Gorące tematy: Wolni i Solidarni Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
67 postów 53 komentarze

Terapia Naturalna Ruchem

Pasjonat Ruchu - różnorodne ćwiczenia i formy ruchowe przywracające zdrowie i sprawność ruchową

Jak pokonałem chorobę zwyrodniową stawów kolanowych cz. 2

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

W artykule tym przedstawię proste ćwiczenia, po których poczułem się zdecydowanie lepiej niż po 4 miesiącach fizykoterapii

 

Wiele osób prosi mnie bym podał ćwiczenia rehabilitacyjne na moją chorobę zwyrodnieniową stawów kolanowych. Inne osoby zainteresowane są dodatkowo metodyką tych ćwiczeń.

Artykuł ten podzielę na 3 części:

• w części pierwszej opiszę te ćwiczenia, po których jak wspomniałem we wcześniejszym artykule – poczułem się lepiej niż po 4-miesięcznej fizykoterapii

• w części drugiej skupię się na ćwiczeniach bardziej zaawansowanych

• w części trzeciej opiszę ćwiczenia, które tymi samymi zwyrodniałymi kolanami wykonuję dzisiaj po prawie 13 latach

 

Zatem zaczynamy część pierwszą.

Przypomnę tylko, że w 2003 roku dopadła mnie choroba zwyrodnieniowa stawów kolanowych (CHZS). Byłem leczony za pomocą fizykoterapii. Po 4 miesiącach leczenia fizykoterapią straciłem wszystko co miałem najcenniejszego – zdrowie, siłę, sprawność, wytrzymałość. W ciągu tych 4 miesięcy z 43-letniego pełnego życia i dumnego ze swojej sprawności fizycznej faceta stałem się nieporadnym 70-80-letnim emerytem, który fizycznie nie był w stanie postawić nawet jednego kroku normalnie z powodu bardzo silnego bólu w lewym stawie kolanowym. Przyczyna CHZS wg RTG – starta chrząstka stawowa, kość ocierała o kość i to tarcie wywoływało ogromny ból przy próbie postawienia normalnego kroku. Dodatkowo kąt zgięcia w stawie kolanowym lewej nogi wynosił maksymalnie ok. 30 stopni, a próba biernego powiększenia tego zakresu ruchu za każdym razem kończyła się ogromnym narastającym lawinowo bólem pod kolanem przypominającym bóle wyłamywania kolana w przeciwną stronę do zgięcia. Zatem proste czynności życia codziennego, jak wejście do wanny były dla mnie koszmarem bólowym. Natomiast oczywista dla każdej osoby czynność, jak zwykłe przykucnięcie było dla mnie niemożliwe do wykonania z powodu potwornego bólu w kolanie.

W tym stanie rzeczy choć leczenie dawało poprawę zdrowia symboliczną i wg wiedzy leczącej mnie lekarski miałem 100% gwarancję medyczną, że nigdy nie będę chodził normalnie – to ja się nie poddawałem psychicznie. Każdego dnia wierzyłem, że będę w przyszłości chodził normalnie, tylko nie miałem pojęcia w jaki sposób to się stanie.

We wrześniu 2003 roku trafiłem na zabiegi kinezyterapii do p. Luizy, która była mgr rehabilitacji ruchowej. Po jednym dniu jej ćwiczeń poczułem się zdecydowanie lepiej niż po całej 4-miesięcznej kuracji fizykoterapią.

Poniżej przedstawiam te ćwiczenia.

 

Ćwiczenie 1.

 

Pozycja wyjściowa leżenie na plecach. Nogi wyprostowane, ręce wzdłuż tułowia. P. Luiza podwiesiła moją moją nogę do podwieszki w taki sposób: podwieszka z jednej strony przymocowana do szczebelka drabinki, z drugiej do mojej stropy – jak na zdjęciu.

Ćwiczenie polegało na zginaniu i prostowaniu nogi w kolanie. P. Luiza podwiesiła moją nogę tak, że w trakcie ćwiczenia nic mnie nie bolało.

Ilość powtórzeń o ile dobrze pamiętam 20 jedną nogą i tyle samo drugą nogą.

 

Ćwiczenie 2.

 

 

Pozycja wyjściowa. Leżenie na plecach, ręce wzdłuż tułowia, kolana zgięte. W tej pozycji ćwiczenia polegało na tym, że zginałem nogę w stawie biodrowym i kolanie w taki sposób by kolano przybliżyć do klatki piersiowej (uniesienie stopy) i oddalić od klatki, położenie stopy na materacu – przejście do pozycji wyjściowej. Ilość powtórzeń ok. 20 na jedną nogę i tyle samo na drugą nogę.

 

Ćwiczenie 3.

 

 

Pozycja wyjściowa – leżenie na plecach, ręce wyprostowane wzdłuż tułowia, oba kolana zgięte, stopy przy pośladkach. Ćwiczenie polegało na prostowaniu nogi w kolanie wzdłuż materaca i nieco nad materacem. Ilość powtórzeń ok. 20 na jedną nogę i tyle samo na drugą nogę.

 

Ćwiczenie 4

 

 

Pozycja wyjściowa jak w ćw. 2 i 3. Ćwiczenie polegało na odwodzeniu kolana w kierunku do boku do materaca. Ilość powtórzeń 20 na jedną nogę i tyle samo na drugą nogę.

 

Po tych 4 ćwiczeniach poczułem się zdecydowanie lepiej niż po całej 4-miesięcznej kuracji fizykoterapią.

 

Odpowiadając bardzo dociekliwemu Panu Interesariuszowi skupię się trochę na metodyce ćwiczeń.

Otóż do 2003 roku w ogóle nie interesowałem się medycyną, bo byłem zdrowy i medycyna do niczego nie była mi potrzebna. U p. Luizy zachowywałem się tak samo, jak każdy pacjent, czyli nie pytałem jej o metodykę i sens ćwiczeń, tylko po kolei robiłem to, co ona mi poleciła i starałem się robić to jak najlepiej.

Pamiętam, że wtedy byłem tak zapalony do ćwiczeń, że wykonywałem podwójną (w porównaniu do zalecanych przez p. Luizę) ilość powtórzeń każdego ćwiczenia.

Wtedy jako pacjent – nie miałem zielonego pojęcia – na czym polegała metodyka ćwiczeń p. Luizy. Dziś z perspektywy czasu i douczony w ramach samokształcenia i studiów fizjoterapii mogę powiedzieć, że ćwiczenie 1, to nic innego jak ćwiczenie czynne w odciążeniu. Z kolei ćwiczenia 2, 3 i 4, to ćwiczenia czynne wolne, gdzie obciążeniem było moje własne ciało.

Metodykę ćwiczeń p. Luiza uczyła się przez 5 lat na magisterskich studiach rehabilitacji ruchowej, więc jednym zdaniem tego nie ujmę. Na pewno miała w tym jakiś głęboki cel. Na pewno też stosowała wobec mnie zasadę stopniowania trudności. Te ćwiczenia były dobrane indywidualnie do moich możliwości siłowo-sprawnościowo-wytrzymałościowych z września 2003 roku, co pokazuje jak bardzo byłem słaby. Dziś przychodzą do mnie osoby po 75 roku życia na zajęcia profilaktyki zdrowotnej 75+ i na pierwszych zajęciach mają dużo większe obciążenia niż ja miałem wtedy.

Przed ćwiczeniami p. Luiza zrobiła bardzo szczegółową diagnostykę funkcjonalną moich schorzeń i sprawdziła zakresy ruchów. Wg jej diagnostyki wynikało, ze oprócz stanów zwyrodnieniowych miałem również uszkodzą lub pękniętą łękotkę w lewym kolanie. Tę hipotezę potwierdziło kilka lat później dwóch ortopedów. Z tego co wiem – uszkodzoną (pękniętą) łękotkę leczy się tylko operacyjnie za pomocą artroskopii kolana. Ja to zrobiłem bez potrzeby operacji za pomocą ćwiczeń.

 

Osoby bardziej zainteresowane diagnostyką, metodyką oraz doborem ćwiczeń odsyłam do podręczników

1. Kinezyterapia T I pod. Red. Andrzeja Zembatego, wyd. Kasper 2002

2. Kinezyterapia T II pod. Red. Andrzeja Zembatego, wyd. Kasper 2003.

3. Testy kliniczne w badaniu kości, stawów i mięśni, Klauss Buckup, Johannes Buckup, PZWL, Warszawa 2015.

 

Na zakończenie chcę zwrócić uwagę na istotny szczegół. Do p. Luizy na rehabilitację ruchową chodziła moja żona, syn i setki, a może nawet już tysiące innych osób.

Na razie tylko ja jeden uważam, że zostałem uzdrowiony dzięki swojej wierze i słowom p. Luizy, które na trzecich zajęciach stojąc z tyłu za mną powiedziała do mnie – Panie Januszu proszę chodzić normalnie.

Pani Luiza to profesjonalna rehabilitantka. Wobec każdej osoby zachowywała się profesjonalnie. Zatem dlaczego tylko ja uważam, ze stał się cud?

Trudno to jednoznacznie określić.

Na pewno niewiele przychodzących do niej osób po 4 miesiącach leczenia fizykoterapią straciło wszystko co miało najcenniejsze – zdrowie, siłę, sprawność, wytrzymałość.

Na pewno też niewiele osób, albo nawet nikt nie otrzymał od leczącego go lekarza 100% gwarancji medycznej, że ich stan zdrowia nie ulegnie poprawie, bo z medycznego punktu widzenia jest to niemożliwe.

Na pewno też nikt ani wtedy, ani dziś nie pokonał choroby zwyrodnieniowej stawów kolanowych w sposób naturalny za pomocą ćwiczeń bez konieczności operacji, czy wstawiania endoprotezy kolan.

Dodatkowo to czym się wyróżniałem wśród wszystkich pacjentów p. Luizy to była moja wiara w to, że będę chodził normalnie. Właśnie ta wiara mnie uzdrowiła.

 

Osoby ze środowiska medycznego zapewne znajdą tysiące sposobów by mi próbować udowodnić, że przesadzam i że siebie nie wyleczyłem. Będą się one nadal upierały, że jest to medycznie niemożliwe.

Jednak do dyskusji na temat tego, co jest medycznie możliwe, a co jest niemożliwe proponuję się wstrzymać do czasu cz. 3 artykułu, gdzie zademonstruję ćwiczenia, które wykonuję obecnie tymi samymi kolanami. Zobaczą Państwo moje zakresy ruchów w stawach kolanowych, porównają z innymi osobami chorymi oraz zdrowymi i sami ocenią jaki jest mój aktualny stan kolan. Postaram się pokazać moje ćwiczenia na filmie. Wtedy dużo lepiej widać niż na zdjęciu.

 

Na zakończenie serdecznie dziękuję p. Interesariuszowi i wszystkim innym osobom za bardzo dociekliwe zadawanie mi pytań. Wszystkie te pytania są bardzo ciekawe i pobudzają moją wyobraźnię. Przy okazji sprawiają, że muszę się pokusić o precyzyjne nazywanie swoich działań. Dla mnie wszystko co robię jest oczywiste. Jednak jak się okazuje to co jest dla mnie oczywiste, nie musi być takie oczywiste dla innych osób.

 

Janusz Danielczyk

Pasjonat Ruchu

Szkoła Zdrowego Kręgosłupa

www.pasjonatruchu.pl

 

KOMENTARZE

  • Witam
    ja jako pacjent jestem zupełnie inny, zawsze chciałbym zostać swoim lekarzem,

    i aby mieć przekonanie do słuszności terapii, i z biedy, szaraczkowi trudno zaspokoić apetyt lekarza na kasę,

    ja wychodziłem z przepukliny dyskowej za pomocą manipulacji, można powiedzieć biernie, ale nie do końca, trzeba wybrać operatora, który chce człowiekowi urwać głowę, dlatego chciałem wiedzieć wszystko, i manipulatorach, i ich technikach,

    no i manipulatorzy dokonali niemożliwego, niemożliwego według medycyny, wcisnęli pastę do zębów z powrotem do tubki,

    wracając do Pana cudu.

    ćwiczenie 1 jest zrozumiałe, ruch w odciążeniu (niestety, wiele ćwiczeń "na kręgosłup" nie stosuje odciążenia), to się mogło udać,

    ćwiczenia 2 i 4 wyglądają na niewykonalne w stanie, jaki Pan opisuje, weźmy chociażby owe "30 stopni", 4 jest raczej ćwiczeniem na stawy biodrowe, a w przypadku przukurczów skręcających kolano może być dla niego szkodliwe,

    ćwiczenie 3 jest na wodę w kolanie, być może Panu szkodziło,

    (oczywiście ćwiczenie na wodę to prężenie mięśni uda przy wyprostowanej nodze, ugięcie drugiej ma wpływ na obciążenie kręgosłupa),

    tak ja, laik, to widzę, mogło Panu pomóc ćwiczenie nr 1

    pozdrawiam serdecznie,

    dziękując za odpowiedź
  • @interesariusz z PL 21:48:40
    Witaj ja po wypadku samochodowym też mam problemy .Ale wszystko Autorowi przekażę na Pw. Pozdrawiam.
  • @interesariusz z PL 21:48:40
    Dziękuję za komentarz. Muszę przyznać, że Pana uwagi są bardzo trafne i przynajmniej teoretycznie nie do podważenia. W praktyce jednak ja te ćwiczenia wykonywałem tak, jak na zdjęciach. Dlaczego udało mi się wykonać ćwiczenia 2, 3 i 4 kiedy fizycznie nie byłem w stanie zgiąć kolana więcej niż 30 stopni tego nie potrafię wyjaśnić. Być może w pozycji leżącej działały inaczej siły i dzięki temu zakres ruchu był większy niż w pozycji siedzącej i stojącej. W każdym razie rozpoczynając rehabilitację u p. Luizy miałem dwa bóle. Pierwszy to przy normalnym stawianiu kroku. W tym przypadku ból był ostry podobny do tego, jak u dentysty, kiedy ten wiertłem najedzie na nerw. Więc zamiast chodzenia normalnego powłóczyłem jedynie nogą. Z tego co pamiętam, to kolano lewe miałem rozklekotane na wszystkie strony przypominające trochę rosyjski cep do mielenie zboża lub nunczaku. Ten ból udało się zlikwidować trzeciego dnia.
    Drugi ból był podczas kucania z pozycji stojącej. W tym przypadku ból przypominał coś takiego, jakby mi ktoś rurę z tyłu wsadził w dołek podkolanowy i na tej rurze rozrywał kolano. Nad tym bólem pracowałem u Luizy i sam w domu ćwicząc średnio 3 x dziennie po godzinie ćwiczenia, które mi zaleciła p. Luiza i te, które sam wymyśliłem. W ten sposób ćwiczyłem 3 x dziennie przez 12 miesięcy po to by zrobić pełny jeden przysiad bez bólu w kolanie.
    Ćwiczenia te opiszę w kolejnym artykule. Jeśli mi się uda to artykuł opublikuję w tą sobotę lub niedzielę, jeśli się nie uda, to za tydzień.
    Pozdrawiam
    Janusz Danielczyk
  • Trzeba jesc galarete wieprzowa a zupy robic na wywarze z kurzych
    lapek.Lapki nalezy dlugo gotowac.Jaka zaczna byc miekkie to je porozrywac na kawalki i jeszcze troche pogotowac aby ta zelatyne wyciagnac z nich na ile sie da.Odcedzic i najlepszy rosol mamy, az sie do warg klei.

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
 123456
78910111213
14151617181920
21222324252627
28293031