Gorące tematy: Wolni i Solidarni Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
88 postów 76 komentarzy

Terapia Naturalna Ruchem

Pasjonat Ruchu - różnorodne ćwiczenia i formy ruchowe przywracające zdrowie i sprawność ruchową

Model Matematyczny Kręgosłupa cz. 2

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

W tym poście przedstawię wnioski teoretyczne wynikające z Modelu Matematycznego Kręgosłupa (MMK).

 

Wstęp

W 2012 roku po 6-miesięcznym skutecznym samoleczeniu i samorehabilitacji moich dolegliwości kręgosłupa stworzyłem Model Matematyczny Kręgosłupa, którego istotą są:

a) traktowanie kręgosłupa jako sprężystego masztu z linkami odciągowymi – odpowiednikami mięśni
b) wprowadzeniu pojęć z mechaniki takich jak: wytrzymałość na rozerwanie, ściskanie oraz skręcanie
c) wykorzystanie rachunku wektorowego do matematycznego opisu zjawisk i sił zachodzących podczas oddziaływania masztu z linkami odciągowymi


 

Więcej na ten temat w części pierwszej //tnr.neon24.pl/post/110792,model-matematyczny-kregoslupa


 

Wnioski teoretyczne


W dolegliwościach kręgosłupa występuje wiele pojęć takich jak przepuklina kręgosłupa, rwa kulszowa, dyskopatia i wiele innych. Interpretację przepukliny kręgosłupa dokładniej opisałem w części pierwszej. Tutaj zajmę się bardziej szczegółowo zwyrodnieniami kręgosłupa. Jako przykład posłuży mój kręgosłup – na zdjęciu.


 

Jakość zdjęcia z 2003 roku pozostawia wiele do życzenia, ale w taki sposób zrobiono mi RTG w laboratorium. Mimo słabej jakości tego zdjęcia - widać na poziomie L5/S1 bardzo silne zwężenie szpary międzykręgami L5 i S1, co oznacza, że wielkość krążka międzykręgowego L5/S1 uległa zmniejszeniu. Efektem chorobowym takiego stanu rzeczy było drętwienie palucha w prawej nodze oraz bóle pleców, które nie pozwalały mi pracować przy komputerze dłużej niż 1 godz. dziennie.

Ten stan chorobowy to nic innego, jak zwyrodnienia mego kręgosłupa na poziomie L5/S1, które ujawniły mi się w czasie leczenia choroby moich kolan, gdzie nie mogłem chodzić, a w konsekwencji sprawnie poruszać się. Fizycznie osiągnąłem sprawność ruchowo-sprawnościową 80-latka.

Leczenie za pomocą fizykoterapii przez 4 miesiące dało efekt symboliczny, czyli taki, że sprawność ruchowo-siłową miałem na poziomie 60-letniego emeryta i nic poza tym. Miałem wtedy 43 lata. Więc nie udało się nawet dojść do sprawności 43-latka. O w pełni wydajnej 8-godzinnej pracy przy komputerze, czy też jako nauczyciela tańca – mowy nie było.

W zasadzie na tym etapie możliwości fizykoterapii się skończyły.

Farmakologia nie wchodziła w grę, bo po prostu w nią nie wierzyłem.

Pomogła jedynie rehabilitacja ruchowa, którą 9 lat później doprowadziłem do perfekcji. Dlaczego pomogła rehabilitacja ruchowa? Do wyjaśnienia posłużę się swoim modelem matematycznym kręgosłupa.


 


 


 

Zdjęcie RTG pokazuje, że krążek międzykręgowy L5/S1 jest ściśnięty. Więc skoro krążek międzykręgowy jest ściśnięty, to nie pozostaje mi nic innego, jak zneutralizować siły ściskające i działając w kierunkach sił F1 i F2 ten krążek międzykręgowy rozciągnąć. Stosując prosty rozkład wektorowy, jak na rysunku widać od razu w jakim kierunku najlepiej rozciąganie zrealizować. Na tym poziomie rozumowania – wszystko jest banalnie proste. Problemy zaczynają się z realizacją praktyczną tego banału. Każdy lekarz, który uczył się fizjologii człowieka doskonale wie, że zwyrodnienia takie, czy inne są nieuleczalne. Z punktu widzenia fizjologii człowieka nie ma możliwości zwiększenia wymiarów krążka międzykręgowego. Dodatkowo ja nie miałem 15 lat, gdzie organizm rośnie. Ja miałem 43 lata, gdzie z punktu widzenia fizjologii człowieka wszedłem w czas życia człowieka w którym w sposób naturalny grubość krążków międzykręgowych będzie wraz z wiekiem się zmniejszać, a nie zwiększać. Mój organizm w wieku 43 lat w wyniku kilkuletniej pracy często po 16-20 godzin dziennie przy komputerze - zrobił przyspieszoną degradację mego krążka międzykręgowego L5/S1 i jego grubość zmniejszyła się o co najmniej połowę w porównaniu do normalnej wielkości odpowiadającej dla mego wieku. W tej sytuacji każdy lekarz będzie tutaj bezradny, gdyż medycznie jest niemożliwe zwiększenie grubości krążka międzykręgowego.

Ja jednak nie kończyłem medycyny, więc o tych niuansach wiedzy medycznej nie miałem zielonego pojęcia. Zastosowałem w praktyce wnioski płynące z mego modelu matematycznego kręgosłupa. Po prostu za pomocą różnorodnych ćwiczeń oddziaływałem siłami F1 i F2 odpowiednio w górę i w dół, których kierunek wyznaczał prosty rozkład wektorowy. Każdy zapewne zada mi pytanie jakie to ćwiczenia robiłem? Odpowiedź jest prosta, wręcz banalna. Były to wszystkie ćwiczenia zginające, rozciągające kręgosłup w płaszczyźnie strzałkowej oraz skręcającej kręgosłupa, a szczególnie dolny odcinek kręgosłupa w płaszczyźnie skrętnej w różnych kierunkach. Nic tu nie wymyśliłem ponadto, co każdy fizjoterapeuta, czy instruktor fitness doskonale zna na pamięć. Powstaje jednak pytanie w jaki sposób udało mi się dokonać tego, co jest niemożliwe – czyli zwiększyć grubość krążka międzykręgowego o jakieś 1-1,5 mm, co widać gołym okiem, kiedy te oba zdjęcia ze sobą porównamy. Odpowiedź jest prosta – wyraz „niemożliwe” - wyrzuciłem ze swego słownictwa. Druga sprawa – nie łykałem żadnych tabletek, ani nie stosowałem innych środków przeciwbólowych, gdyż świadomie chciałem czuć ten ból kręgosłupa i wynikające z jego ograniczenia ruchowe. W ten sposób codziennie wiedziałem, co dla mnie jest dobre, a co złe. Trzecia sprawa – ćwiczyłem codziennie nie tylko przez 2 tygodnie, które zalecają leczący lekarze, tylko przez 9 lat. Na początku – kiedy byłem pod opieką rehabilitantki – rok 2003/2004 – uczyłem się wszystkich ćwiczeń na pamięć na sali rehabilitacyjnej, a potem te same ćwiczenia wykonywałem w domu i uzupełniałem własnymi. Kiedy ćwiczenia na sali rehabilitacyjnej się skończyły to przez kolejne miesiące i lata ćwiczyłem samodzielnie w domu. Z kolei w ciągu półrocznej samorehabilitacji kręgosłupa na przełomie 2011/2012 roku sam sobie wymyślałem ćwiczenia i je ćwiczyłem, bo się okazało, że to, co ćwiczyłem przedtem na sali było już niewystarczające. Czwarta sprawa – ograniczyłem maks. ciężar jaki mogłem dźwigać do 10-15 kg, a po przedźwignięciu się nawet do 2 kg na rękę. To ograniczenie błogosławione w skutkach było jednocześnie moim utrapieniem, bo w ten sposób skazałem siebie na powolne kalectwo siłowe. To kalectwo siłowe sprawiło, że w końcu w czerwcu 2012 roku powiedziałem sobie dość tego. Wracam do siły i sprawności z czasów młodości – jednak o tym bardziej szczegółowo napiszę w innym poście.


 

Jeśli dodatkowo wykorzystamy tutaj pojęcia wytrzymałości na ściskanie, rozciąganie i skręcanie. To starcie krążka międzykręgowego można wytłumaczyć w prosty sposób. Codzienny tryb życia jaki wtedy przez wiele lat prowadziłem był taki, że siły ściskające, działające na ten krążek międzykręgowy L5/S1 były niewielkimi siłami przeciążeniowymi. W związku z tym kręgi górny (L5) oraz dolny (S1) działały na krążek ja delikatny papier ścierny lub pilnik do paznokci. W sposób niezauważalny ścierały powierzchnie krążka międzykręgowego.

To co ja zrobiłem to zastosowałem ćwiczenia, w których siły rozciągające F1 i F2 były nieznacznie większe od mechanicznej wytrzymałości krążka L5/S1 na rozciąganie. W ten sposób zastosowałem proces odwrotny – rozciągałem codziennie krążek międzykręgowy na tyle skutecznie, że w ciągu 9 lat zmieniłem jego grubość o1-1,5 mm, a co za tym idzie strukturę wewnętrzną tego krążka.


 

Mój opis zapewne brzmi absurdalnie i zapewne znajdzie się tysiące znawców teorii medycyny, którzy zarzucą mi wiele nieścisłości w opisie. W fizyce jednak istnieje prosta metoda sprawdzania nawet najbardziej absurdalnych teorii. Tą metodą jest doświadczenie praktyczne.

Pierwsze doświadczenie sprawdzające – to RTG kręgosłupa. Tak się złożyło, że wykonałem je w tej samej przychodni diagnostycznej tylko, że 9 lat później. Zestawiłem ze sobą oba zdjęcia kręgosłupa jedno z roku 2003, drugie z roku 2012.

Zdjęcie RTG kręgosłupa z roku 2012 jednoznacznie wskazuje zwiększenie szpary międzykregowej na poziomie L5/S1. Nie będę się spierał, czy jest to 1 mm, 1,5 mm, czy 2 mm. Tę powiększoną szparę międzykręgową widać gołym okiem.

Powstaje naturalne pytanie co takiego jest ta szpara międzykręgowa? Możemy teoretycznie przyjąć, że obecna szpara międzykręgowa to krążek miedzykręgowy z roku 2003 plus 1-15mm próżnia. Lecz gdyby tak było, to miałbym zachwiania w ruchach kręgosłupa. A ja żadnych zachwiań w ruchach kręgosłupa nie mam.

Możemy przyjąć, że krążek międzykręgowy zwiększył swoje wymiary, lecz zrobił to kosztem osłabienia jego właściwości wytrzymałościowych na ściskanie, rozciąganie, skręcanie. Ale to również nie wchodzi w grę, gdyż dziś wykonuję ćwiczenia i ewolucje gimnastyczne, które w latach 2003-2012 były nierealne dla mnie do wykonania.

Pozostaje kolejna możliwość – za pomocą ćwiczeń zwiększyłem wymiary krążka międzykręgowego oraz dokonałem zmian strukturalnych w jego środku dzięki którym obecnie ma on większą wytrzymałość na ściskanie, skręcanie i rozciąganie. Lecz z kolei ta wersja jest sprzeczna z teorią kinetyczno-molekularną fizjologii.

 

Mnie osobiście niewiele interesuje to, czy to, co opisałem jest zgodnie z teorią fizjologii, czy nie jest zgodne z teorią fizjologii. Mnie interesuje to, aby mój kręgosłup był silny, sprawny i przede wszystkim ruchomy w takich kierunkach jakie mi są potrzebne w danej chwili.

To był tylko jeden szczegółowy przypadek analizy działania modelu matematycznego kręgosłupa. Ja każdy przypadek analizuję w ten sam sposób. Na początku nie mam pojęcia co się dzieje. Ale kiedy zaczynam stosować model matematyczny kręgosłupa to po kolei wiele różnych wątpliwości zanika, a pytania otrzymują coraz bardziej sensowne odpowiedzi. Potem nie pozostaje nic innego, jak wszystko wdrożyć w czyn. Potem tylko praktyka i ewentualnie bieżąca korekta poszczególnych interpretacji. Jak do tej pory mój model matematyczny kręgosłupa działa - BEZBŁĘDNIE.

Na zakończenie tego postu załączam swoje fotografie, które pokazują potęgę leczniczą ruchu. Można by rzec są to pozdrowienia od człowieka, który startując z beznadziejnej sytuacji za pomocą ćwiczeń wrócił niejako do życia. Dziś gdy wielu młodych i silnych fizycznie chłopaków nie jest w stanie wykonać tego, co ja robię z marszu. Gdy dla wielu ludzi w moim wieku jestem uosobieniem siły, zdrowia i witalności. Zawsze mogę stanąć w każdym szpitalu, czy przychodni rehabilitacyjnej i bez wielkiej przesady powiedzieć tym pacjentom, że co najmniej 80% tych wszystkich pacjentów ma stan zdrowia, który przez wiele lat był marzeniem mego życia. Dla porządku przypomnę – niemożność kliknięcia myszką, brak możliwości postawienia jednego kroku normalnie, absolutna niemożliwość wykonania nawet zwykłego kucnięcie, czy zgięcia kolana w kompletnym odciążeniu przy pomocy fizjoterapeuty z zewnątrz, czy też brak możliwości nalania wody z kranu do czajnika, albo potworny ból kręgosłupa towarzyszący przewracaniu się z boku na bok w pozycji leżącej. Wystarczy, że każdy wyjdzie na ulicę i zobaczy 80-letnią babcię, czy 80-letniego dziadka. To byłem właśnie ja w 2003 roku. Wtedy mój 73 letni ojciec nosił za mnie torbę, bo ja nie byłem w stanie nie tylko nosić torby, ale nawet nie byłem w stanie utrzymać swego ciała. To, że dziś jest inaczej to zawdzięczam tylko ruchowi, gdyż „ruch jest w stanie zastąpić każdy lek, ale żaden lek nie zastąpi ruchu”.


 


 


 

Pasjonat Ruchu

Janusz Danielczyk

KOMENTARZE

  • gratulacje za wytrwałość
    Co do sprawności fizycznej dzisiejszych przeciętnych dwudziestolatków pełna zgoda. Wręcz tragedia. Przekroczyłem 60-tkę ważę 70 kg, a mam więcej siły niż większość z nich. Patrzą jak szpaki gdy podniosę więcej jak oni , czy też na rękę ich pokonam. No cóż, na podwórkach pusto , a stukając w klawiaturę doprowadzą się do Twego stanu sprzed kilkunastu lat.
  • można pogratulować wytrzymałości i wytrwałości
    ale na tym podziw się kończy

    istotna część pańskiej notki to:

    " Każdy zapewne zada mi pytanie jakie to ćwiczenia robiłem? Odpowiedź jest prosta, wręcz banalna. Były to wszystkie ćwiczenia zginające, rozciągające kręgosłup w płaszczyźnie strzałkowej oraz skręcającej kręgosłupa, a szczególnie dolny odcinek kręgosłupa w płaszczyźnie skrętnej w różnych kierunkach."

    reszta to ozdobniki przedstawiające pewną historię.

    Co zawiera część istotna notki, widać powyżej, NIC przydatnego dla ewentualnych naśladowców.
  • ps
    jest też aspekt pozytywny - to, że zamieścił Pan zdjęcia.
  • @interesariusz z PL 20:00:04
    Do Pana Interesariusza
    Dziękuję za krytyczne i inspirujące uwagi. Wydaje mi się, że chyba dobrze Pana rozumiem - chce Pan, abym zamieścił ćwiczenia, które robię, a Pan oraz inne osoby z dolegliwościami kręgosłupa i fizjoterapeuci je skopiują wykonają i dolegliwosći znikną bezpowrotnie u osób zainteresowanych lub ich pacjentów.
    Otóż tak, jak Pan myśli to wygląda jedynie w teorii. Ja natomiast w terapii naturalnej ruchem jestem praktykiem, a nie teoretykiem. I praktycznie wygląda to tak, że pozytywne efekty zdrowotne uzyskują tylko te osoby, które ćwiczą pod moją osobiistą kontrolą. Dlaczego tak się dzieje? Dlatego, że lecznicze włąściwości ruchu zależą od kilku czynników, a szczególnie od właściwego doboru obciążenia, oraz prawidłowego wykonania ćwiczenia. Osoba, która ma dolegliwosći kręgosłupa - fizycznie nie jest w stania spełnić tych warunków samodzielnie. Nie znam Pana możliwości ruchowych, ale jestem pewny, że część ćwiczeń wykona Pan bez problemu, a część Pan nie wykona w ogóle, albo wykona je źle. A złe wykonanie ćwiczenia jest równoznaczne z pogłębieniem schorzenia. W praktyce jest tak, że klienci przychodzą do mnie i na początku przy każdym nawet najprostszym ćwiczeniu wielokrotnie poprawiam ich sposób wykonania ruchu oraz jego trajektorię. Robię to tak długo, aż ćwiczenie będzie wykonane w sposób własciwy. Druga sprawa, która mocno komplikuje ćwiczenia, to wielopoziomowość schorzeń. Podam Panu prosty przykład. Osoba ma bóle kręgosłupa i bóle biodra. Druga osoba ma bóle kregosłupa i bóle w kolanie, że nie może go nawet zgiąć. Trzecia osoba ma przepuklinę kręgosłupa jedną w odcinku lędźwiowym, drugą w piersiowym lub szyjnym. Czwarta osoba ma jedną przepuklinę boczną z prawej strony na poziomie L5/S1, i drugą lewostronną przepuklinę kregosłupa na poziomie L4/L3. Piąta osoba ma problemy ze stawem międzykręgowym, o którym Pan piasał w jednym z komentarzy plus ekstra dodatkowo przykurcze w kroczu. Każda z tych osób nie ma najmniejszych szans na wykonanie wszsytkich ćwiczeń które podam w sposób taki, jak je opiszę. Więc te osoby zobaczą ćwiczenia, pogłębią swoje dolegliwości i będą miały słuszne pretensje do mnie, że podaję coś, co im szkodzi, a nie pomaga. I jest jeszcze jedna sprawa. Skuteczność ćwiczeń zależy od właściwie postawionej diagnozy. I tu znowu z mojej praktyki wynika, że diagnostyka w chwili obecnej pozostawia wieeeeeeeeeeeeeeele do życzenia. Więc znowu załóżmy, że źle zdiagnozowany pacjent przeczyta mój post i zrealizuje moje ćwiczenia, a one mu zaszkodzą. Znowu będzie miał pretensje - i słusznie do mnie. Dlatego nie podaję konkretnych ćwiczeń, a jedynie wskazówki gdzie ich szukać i w jaki sposób je próbować testować na sobie. Na zakończenie jest jeszcze jeden mankament. Osoby, które stoją, siedzą lub leżą na sali przy mnie. Obserwuję mnie na żywo bezpośrednio z odległości pół metra, w każdej chwili mogą mnie dotknąć i obserwować co robię - MAJĄ DUŻE PROBLEMY Z PRAWIDŁOWYM wykonaniem ćwiczenia. Te osoby chcą dobrze wykonać ćwiczenia, robiąc wszystko, aby je wykonać dobrze, ale realia są takie, że nie potrafią tego zrobić. Więc skoro ktoś kto stoi obok mnie nie potrafi powtórzyć tego, co ja robię, to nie wierzę w to, że Pan, czy ktokolwiek inny tylko na podstawie opisu lub zdjęcia, a może nawet i filmu to ćwiczenie wykona poprawnie. Pozdrawiam. Janusz Danielczyk. Pasjonat Ruchu
  • @Pasjonat Ruchu 21:32:54
    Proszę Pana,
    nie wymagam, aby Pan podał ćwiczenia, które wszystkim pomogą,
    ani podał ćwiczenia dla konkretnej osoby,

    takie minimum jakie od Pana oczekuję,
    to jakieś informacje o samej metodzie,
    i jeden konkretny przykład z przeszłości,
    w którym jest opisany stan, ćwiczenia,
    dlaczego właśnie te, i jak się to różni od
    innych stosowanych metod.

    Przecież na podstawie pana opisu nikt,
    albo przynajmniej ja, nie mam bladego pojęcia,
    co i po co Pan robi.

    nawet nie wiadomo, do której kategorii należą pana ćwiczenia,
    wzmacniającej mięśnie (zapewne), czy do rozluźniającej.
  • @interesariusz z PL 00:39:50
    Do Pana interesariusza
    Przekonał mnie Pan. Podam ćwiczenia w jakiś sensowny sposób. Lecz z góry uprzedzam, że raczej nie będzie Pan w pełni usatysfakcjonowany i będzie Panu bardzo trudno mnie zakwalifkować do jakiejkolwiek metody. Mam swoją własną indywidualną metodę terapii naturalnej ruchem. Ćwiczenia które realizuję są dobrane indywidualnie do danego schorzenia. Zasada ogólna to muszą być realizowane regularnie min. 2x w tygodniu, a najlepiej 3 x w tygodniu po ok. godzinie. Efekty zdrowotne uzyskuje się po mniej więcej 3-6 miesiącach regularnych ćwiczeń. Z tego, co widziałem na praktyce rehabilitacyjnej w szpitalu i co słyszę z opowiadań moich klientów, którzy wcześniej korzystali z zabiegów kinezyterapii różnica pomiędzy mną, a tym co prezentuje się na sali kinezyterapii jest we wszechstronności (ilości ćwiczeń) oraz osobowością osoby prowadzącej. W przychodni rehabiltacyjnej z reguły pracują rzemieślnicy, czyli fachowcy z klapkami na oczach "od do" na zasadzie takiej - stosują to, czego się nauczyli na studiach lub na kursach. Oni robią to, co zlecil im lekarz. Czas zabiegów jest z góry ograiczony do 14 dni, w porywach może nawet i 30 dni. I ogólnie atmofsera jest narzekalska. Do mnie jak trafi klient na ćwiczenia, to od razu widzi zupełnie co innego. Przede wszystkim widzi u mnie entuzjazm, który jest tak wielki, że pewni by "umarłego przywrócił do życia". Mój entuzjazm zaczyna się tym ludziom udzielać. U mnie niezależnie od stopnia beznadziejności sytuacji/schorzenia zawsze jest ogromna wiara z mojej strony, że da się coś pozytywnego zrobić. W ten sposób klienci mają ochotę ćwiczyć. No i jest zasadnicza różnica w ćwiczeniach. Na salach rehabilitacyjnych pacjenci wykonują z reguły 2-3 ćwiczenia na krzyż, w porywach może i więcej. Oni te ćwiczenia wykonują jak maszyny. Efekty zdrowotne u jednych rehabilitantów są większe, u innych po ćwiczeniach jest gorzej niż przed ćwiczeniami. Wtedy pacjent nie widzi sensu ćwiczeń. Rehabilitant z reguły nie jest w stanie wytłumaczyć pacjentowi co pacjenta boli i dlaczego, bo w służbie zdrowia od tego jest lekarz. Ja mam ten komfort, że działam na płaszczyźnie medycyny naturalnej. Widzę ograniczenia medycyny akademickiej - podjąłem się wyzwania takiego, że pacjentowi wytłumaczą wszystko co dotyczy jego dolegliwosći bólowych. Jeśli trzeba to jego organizm rozbiorę/rozrysuję na części pierwsze i krok po kroku przeanalizujemy co go boli, dlaczego boli i co zrobić aby się bólu pozbyć. Jeśli chodzi o ćwiczenia to u mnie jest wirtuozeria na zajęciach. Jeśli klient jest tak słabiutki, że fizycznie nie jest w stanie wykonać postawowych ćwiczeń, to dobieram mu takie ćwiczenia, które jest w stanie wykonać i w ten sposób wzmacniam jego gorset mięśniowy. Jak się mięśnie wzmocnią to dodaję obciązenia lub ilość powtórzeń. Zamist 2-3 ćwiczeń na krzyż - u mnie tych ćwiczeń na początku od 10-20, które aktywizują w różny sposób jego ciało. I jest jeszcze jedna zasadnicza różnica. Rehabilitant to z reguły człowiek zdrowy, który próbuje uzdrawiać chorego. Ja w przeciwieństwie do rehabilitanta zaczynałem od samoleczeniia i wyprowadziłem siebie z wielu beznadziejnych sytuacji zdrowotnych. Aby to osiągnąć robiłem rzeczy, które w wielu aspektach są sprzeczne z teorią fizjologii, którą musi nauczyć się na pamięć i zaliczyć każdy rehabilitant i każdy lekarz. W ten sposób ja na sobie mam przećwiczone rzeczy, które nie są opisane w książkach do fizjologii z prostego powodu - profesorowie, którzy te książki pisali - z reguły regularnie nie ćwiczyli i nie musieli leczyć siebie z przypadków skrajnie beznadziejnych. Więc moja wiedza, a przede wszystkim doświadczenie wykracza poza ramy fizjologii. To również pozwala mi osiągać efekty zdrowotne u klientów w stanach beznadziejnych, przy których leczący ich lekarze byli bezradni. W tych przypadkach opis ćwiczeń jest praktycznie niemożliwy, gdyż tych ćwiczeń jest bardzo dużo - setki, i wykonywane są one w różnych dniach. Jeśli chodzi o mnie osobiście, to dolegliwości kręgosłupa pozbyłem się nie dlatego, że jakiś lekarz mi w tym pomógł. Ich wiedza w moim przypadku ograniczała się do tego, że byli w stanie zlikwidować mi bóle na maks. 6 miesięcy. I dalej nie ma szans. Ja natomiast miałem inne oczekiwania. Chciałem się tego bólu kręgosłupa pozbyć, bo mnie po prostu denerwował i ograniczał moje możliwości ruchowe. Ponadto chciałem chodzić na rękach. Na 60-lecie urodzn chcę przejść na rękach salę gimnastyczną wzdłuż. Tutaj już nawet najlepsi specjaliści w branży leczenia kręgoslupa - odradzali mi to, gdyż wg fizjologii jest to niemożliwe. Z punktu widzenia fizjologii jest niemożliwe, aby cofnął procesy starzenia się i tak usprawnił swoje mięśnie, bym uzyskał siłę, sprawność i wytrzymałość sprzed 35 lat. Ponieważ nie kończyłem medycyny, więc to ograniczenie mnie nie interesowało. Po prostu robiłem swoje. Na razie fizycznie jestem w stanie przejść 3-6 metrów w zależności od dnia. Do 20 metrowej sali gimnastycznej trochę jest mi brakuje więc spokojnie wzmcniam sobie stawy, mięśnie i kręgosłup, aż będą one tak silne i sprawne, że sale gimnastyczną przejdę na rękach z uśmiechem na ustach. Znowu będzie mnie Pan męczył - co robię, abym chodził na rękach? I tak można w nieskończoność - po prostu ćwiczę. Pozdrawiam. Janusz Danielczyk
  • @Pasjonat Ruchu 18:13:05
    Do Pana Interesariusza.
    Ćwiczenia są gotowe. Na razie to wersja najprostsza.

    http://tnr.neon24.pl/post/111136,stop-dolegliwosciom-kregoslupa-wg-mgra-janusza-danielczyka

    POzdrawiam. JAnusz Danielczyk

OSTATNIE POSTY

więcej

MOJE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
     12
3456789
10111213141516
17181920212223
24252627282930