Gorące tematy: Wolni i Solidarni Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
67 postów 53 komentarze

Terapia Naturalna Ruchem

Pasjonat Ruchu - różnorodne ćwiczenia i formy ruchowe przywracające zdrowie i sprawność ruchową

Prawo Arndta-Schulza w kinezyterapii wg J. Danielczyka

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

W artykule tym przedstawię bardziej szczegółowo moje doświadczenia w zakresie zastosowania prawa Arndta-Schulza w kinezyterapii.

 

Prawo Arndta-Schulza w klasycznej postaci stosowane w fizykoterapii brzmi:

a) bodźce słabe jedynie podtrzymują procesy życiowe organizmu

b) bodźce średnie usprawniają funkcje życiowe organizmu

c) bodźce silne działają niekorzystnie, hamują funkcje życiowe organizmu, wywołują odczyny paradoksalne lub działają destrukcyjnie.

http://www.fizjoterapia.com/index.php/home/fizykoterapia/151-dawkowanie-zabiegow-fizykoterapeutycznych


 

W tej wersji powstaje naturalne pytanie co to znaczy bodźce słabe, bodźce średnie oraz bodźce silne.

Określenia te są płynne i nieprecyzyjne. Na dobrą sprawę nikt nigdy nie wie z aptekarską dokładnością gdzie przebiega granica pomiędzy jednym, a drugim bodźcem.

Ja jednak miałem problem zasadniczy.

Jak wspominałem moje ciało było moim narzędziem pracy. Jednocześnie w latach 2003-2009 ograniczyłem swój bezpieczny zakres dźwigania ciężarów do 5 kg na rękę, aby oszczędzać kolana. W latach 2009-2012 po przedźwignięciu się i mało skutecznym leczeniu bólów kręgosłupa ciężar bezpiecznego dźwigania ciężarów ograniczyłem do 2 kg na rękę. W praktyce to oznaczało, że wyniesienie wiaderka zwykłych śmieci było dla mnie bardzo dużym wyzwaniem siłowym graniczącym z nabawieniem się urazu kręgosłupa i powrotu bólów kręgosłupa. Na wykonanie takiej czynności zakładałem pas rehabilitacyjny na kręgosłup. Kiedy musiałem pracować w ciągłym ruchu przez 8-12 godz. dziennie to ratowałem siebie nosząc przez cały czas pracy pas rehabilitacyjny. Przeniesienie zgrzewki z wodą ze sklepu do samochodu – było dla mnie nierealne. Musiała to robić za mnie żona. Taka zgrzewka zawiera 9 półtoralitrowych butelek z wodą. Przy prostym założeniu, że 1,5 litrowa butelka z wodą waży 1,5 kg, to jak łatwo obliczyć zgrzewka waży 9 x 1,5 kg = 13,5 kg – to był to dla mnie tzw. bodziec silny. Było jeszcze gorzej, bo zestaw oświetleniowy, który w pracy zawodowej fotografa nosiliśmy razem z żoną – był dla mnie również nierealny do noszenia. Nosiła go za mnie moja żona. Zestaw ten ważył ok. 8 kg (5,5 kg mniej niż zgrzewka z wodą).

Szukając samodzielnie ratunku – z braku szczegółowej wiedzy - za pomocą ruchu – nabawiłem się łokci tenisisty i golfisty razem wziętym, gdzie silny ból w łokciach miałem w spoczynku, a zwykłe naciśnięcie klamki od drzwi, czy wytarcie twarzy ręcznikiem za każdym razem dostarczało mi ogromnej dawki bólu. W tym przypadku zgięcie przedramienia obciążonego ciężarkiem 0,5 kg było dla mnie ogromnym wyzwaniem siłowym graniczącym z dalszą destrukcją i tak już chorych łokci. A zgięcie przedramienia z obciążeniem 1,5 kg było w ogóle nierealne, gdyż przy ruchu zgięcia – ścięgna w łokciach rwały mi się jak stare prześcieradło uniemożliwiając mi wykonanie ruchu.

Wtedy (przypomnę jeszcze raz) o medycynie nie miałem zielonego pojęcia. Pracowałem nad sobą i swoim zdrowiem intuicyjnie.


 

Reasumując – w 2012 roku miałem 52 lata i bardzo duże ograniczenia ruchowe. Maks bezpieczny ciężar jaki mogłem dźwigać jedną ręką wynosił 2 kg, a maks. Bezpieczny ciężar jakim mogłem obciążyć swoje przedramię podczas zginania wynosił ZERO. Ciężar mojej ręki był zbyt duży, bo dostarczał mi bólu podczas zginania. Przy obciążeniu 0,5 kg ból był jeszcze do zniesienia. Przy 1,5 kg – rwące się ścięgna w ogóle uniemożliwiały wykonania zgięcia.

Powstało więc dla mnie naturalne pytanie, jak się tych ograniczeń ruchu i bólów kręgosłupa i łokci pozbyć i co zrobić by w wieku 52 lat być sprawnym jak na swój wiek facetem. Wtedy ważyłem ok. 83 kg. Aby chodzić na rękach musiałbym swobodnie operować obciążeniem co najmniej 41,5 kg na rękę. Ja natomiast byłem zaledwie na poziomie zero przy zginaniu łokci i 2 kg na rękę w trakcie noszenia obciążeń. Jak łatwo policzyć musiałbym ok. 20-krotnie zwiększyć swoją siłę, a jeśli ktoś woli to samo wyrazić w procentach, to musiałbym zwiększyć swoją siłę o 2000%. Dla porównania dodam, że jeśli naukowcy z tytułami medycznymi i ogromną wiedzą medyczną mający do dyspozycji klinikę i nowoczesny bardzo (bajecznie) drogi (rzędu kilku/kilkunastu milionów dolarów) sprzęt kontrolno-pomiarowy zwiększą siłę o 15, 30, czy nawet o 50% to już to jest osiągnięcie naukowe na skalę światową.

Ja nie miałem nic z tych rzeczy. Moja wiedza medyczna wtedy była na poziomie bliskim zeru. Nie miałem żadnych tytułów medycznych i zamiast nowoczesnej kliniki miałem do dyspozycji pustą salę i świeże powietrze. Natomiast najdroższym i najnowocześniejszym moim sprzętem diagnostyczno-pomiarowym był zwykły ciśnieniomierz elektroniczny, który sobie zakupiłem w sklepie medycznym za kwotę ok. 150 zł. W zamian za to wszystko miałem ogromną determinację i WIARĘ w to, że mi się uda wrócić do czasów młodości. Jako pasjonat i mgr fizyki - miałem też wiedzę z fizyki i znałem fundamentalne prawa fizyki, które moim zdaniem również dotyczą medycyny. Znałem również metodykę pracy naukowca. Ta wiedza pozwalała mi tworzyć różne własne modele matematyczne kręgosłupa, stawów, wykonywać obliczenia i rozkłady sił, przewidywać ruchy i ćwiczenia bezpieczne i niebezpieczne oraz rozwijać moją twórczą myśl medyczną na bazie własnych obserwacji.


 

Wtedy „mądrzy” ludzie mnie przekonywali, że jestem na przegranej pozycji, gdyż już jestem za stary by cokolwiek zrobić. Bo najlepsze lata – wiek 25-35 lat mam już dawno za sobą. Zwyrodnień kręgosłupa do tej pory nikt nie pokonał. Leczeniem łokci tenisisty i golfisty zajmują się specjaliści ortopedzi. A ja tu znienacka jakieś pół roku wcześniej, bo w listopadzie 2011 podjąłem decyzję, że będę chodził na rękach i przejdę salę gimnastyczną na rękach wzdłuż na 60-lecie swoich urodzin. A kiedy mnie cholernie bolały łokcie to nie przejmując się wiele tymi dolegliwościami twierdziłem, że żadne łokcie tenisisty i golfisty nie będą mi przeszkodą w tym bym przeszedł salę gimnastyczną na rekach wzdłuż. Wtedy fizycznie nawet 1 metra nie byłem w stanie przejść z powodu bólów kręgosłupa oraz entezopatii w łokciach. Abym mógł chodzić na rękach w ogóle, bo musiałbym zwielokrotnić swoją siłę i wytrzymałość zwyrodniałego kręgosłupa i wyleczyć całkowicie swoje łokcie tenisisty i golfisty. Przypomnę, że ostatni raz salę gimnastyczną na rękach wzdłuż przechodziłem ponad 30 lat wcześniej w wieku 18-20 lat. A jak łatwo policzyć w latach 2003-2012 fizycznie nie byłem w stanie przejść nawet 1 metra – pod względem sprawnościowo-siłowym przypominałem bardziej 70-80-letniego emeryta niż 52-letniego faceta. Ja chciałem pójść dalej wrócić do siły i sprawności z czasów mojej młodości. Powstało pytanie – jak to zrobić? Tym bardziej, że wiedza medyczna w tym zakresie była i jest nieubłagana oraz jednoznaczna – JEST TO NIEMOŻLIWE.

W tym momencie kończy się teoria medycyny, a zaczyna moja praktyka medycyny i praktyka stosowania prawa Arndta-Schulza.

Więc po kolei.

Pierwsze prawo Arndta-Schulza mówi, że słabe bodźce tylko podtrzymują procesy życiowe organizmu.

Wracamy więc do szczegółowego pytania – co to znaczy słabe bodźce. W jaki sposób i jakim miernikiem zmierzyć te słabe bodźce.

Dla mnie bezbłędnym miernikiem był ból i jego intensywność/natężenie.

Ponieważ nie brałem żadnych środków przeciwbólowych, więc z tego naturalnego narzędzia pomiarowego, w które wyposażony jest każdy organizm człowieka korzystałem bez ograniczeń. Z czasem doszedłem do wniosku, że nasz organizm jest doskonale wyposażony w rożne systemy obronne przed przeciążeniami i dalszymi uszkodzeniami. Tymi systemami obronnymi są różne formy bólu i ich intensywność/natężenie.

Dla mnie słabym bodźcem były wszystkie ruchy, które mogłem wykonać swobodnie w zakresie bezbólowym.


 

Drugie prawo Arndta-Schulza mówi, że bodźce średnie usprawniają funkcje życiowe organizmu.

W moim przypadku średnie bodźce ustalałem za każdym razem eksperymentalnie. Po prostu wykonywałem ruch, który sprawiał ból. Moment pojawienia się bólu był dla mnie granicą, której przekroczyć nie mogłem. W tym przypadku ćwiczenia wykonywałem w zakresie do granicy bólu i nieco poniżej. Właśnie też ćwiczenia wykonywane w zakresie bliskim granicy bólu są ćwiczeniami na poziomie w przybliżeniu bliskim 90% wydolności naszego organizmu przy danym schorzeniu, a ćwiczenia nieco poniżej granicy bólu na poziomie 60-90%. To określenie „nieco poniżej granicy bólu” jest nadal mało precyzyjne, ale z grubsza mieści się w przedziale 60-90% możliwości wydolnościowych człowieka przy danym schorzeniu.


 

Trzecie prawo Arndta-Schulza mówi, że bodźce silne działają niekorzystnie, hamują funkcje życiowe organizmu, wywołują odczyny paradoksalne lub działają destrukcyjnie.


 

W moim przypadku wszystkie ruchy i ćwiczenia, które chciałbym wykonać powyżej granicy bólu (określonej eksperymentalnie) były ćwiczeniami zabronionymi.


 

Stosując regularnie 2 prawo Arndta-Schulza, czyli ćwicząc do granicy bólu lub nieco poniżej granicy bólu zauważyłem i dowiedziałem się ze szkoleń i kursów instruktorskich, że organizm przyzwyczaja się do danego obciążenia. W związku w powyższym po pewnym czasie ćwiczenie to dla organizmu zaczyna być bodźcem słabym. Aby uzyskać bodziec średni należy zwiększyć wielkość bodźca o jakieś 10-20%. I znowu po pewnym czasie ten bodziec staje się bodźcem słabym i należy zwiększyć obciążenie o kolejne 10-20% by uzyskać bodziec średni. W ten sposób proces regeneracji organizmu się zapętla i poprzez regularne ćwiczenia osiągnąłem znaczną poprawę swojej siły, wydolności i sprawności. To jest moja prosta i skuteczna metodyka rehabilitacyjna.


 

W ten prosty sposób każda osoba może eksperymentalnie wykryć u siebie granicę bólu i ćwiczyć poniżej tej granicy. Nie potrzeba do tego ani wielkiej wiedzy medycznej, ani tytułów naukowych, ani wyposażonej do tego super nowoczesnej kliniki.


 

Wielu pacjentów pyta mnie czy takie lub inne ćwiczenia mogą wykonywać. Moja odpowiedź jest zawsze jednoznaczna. Wszystkie ćwiczenia – jakie wykonujemy w zakresie bezbólowym są dla nas bezpieczne.

Jeśli ktoś chce zgrywać bohatera i walczyć z bólem to tutaj bez szczegółowej wiedzy medycznej na temat pracy mięśni i całego organizmu oraz ogromnej ostrożności podczas ćwiczeń - najczęściej osiąga się efekty odwrotne od zamierzonych.


 

Wiele osób zauważa – moja metoda jest metodą bardzo powolną. Ja pójdę dalej i określę obrazowo moją metodykę powrotu do zdrowia, że przypomina ona nalewanie beczki wodą za pomocą łyżeczki od herbaty.

Większość osób woli napełniać beczkę z wodą za pomocą, kubka, garnka, wiadra, czy hydrantu. Owszem są w medycynie różne techniki lecznicze i rehabilitacyjne, które przypominają nalewanie beczkę z wodą za pomocą wiadra, czy hydrantu. Takimi metodami są różne techniki manualne, chiropraktyka, czy kręgarstwo, techniki operacyjne, akupunktura i wszechobecne środki przeciwbólowe.

Cały problem polega jednak na tym, że wszystkie te techniki statystycznie – jednym osobom pomagają innym nie pomagają. Ta grupa osób, której techniki te pomogą jest szczęśliwa i swego terapeutę będzie na pewno uznawała za cudotwórcę

Ale ja zadaję pytanie – co zresztą osób, którym te wynalazki medycyny nie pomogły?

Te osoby mówiąc brutalnie – spisane są na straty.


 

Moja metoda ma tę zaletę, że jest szansą i nadzieją dla osób, którym inne techniki leczniczo-rehabilitacyjne nie pomogły. Jest ona również bardzo prosta. Wymaga jedynie regularnych odpowiednio dobranych ćwiczeń minimum 2-3 razy w tygodniu.

Moja metodyka doskonale się sprawdza wśród grupy wiekowej 60+. Tutaj wiele osób nie może brać farmakoterapii, gdyż chory żołądek lub wątroba na to nie pozwala. U chorych z osteoporozą terapie manualne odpadają, tym bardziej kręgarstwo. Inne formy rehabilitacji są również zawodne, gdyż osoby w wieku geriatrycznym najczęściej chorują jednocześnie na kilka chorób, które wykluczają większość form leczniczych i rehabilitacyjnych. Fizykoterapia owszem poprawia samopoczucie, ale nigdy nie zwiększy siły, czy wytrzymałości. Masaże również bardzo pomagają i czynią wiele cudów zdrowotnych, ale również nie przywrócą siły i wytrzymałości dla tych osób. Natomiast moja metodyka malutkimi kroczkami sprawia, że ludzie w wieku geriatrycznym odzyskują siłę, sprawność, wytrzymałość i dolegliwości bólowe im zmniejszają się lub znikają.


 

Jako fizyk zawsze uważam, że każdą teorię, jakkolwiek pięknie ona brzmi – weryfikuje życie i doświadczenie. W fizyce jest mnóstwo pięknych teorii, które stały się bezużyteczne, gdyż nie sprawdzały się w praktyce – nie potwierdzało ich doświadczenie.


 

Jeśli ktoś chce porównać moją metodykę do innych, to nie widzę problemu.


 

Jeśli za kryterium porównawcze weźmiemy czas, to z grubsza rzecz biorąc wygląda to tak:


 

w czasie do jednego miesiąca

moja metodyka terapii wyłącznie ruchem wypada słabo na tle innych metodyk leczenia i rehabilitacji. Dużo skuteczniejsze i szybsze efekty dają środki przeciwbólowe, terapie manualne. W tym przypadku stosuję dodatkowo własne techniki masażu i własne techniki terapii manualnej.


 

w czasie 6-12 miesięcy

efekty zdrowotne mojej metodyki i innych są już porównywalne


 

w czasie 5 lat i dłużej

to sami Państwo ocenią, czy znają jakąś metodykę leczenia i rehabilitacji, która przywróci siłę, sprawność, zdrowie, wytrzymałość na poziomie 2000% i więcej niż w dniu rozpoczęcia leczenia.

Ja takiej metodyki na razie nie znam.


 

Aby pokazać to namacalnie posłużę się wyjściowo moim przykładem.

Jak państwo wiedzą w listopadzie 2011 roku – w wieku 51 lat - podjąłem decyzję, wbrew zaleceniom mgr fizjoterapii, że będę tak ćwiczył, że na 60-lecie swoich urodzin przejdę na rękach salę gimnastyczną wzdłuż, czyli ok. 20 metrów, bo taką salę przechodziłem na rękach w szkole średniej.

Rok później w wyniku błędów ćwiczeniowych nabawiłem się zaawansowanych schorzeń łokcie tenisisty i golfisty, które teoretycznie powinny mnie tylko dobić i potwierdzić to, co radzili mi mądrzy ludzie – bym sobie odpuścił i darował chodzenie na rękach gdyż ich zdaniem miałem swój wiek, najlepsze lata życia daleko za sobą i cokolwiek by nie mówić bóle kręgosłupa zdroworozsądkowo patrząc nie idą w parze z chodzeniem na rękach.

Dziś jest 20 lipiec 2016, mam 56 lat i jest 4 lata wcześniej niż moje 60-te urodziny.

Salę gimnastyczną na rękach przeszedłem już w tym roku, więc 4 lat wcześniej niż zamierzałem.

https://www.youtube.com/watch?v=Y2WJoMO7fws

Natomiast na 56 urodziny zrobiłem tzw. wejście smoka w mój 57 rok życia

https://www.youtube.com/watch?v=h6ZPlAWsab4


 

Jak wcześniej obliczyłem samo tylko chodzenie na rękach to zwiększenie mojej siły i wytrzymałości o ok. 2000 procent.

Natomiast przewroty na asfalcie to Państwo sami sobie obliczą, o ile procent zwiększyłem swoją wytrzymałość i struktury moich tkanek w kręgosłupie i wokół kręgosłupa.

Przypomnę, że w 2009 roku z powodu bólu kręgosłupa nie byłem w stanie nalać wody z kranu do czajnika, bo ból kręgosłupa mi na to nie pozwalał.


 

Jak Państwo widzą porównanie mojej metodyki z innymi zależy głównie od tego, co kto bardziej ceni.


 

To co pokazałem to jeszcze nie koniec mego rozwoju.

Rzuciłem teraz sobie nowe wyzwanie.

Jest to wyzwanie rzucone starości, którą chcę przeżyć w zdrowiu, sile, sprawności i miłości.

Mój kolega z roku zauważył, że obecnie przeżywam proces odwrotnego starzenia się. To znaczy – im jestem starszy, tylko jestem silniejszy, sprawniejszy i wytrzymalszy.

Zawdzięczam to głównie ruchowi, prawu Arndta-Schulza i wielu innym prawom, które odkrywam na bazie obserwacji własnego ciała i innych osób. Te wszystkie prawa stosuję w swoim życiu, a one mi to odwzajemniają i sprawiają, że cieszę się zdrowiem i młodzieńczą sprawnością.


 


 

Janusz Danielczyk

Pasjonat ruchu

Szkoła Zdrowego Kręgosłupa

www.pasjonatruchu.pl

 

 

KOMENTARZE

  • Autor
    Za dawnych czasów kiedy jak wiadomo wszystko było lepsze punkt b realizowało się przez włączenie radia, otwarcie okna i przez ok 10 min wykonywania poleceń pana redaktora. I do dziś
    nie narzekam.
  • @rymark 13:43:57
    Gratuluję Panu zdrowia i wytrwałości w ćwiczeniach. Tak trzymać dalej.
    Jeśli chodzi o mnie, to ja w 95% obsługuję ludzi, dla których ćwiczenia z radia i wykonywanie poleceń pana redaktora to jest pkt c) prawa Arndta-Schulza. Więc moja praca polega głównie na tym, aby tych ludzi poprzez odpowiednio dobrane innego rodzaju ćwiczenia doprowadzić wytrwałą pracą do punktu b). Kiedy uda się nam wspólnie ten punkt b) osiągnąć, to potem moja pomoc jest niepotrzebna. Dopiero tym nowym poprawionym stanie zdrowia moi klienci mogą wtedy bez problemu korzystać z Pana porady i ćwiczyć regularnie z radiem. Ale zanim to nastąpi, to duuuuuuuuuuuużo pracy nad sobą ich czeka.
    Pozdrawiam
    Janusz Danielczyk
  • dobry kierunek
    Ze swojego doświadczenia wiem ze w wieku +50 aby być sprawnym i zdrowym należy przerzucać codziennie tony na siłowni . Trening rano 50 minut i po pracy 40 minut na dużych obciążeniach. Nie ma nic lepszego na stawy, bóle mięśni i psychikę. Jak do tego dodać jeszcze sylwetkę wysportowanego 30 latka , to co więcej potrzeba? …Aha nie zapominać o witaminach, minerałach i suplach, to już w przedziałach cenowych drogich leków.

    Wole płacić za suplementy niż za rujnujące organizm leki.

    pozdrowił ;)
  • prawo Arndta-Schulza w praktyce 60+
    Dziś zgłosiła się do mnie 61 kobieta, która postanowiła, że nauczy się robić szpagat, choć nigdy w życiu przedtem szpagatu nie robiła. Zrobiłem jej pomiary zakresu ruchu w stawach biodrowych i zdjęcia pokazujące ile jej dziś do szpagatu brakuje. Jest to jej tzw. punkt startowy, od którego zaczyna się rozwijać. Rozpoczęliśmy właśnie ćwiczenia przygotowujące jej ciało do rozciągania. Jeśli kobieta ta będzie regularnie ćwiczyć, to wg mojej oceny, za 2-5 lat szpagat wykona bez problemu. Wszystko zrobimy malutkimi kroczkami zgodnie z prawe Arndta-Schulza.

    Jak widać każda osoba ma inne oczekiwania od życia. Jednemu wystarczy to, że żyje i nic go nie boli, ktoś inny chce być silny i mieć ładną sylwetkę, tej kobiecie do szczęścia potrzebna jest umiejętność wykonania szpagat, a mi do szczęścia potrzebna jest umiejętność pokonywania własnych ograniczeń ciała i ducha, chodzenie na rękach, skoki tygrysie przez ławki i rowery, czy też przewroty na asfalcie itp. Każdy z nas na swój sposób wykorzystuje w swoim życiu prawo Arndta-Schulza w sposób bardziej lub mniej świadomy.

    Pozdrawiam
    Janusz Danielczyk

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
 123456
78910111213
14151617181920
21222324252627
28293031