Gorące tematy: Wolni i Solidarni Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
72 posty 59 komentarzy

Terapia Naturalna Ruchem

Pasjonat Ruchu - różnorodne ćwiczenia i formy ruchowe przywracające zdrowie i sprawność ruchową

Lecznicza głodówka

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

W artykule tym opiszę jak za pomocą leczniczej głodówki udało mi się odtruć organizm i ustanowić dwa nowe rekordy życiowe.

 

Drugiego dnia na tygodniowym kursie masażu tajskiego zatrułem się pokarmem. Stanąłem więc przed ogromnym wyzwaniem – Jak dotrwać do końca kursu, gdzie codziennie przez 9 godzin mieliśmy wyczerpujące fizycznie zajęcia z masażu tajskiego plus dodatkowo 2-3 godz. masażu tajskiego w ramach praktyki własnej – skoro ja zatruty miałem problem z utrzymaniem się 5-10 minut, bo mdliło mnie niemiłosiernie i zastanawiałem się, czy zdążę na czas do ubikacji zwymiotować.

Powstało więc pytanie jak pozbyć się tego zatrucia, a potem jak normalnie funkcjonować przez 10-11 godz. dziennie w trakcie wyczerpujących fizycznie masaży tajskich?

 

Poniżej opiszę jak doszło do zatrucia i jak sobie z tym zatruciem poradziłem.

Kiedy przyjechałem na kurs pierwszą noc przespałem tak sobie. Spałem w 3-osobowym pokoju z dwoma fajnymi chłopakami. Zmiana klimatu, zmiana miejsca zamieszkania nie sprzyjały memu organizmowi, więc po prostu pierwszego dnia czułem się nie najlepiej. Nie służyło mi również tamtejsze jedzenie, choć śniadania i kolacje przygotowywałem sobie sam, a jedynie wykupiłem obiad. Po prostu czegoś do szczęścia mi brakowało. Wieczorem drugiego dnia czułem się nie najlepiej. Byłem jakiś taki pełny, lekko obrzmiały. Mieliśmy wieczór przy ognisku, na który gospodyni przyniosła świeże kozie mleko. Ja szklankę tego koziego mleka wypiłem. Myślałem, że mi pomoże lepiej się poczuć. Opuściłem wcześniej ognisko i ok. 22 położyłem się spać.

 

Obudziłem się ok. 24. Czułem się paskudnie. Mdliło mnie niemiłosiernie, nie dość że cały byłem lekko przepełniony, to na dodatek miałem wrażenie, jakby żołądek mi się powiększył jakieś 2-3-krotnie. Zawsze kiedy dotykam swój żołądek, to jest on gdzieś głęboko schowany i trudno się do niego dostać. W tamtym momencie był on prawie że na wierzchu. Dotyk był bolesny. Również zauważyłem, że w każdej pozycji czułem ucisk na ten żołądek. Leżąc na prawym boku czułem ucisk na prawą stronę żołądka, leżąc na lewym boku na lewej stronie, leżąc na plecach czułem ucisk u góry żołądka, a siedząc na sedesie czułem ucisk na dół żołądka. To uczucie ucisku przy którym czułem się paskudnie było niebywałe. Wstałem więc z łóżka, wyszedłem na dwór – było ciepło więc pochodziłem na świeżym powietrzu. Poczułem się ciut lepiej i położyłem się spać mając nadzieję, że się wyśpię i rano będzie wszystko OK. Jednak było inaczej. O pierwszej w nocy obudziłem się po raz kolejny. Tym razem czułem się dużo gorzej niż o 24. Dużo się nie zastanawiałem tylko poszedłem do ubikacji aby opróżnić żołądek. Pomimo że mnie mdliło, to nie wymiotowałem, więc musiałem pomóc sobie palcem. Opróżniłem żołądek poczułem się ciut lepiej i znowu położyłem się spać. Zastanawiałem się od czego tak paskudnie się czuję. Jedyna odpowiedź brzmiała wtedy – od koziego mleka. Czy była to właściwa odpowiedź – przekonałem się o tym dopiero rano. Zanim jednak dotrwałem do rana – musiałem przeżyć kolejne godziny koszmaru. Kolejny raz obudziłem się o 2 w nocy. Czułem się jeszcze gorzej niż poprzednio. Tym razem nie musiałem sobie w niczym pomagać. Żołądek opróżnił mi się samoistnie jak tylko zdążyłem dojść do ubikacji. Wylatywało ze mnie dosłownie wszystkimi otworami. Znowu poczułem się nieco lepiej i znowu poszedłem spać. I tak powtórzyło się to samo o 3, 4 i 5 w nocy. Zastanawiałem się co z tym fantem zrobić i musiałem uważać by się nie odwodnić. Każde opróżnienie żołądka utwierdzało mnie w przekonaniu, że do odwodnienia jest jeszcze daleko, gdyż to co wylatywało z żołądka miało konsystencję zbliżoną do fusów od herbaty tylko że kilkakrotnie powiększonych i zmieszanych z jakąś kleistą cieczą. Gorączki nie czułem, więc nie była to na pewno salmonella. Próbowałem pić swoją wodę gazowaną, ale czułem się po niej źle więc ta woda nie była dla mnie. Potrzebowałem wody niegazowanej, ale jej nie miałem, więc musiałem na spokojnie swoje odcierpieć do rana.

Rano nadal czułem się paskudnie. Mdliło mnie, nieprzespana noc. Było mi przykro, bo zakłóciłem sen kolegom z pokoju i sąsiadom, ale oni byli dla mnie bardzo wyrozumiali.

Pytanie co z tym zatruciem zrobić? – nadal było bez odpowiedzi. W tym przypadku zrobiłem to co zalecam wszystkim moim pacjentom i klientom. Zaufałem swojej intuicji i głosowi swego ciała. Intuicja i głos mego ciała podpowiadały mi, że mam zastosować głodówkę leczniczą, czyli zero jedzenia przez co najmniej 48 godzin i pić dużo wody jako rozpuszczalnika toksyn, którymi mój organizm był nasiąknięty, jak gąbka wodą. Lecz wody nie miałem.

 

 

Z rana odwiedziła mnie koleżanka z kursu i zapytała się, jak się czuję. Powiedziałem jej, że się czuję paskudnie i że potrzebuję wody niegazowanej. Ona pobiegła do swego pokoju i przyniosła mi pięciolitrowy baniaczek wody źródlanej o nazwie OAZA, którą dzień wcześniej kupiła w Biedronce.

Wypiłem łyk tej wody i poczułem natychmiast, że jest to najlepsze lekarstwo dla mnie.

Ok. 8 rano ostatni raz udałem się do ubikacji, aby opróżnić żołądek. Tym razem poczułem jak ostatnie resztki zalegających „fusów” wyleciały z najgłębszych zakamarków żołądka. Poczułem, że jest to dobry początek powrotu do siebie i do zdrowia.

Potem rozmawiałem z kolegami, którzy wieczorem pili to samo kozie mleko, co ja piłem. Okazało się, że ono nikomu nie zaszkodziło, tylko mnie. Wniosek był tylko jeden. Po prostu mieszanka jedzenia, które było w moim żołądku plus kozie mleko + soki trawienne z żołądka spowodowały, że to wszystko zaczęło burzliwie fermentować, a ja tę fermentację miałem okazję przeżyć na swoim organizmie.

Idąc za głosem swojej intuicji – przez 48 godz. nic nie jadłem tylko popijałem małymi łyczkami tę wodę przy każdej okazji. Chodziłem na zajęcia masażu z tym pięciolitrowym baniaczkiem i z godziny na godzinę, czułem się coraz lepiej. Moim kolegom z grupy i wykładowcom wydawało się, że cierpię, że jestem strasznie głodny. Ale u mnie było akurat odwrotnie. Głodu nie czułem w ogóle. Z godziny na godzinę czułem się coraz lepiej i przybywało mi sił. Woda mi systematycznie w baniaczku ubywała. W ciągu 48 godz. wypiłem 5 litrów tej wody źródlanej i zero jedzenia.

Czułem się wyśmienicie. W końcu poczułem w swoim ciele przypływ ogromnej mocy i siły. Sprawdziłem więc tę moc za pomocą ćwiczenia siłowego, które było moim marzeniem życia od ponad 10 lat. Ostatni raz to ćwiczenie wykonywałem mając ok. 20 lat. Teraz mam 56 lat, więc ćwiczenie to ostatni raz wykonywałem 36 lat temu. Przez ostatnie miesiące, kiedy próbowałem to ćwiczenie wykonać za każdym razem nogi opadały mi na ziemię, jak bezwładna kłoda. Byłem zawsze za słaby na to ćwiczenie.

 

Ćwiczenie polegało na tym, że z klęku podpartego układałem kolana na przedramionach, unosiłem stopy nad ziemię i balansowałem na rękach. To ćwiczenie wykonywałem bez problemu. Chodziłem na rękach z odbicia obunóż również bez problemu. Jednak nigdy nie udało mi się przejść do stania na rękach z pozycji balansu na rękach. Każda próba uniesienia nóg w górę i przejście do stania na rękach kończyła się niepowodzeniem. Za każdym razem nogi opadały mi na ziemię jak kłoda. Nigdy nie udało mi się przejść do stania na rękach w ten sposób. Skoro poczułem moc, to był idealny moment by spróbować, czy ta moc jest rzeczywista, czy tylko występowała w mojej głowie. W związku z powyższym wykonałem balans na rękach i uniosłem nogi w górę. Ku memu zdumieniu i radości po raz pierwszy od 36 lat nogi poszybowały w górę bez problemu. Po czym wykonałem przewrót w przód. Jeszcze nie potrafię utrzymać się na rękach z nogami w górze po przejściu z balansu, ale to mi nie przeszkadza. Ważne było to, że udało mi się wykonać kolejny krok w kierunku mego „Powrotu do młodości” - o czym prędzej czy później napiszę artykuł.

Poniżej film – jak to zrobiłem.

 

 

Dzień lub dwa dni później wpadłem na pomysł, że skoro udało mi się przejść do stania na rękach, to może uda się również w ten sposób rozpocząć chodzenie na rękach. Jak pomyślałem, tak też zrobiłem. Nogi poszybowały w górę bez problemu, chwila koncentracji ustabilizowanie równowagi i chodzenie na rękach poszło gładko, co widać na filmie, bo specjalnie to nagrałem. Poniżej film

 

 

Co ciekawe po 48 godz. leczniczej głodówki na pusty żołądek testowo wypiłem to samo kozie mleko, które mi wcześniej zaszkodziło. Tym razem dla bezpieczeństwa wypiłem ok. 1/3 szklanki i byłem już psychicznie przygotowany na najgorsze. Jednak nic złego nie nastąpiło. Odtruty organizm bez problemu zaakceptował kozie mleko. Czułem się po tym mleku bardzo dobrze. Potem powolutku zacząłem wchodzić w normalne jedzenie. Pierwszego dnia po głodówce jadłem ok. 1/3 tego co normalnie. Drugiego dnia jadłem już ok. 60-80% tego co normalnie. Od trzeciego dnia po zakończeniu leczniczej głodówki mogłem już jeść normalnie. Wszystko było dobre, wszystko mi smakowało, czułem się bardzo dobrze.

W taki prosty sposób udało mi się odtruć organizm i spokojnie uczestniczyć w wyczerpujących fizycznie trwających po 9 godz. dziennie zajęciach masażu tajskiego, a potem realizować dodatkowo 2-3 godz. praktyki własnej, ustawiając przy tym swoje dwa nowe rekordy życiowe 50+.

 

Jak widać – lecznicza głodówka nie tylko mnie uzdrowiła z zatrucia pokarmowego, ale również dodała ogromny POWER do życia. Uzyskałem ogromną porcję energii, która pozwoliła ustanowić mi dwa nowe rekordy życiowe 50+ i wykonać akrobacje, które wykonywałem w wieku 20 lat.

 

Wnioski

Oba osiągnięcia z tego co wiem nie bardzo kwalifikują się do standardowego działania i myślenia.

Moja żona kilka miesięcy wcześniej miała również zatrucie pokarmowe. Ona jednak przestraszyła się tego. Skończyło się wizytą na pogotowiu, wizytą u lekarza, lekami, wielkim strachem i niemal odwodnieniem organizmu. Ona była tak wystraszona, że żołądek jej opróżniał się samoistnie za pomocą wymiotów średnio co pół godziny. Nie mogła nawet nic pić. Ale z moją pomocą udało się opanować sytuację żony.

Ja dla odmiany choć czułem się paskudnie to niczego się nie wystraszyłem. Od początku do końca panowałem nad sytuacją. Paskudne samopoczucie, bóle żołądka, opróżnianie wszystkim otworami nie było w stanie zakłócić mego spokoju. Gdybym tylko chciał koledzy zawieźliby mnie na pogotowie. Od wykładowców i kursantów miałbym mnóstwo leków przeciwwymiotnych i oczyszczających, a jakby ich zabrakło, to zawieźliby mnie do apteki i miałbym całą aptekę leków do dyspozycji. Jednak ja nie chciałem zatruwać swego organizmu lekami. Ja potrzebowałem odtrucia, a nie dodatkowego trucia. Ponadto wsłuchiwałem się w głos swego ciała i intuicję. Ciało moje i intuicja nigdy mnie nie zawiodły. W tym wypadku podpowiadały mi, że najlepszym lekarstwem na odtrucie organizmu jest rozpuszczenie toksyn zatruwających organizm, a najlepszym rozpuszczalnikiem takich toksyn jaki znam jak zwykła woda źródlana. Więc potrzebowałem wody źródlanej niegazowanej, a nie leków (chemikaliów). W moim przypadku woda źródlana zrobiła swoje – rozpuściła wszystkie toksyny, które wraz z potem i moczem wydaliłem na zewnątrz. Organizm się oczyścił, a ja czułem się wyśmienicie.

 

Jednak zagadką pozostaje ogromny przypływ energii i siły po 48 godzinnej głodówce. Na każdym kursie instruktorskim oraz na zajęciach z dietetyki wykładowcy uświadamiali mnie co i jak mam jeść by mieć siłę. Brak jedzenia był traktowany, jako brak dostarczenia źródła energii i automatyczny spadek siły. W moim przypadku – było akurat odwrotnie. Dlaczego? To pytanie zostawiam naukowcom i biochemikom do rozwiązania. Może jakaś grupa naukowców kiedyś wpadnie na pomysł by zbadać naukowo ludzi podobnych do mnie i sprawdzić godzina po godzinie jak wpływa lecznicza głodówka na organizm człowieka. Póki co – takich badań naukowych nie znam. Doświadczenie zawodników sportowych jest takie, że nie jedzą – nie mają wyników, nie zażywają suplementów diety – wypadają z grupy, bo nie są w stanie sprostać wyśrubowanemu poziomowi w swojej dyscyplinie sportu. Ja dla odmiany nie jestem zawodnikiem sportowym. Nie interesuje mnie rywalizacja z innymi osobami, czy zdobywanie medali olimpijskich. Cały czas rywalizuję tylko ze sobą. Cały czas dzień po dniu, miesiąc po miesiącu, rok po roku pokonuję własne ograniczenia ciała i ducha. Sam dla siebie ustanawiam rekordy życiowe, które jak pokazuje rzeczywistość są dość spektakularne i poza zasięgiem możliwości nawet wielu młodych i zdrowych ludzi. W zasadzie osiągnąłem taki rozwój, że im jestem starszy, tym jestem silniejszy i sprawniejszy. Nie jadam suplementów diety, bo są mi niepotrzebne. Jak powyższy przykład pokazuje nawet lecznicza głodówka sprawia, że ustanawiam swoje nowe rekordy życiowe 50+, co też jest trudno uzasadnić naukowo i medycznie.

 

Przestroga

Na zakończenie przestroga, o którą prosili moi znajomi, bym napisał. Otóż z mojej strony jest taka prośba. Jeśli mój artykuł kogoś mocno zainspirował i zachęcił do sprawdzenie leczniczej głodówki na sobie, to proszę nie naśladować mnie BEZKRYTYCZNIE. Każdy organizm jest inny. W moim przypadku lecznicza głodówka zdziałała dużo dobrego i była moim najlepszym lekarstwem odtruwającym. Nie jest to równoznaczne z tym, że tak zareaguje każdy organizm. Dlatego przed przystąpieniem do leczniczej głodówki zalecam konsultację z lekarzem i dietetykiem, aby od początku do końca panować nad sytuacją.

 

Przestroga druga. Wprowadzając nasz organizm w strefę głodu uruchamiamy w nim mechanizmy biochemiczne, które na co dzień są nikomu nie znane. Ja od początku do końca leczniczej głodówki czułem się coraz lepiej, a na końcu wyśmienicie. Jednak jeśli komuś zdarzy się, że nie dotrwa nawet do wieczora z powodu bólu głowy, głodu nie do opanowania, bardzo złego samopoczucia, nieznanego strachu, czy paniki, to proszę się tym nie przejmować. Wiele organizmów w taki sposób reaguje. Po prostu przerywamy głodówkę i wracamy do normalnego jedzenia, a całe zdarzenie należy przedyskutować z lekarzem i dietetykiem. Nie ma tu mowy o porażce. Po prostu dany organizm zareagował zupełnie inaczej niż mój i w tym przypadku głodówkę leczniczą można będzie wykonywać w bardzo ograniczonym zakresie tylko i wyłącznie pod kontrolą lekarza i dietetyka.

 

Proszę się nie porównywać do mnie. Ja te wszystkie mechanizmy biochemiczne na swoim organizmie mam przećwiczone od wielu lat. Znam je. Potrafię nimi sterować i kontrolować je. Głód to dla mnie chleb codzienny. Więc głodówka lecznicza to dla mnie żaden problem.

 

Janusz Danielczyk

Pasjonat Ruchu

Szkoła Zdrowego Kręgosłupa

www.pasjonatruchu.pl


 

 

 

KOMENTARZE

  • Polecam w tym konteście...
    wykład Dr Ewy Dąbrowwskiej:
    https://www.youtube.com/watch?v=tFlQXgbi2ns&t=13s
  • LECZNICZA GŁODÓWKA p.Małachow
    JEDYNY wyczerpująco i dokładnie opisuje co się dzieje dzień po dniu w czasie Leczniczej Głodówki i wyjaśnia różnicę miedzy nią a Postem :)
    Wszystko inne i wszyscy inni autorzy i ich opisy to przedszkole, PRZEDSZKOLE, przesądy i uprzedzenia.
  • komentarze
    Dziękuję za bardzo ciekawe komentarze. Zachęcam do dzielenia się swoimi spostrzeżeniami. W ten sposób każdy ma szansę znaleźć coś dla siebie.
    Odnośnie komentarza 1 - osobiście dwa razy stosowałem dietę owocowo-warzywną Ewy Dąbrowskiej i bardzo ją sobie chwalę z pewnymi zastrzeżeniami, ale o tym być może w przyszłości napiszę oddzielny artykuł, gdyż w dwóch zdaniach nie da się tego ująć.
    Z kolei co do informacji na temat głodówek leczniczych to polecam jeszcze książkę, która była dla mnie pierwszym źródłem inspiracji na temat leczniczej głodówki w latach 1980-1985 i później. Książka ma tytuł: Teoria i metodyka ćwiczeń relaksowo-koncentrujących pod. red. Stanisława Grochamala. Ja mam wyd. PZWL W-wa 1979. W tej książce próbuje się do głodówki podejść medycznie i naukowo na tyle na ile
    ówczesny stan wiedzy na to pozwalał.
    Pozdrawiam
    Janusz Danielczyk
    Pasjonat Ruchu

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
    123
45678910
11121314151617
18192021222324
25262728293031