Danielczyk
    Powrót do młodości, czyli im starszy, tym młodszy
  • @zadziwiony 09:58:33
    Dziękuję za komentarz.
    Pana uzasadnienie do pytania sprawia wrażenie, że płacę jakąś cenę za uzyskanie swojej sprawności w sensie katowania siebie ćwiczeniami.
    Ten sposób myślenia akurat nie ma nic wspólnego z tym co robię, ani z moimi ćwiczeniami. Dużo lepszy sposób myślenia i interpretowania tego, co robię jest taki: "ile radości sprawiają mi te ćwiczenia i jak ta radość przekłada się na moje zdrowie i życie codzienne?".
    W tym kontekście patrząc to ćwiczę regularnie: poniedziałki 3 godz. treningu własnego: rozciąganie, joga, akrobatyka, pokonywanie własnych ograniczeń, ustanawianie nowych rekordów życiowych, środa - joga ok. godziny, niedziela marsz po zdrowie 10 km ok. 1,5 godz. Ponadto dodatkowo 4-6 razy w tygodniu ok. 45 minut stanie na rękach i akrobacje na rękach. Ponieważ praca zawodowa to również ruch i ćwiczenia więc np. w czwartki prowadziłem 6 grup gimnastyki usprawniającej 60+, 75+ i 60- po godzinie, więc mamy kolejne 6 godzin zajęć ruchowych, gdyż na tych zajęciach ćwiczyłem razem z uczestnikami to samo, co oni, a nawet i więcej. Zawodowo prowadzę gabinet fizjoterapii, gdzie wykonuję masaże. Średnio 6-8 godz. w tygodniu. Średnio 2 razy w tygodniu w sanatorium pracuję również jako masażysta, więc tam mam 8 godzin masażu, gdzie obsługuję ok. 30 i więcej pacjentów - średnio co 15 min. zmiana pacjenta. Ponadto co jakiś czas prowadzę lekcje indywidualne tańca towarzyskiego, gdzie ćwiczę jednocześnie jako parter/partnerka. Są to zajęcia stałe. Oprócz tego w ciągu dnia w tzw. międzyczasie wykonuję różne formy relaksującego autostretchingu, ćwiczeń oddechowych i relaksacyjnych w celu autoregeneracji bym mógł na pełnych obrotach pracować i wykonywać inne prace w ciągu dnia pracując po 12-16 godz. dziennie z sobotą włącznie.
    Jeśli to wszystko razem zsumujemy, to jest ogrom ćwiczeń i ogrom mojej własnej pracy nad sobą, ale innej możliwości nie ma - bo moje ciało jest moim narzędziem pracy o wszechstronnym zastosowaniu gdzie w jednej skrajności muszę wykonywać bardzo subtelne i płynne ruchy taneczne lub masować dotykiem delikatnym jak ptasie piórko, i druga skrajność zaawansowane pozycje jogi, czy akrobatyczne wymagające dużej siły i koordynacji ruchowej.

    To wszystko razem jest możliwe tylko dlatego, gdyż ruch sprawia mi przyjemność i jednocześnie przywrócił mi utracone zdrowie. Z drugiej strony ogromnie wzrosła moja wydajność, kondycja i odporność na przeciążenia.

    Jako przykład może Pan spytać się kolegów masażystów jak się czują po 8 godzinnym masażu, gdzie obsłużyli 30 pacjentów. Mogę sie założyć że są padnięci. Dla mnie natomiast jest to tylko półmetek mojej pracy. Wracam do domu w gabinecie mam kolejne masaże lub lekcje tańca. W skrajnej sytuacji w jakiś poniedziałek miałem 8 godz. masażu w sanatorium, potem wróciłem do siebie i miałem 2 godz. masażu w gabinecie, a następnie 3 godziny treningu własnego, gdzie ćwiczyłem jogę, ustanawiałem rekordy życiowe i chodziłem na rękach oraz wykonywałem różne akrobacje na rękach włącznie z tym co pokazane są na zdjęciach. W ten poniedziałek jak policzyłem, to pracowałem 16 godzin i dałem radę.

    Więc pytanie jaką cenę płacę z te ćwiczenia ma się nijak do tego co robię. Natomiast jeśli spyta Pan co zyskałem ćwicząc tak, jak ćwiczę to odpowiadam - odzyskałem przede wszystkim zdrowie, radość życia, mam teraz możliowość spełniania swoich marzeń i pomagania innym ludziom w powrocie do zdrowia.
    Mam też ogromną frajdę z tego, że doświadczenie, które zdobyłem i zdobywam na sobie poprzez ruch doskonale sprawdza się w praktyce rehabilitacyjnej i leczniczej, jak również na uczelni medycznej.
    W wieku 58 lat licencjat z fizjoterapii obroniłem na ocenę bardzo dobrą.
    W wieku 58, w którym to wiele osób już myśli o zapisaniu się na Uniwersytet Trzeciego Wieku ja rozpocznę studia magisterskie z fizjoterapii i będę tam studiował razem młodymi 25-30 latkami dotrzymując im kroku zarówno w przedmiotach teoretycznych, jak i testach sprawnościowych.
    Wszystko wskazuje na to, że magisterium będę bronił na 60-lecie swoich urodzin, a potem dalsze szkolenia i specjalizacji.
    Mam zamiar pracować na pełnych obrotach do 100 lat. Specjalizuję się w geriatrii więc mam niepowtarzalną okazję przełożyć teorię na praktykę i swoim przykładem pokazać co jest w wieku geriatrycznym możliwe, a co jest niemożliwe.
    Ćwiczenia to jednocześnie moja pasja, zawód, lekarstwo, życie.
    Tak jest w moim przypadku.

    Mam nadzieję, że w jakiś sensowny sposób odpowiedziałem na Pana pytanie.

    Serdecznie pozdrawiam
    Janusz Danielczyk
    W poszukiwaniu eliksiru młodości cz. 1

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
      1
2345678
9101112131415
16171819202122
23242526272829
3031