Gorące tematy: Wolni i Solidarni Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
70 postów 55 komentarzy

Terapia Naturalna Ruchem

Pasjonat Ruchu - różnorodne ćwiczenia i formy ruchowe przywracające zdrowie i sprawność ruchową

Jak wybrać dobrego rehabilitanta?

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

Czytałem wiele opisów na temat jak wybrać dobrego rehabilitanta? Każdy z nich zachwalał wykształcenie, tytuły naukowe, dyplomy, dodatkowe szkolenia i certyfikaty oraz praktykę rehabilitacyjną. Jak jest w praktyce?

 

Mniej więcej rok temu – jesienią 2015 sam stanąłem przed takim dylematem. Przyczyną były bóle kręgosłupa w odcinku szyjnym, które pojawiły mi się z dnia na dzień. Problem był taki, że siedząc, stojąc lub poruszając się przy wykonaniu skrętu głową w lewo pojawiał się silny i denerwujący ból kręgosłupa w odcinku szyjnym. Pisałem wiele artykułów o tym, jak sobie sam radziłem z kręgosłupem i bólami kręgosłupa w odcinku lędźwiowym. W tym przypadku byłem jednak bezradny. Ból był umiejscowiony w okolicy kręgu C7 i fizycznie nie byłem w stanie siebie zdiagnozować. Ręce były za krótkie, abym mógł palpacyjnie sprawdzić co, gdzie i dlaczego mi dolega. W normalnych warunkach krąg C7 dotykam bez problemu. Jednak w tym przypadku problemem były naprężenia ciała, które pojawiają się przy tym ruchu. Potrzebowałem więc pomocy z zewnątrz, aby ktoś mnie dotykał bez naprężeń mego ciała i mógł w ten sposób sterować bólem i wykryć takie ruchy przy których ból narasta i takie, przy których ból znika.

 

Ponieważ w cudotwórczą moc tabletek przeciwbólowych nie wierzę, więc wizyta u lekarza pierwszego kontaktu odpadała. Wolałem czuć ten ból i wiedzieć przy jakich ruchach głowy ból ten mi narastał niż zlikwidować go środkami przeciwbólowymi i żyć w ogłupieniu, że jest dobrze, choć dobrze na pewno by nie było.

 

W takim razie udałem się po pomoc do fizjoterapeutów, czyli do profesjonalistów. Tu z racji racji, że jestem w branży - nie było problemu z wyborem. Poprosiłem więc o pomoc magistrów fizjoterapii oraz techników masażu. Były to osoby z tytułami, dyplomami, wykształceniem, szkoleniami, certyfikatami i praktyką. Wydawałoby by się cóż więcej potrzeba. Osoby te w większości spełniały wszystkie kryteria dobrego rehabilitanta. Oczekiwałem od nich tylko tego, by mnie dotknęli w miejsce bólowe i zdiagnozowali co mi jest. Teoretycznie wydaje się to czynność wręcz banalna dla wykształconych fizjoterapeutów.

 

Jednakże praktyka okazała się brutalna. W zależności od tego na jaką osobę trafiłem ich reakcje pomocy można podzielić na 3 grupy.

Pierwsza grupa nie miała dla mnie w ogóle czasu. Druga grupa bała się mnie w ogóle dotknąć. Natomiast ci, którzy nie bali się mnie dotknąć, to dotknęli okolice miejsca bolesnego, coś tam stwierdzili i temat zakończyli. Ta diagnostyka zajęła im z zegarkiem w ręku minutę, maksimum dwie minuty.

 

W ten sposób po „profesjonalnej” diagnostyce byłem nadal w punkcie wyjścia. Bolało mnie tak samo, jak bolało przed ich diagnostyką i nie znalem przyczyny tego bólu. Wszyscy profesjonaliści nie zdali egzaminu, więc w tej sytuacji poprosiłem o pomoc laika medycznego - moją znajomą, która nie ma pojęcia o fizjoterapii. Ona w przeciwieństwie do profesjonalnych fizjoterapeutów miała dla mnie czas oraz jedną niepowtarzalną cechę – w zakresie rehabilitacji mamy do siebie wzajemnie praktycznie nieograniczone zaufanie. Znałem ją na tyle, że wiedziałem, że o cokolwiek ją poproszę, to wykona to pewnie i dobrze, a czekały ją dość karkołomne wyzwania. Ona z kolei ufała mi bezgraniczne w tym sensie, że wiedziała, że cokolwiek mi nie zrobi – nie sprawi mi krzywdy.

 

Diagnostykę przeprowadziliśmy w taki prosty sposób. Położyłem się na materacu na brzuchu i poprosiłem ją by uciskała mi palcami kręgosłup na przemian raz z prawej i potem na tym samym poziomie z lewej strony. Ponieważ ona na fizjoterapii się nie znała, więc uciski rozpoczęliśmy od kości ogonowej z prawej strony, potem na tym samym poziomie z lewej strony. Dodatkowo obok swojej głowy położyłem atlas anatomiczny pokazujący kręgosłup i plecy. Tak byśmy oboje te zdjęcia widzieli. Potem były kolejne uciski o centymetr wyżej. I tak centymetr po centymetrze doszliśmy od kości ogonowej w okolice bolesne na poziomie c6-c7. W tym miejscu znajoma wyczuła pod palcami dość dużą gulaję (wybrzuszenie). Kiedy zaczął pojawiać się ból poprosiłem znajomą by mi na atlasie pokazała miejsce, które uciska. Kiedy udało się nam jednoznacznie określić miejsce bolesne (wybrzuszenie), poprosiłem znajomą o wykonanie nacisków pod różnymi kątami i z różną siłą, aby wywołać ból. To udało się bez problemu. Potem poprosiłem znajomą by wykonała mobilizacje i trakcje odcinka szyjnego kręgosłupa, szczególnie w odcinku c6-c7. Przez cały czas mobilizacji i trakcji kierowałem jej ruchami. W ten sposób udało się nam zdiagnozować mikrouszkodzenia na poziomie c6-c7 z lewej strony kręgosłupa. Skoro wiedziałem tyle, to wiedziałem już wszystko. Poprosiłem znajomą o masaż kręgosłupa z pełną świadomością tego, że ona na masażu w ogóle się nie zna. Wiedziałem też jednocześnie że jej nieprofesjonalny masaż będzie dużo lepszy od braku masażu, bo już nie miałem serca przekonywać zawodowców by mnie masowali, skoro przedtem nie chcieli mnie zdiagnozować. Jednak przy delikatnej próbie masażu miejsca bolesnego podskakiwałem z bólu. Z tego powodu masaż miejsca bolesnego ograniczyłem do delikatnego ułożenia zimnej dłoni na miejscu bolesnym. Ta zimna dłoń przynosiła mi ulgę. Skoro miejsca bolesnego nie dało się masować, poprosiłem ją by masowała te miejsca, które mnie nie bolały. Ten masaż wykonała znakomicie.

 

Teraz przyszła kolej na moją autorehabilitację, więc przez kolejne dni zastosowałem to, co wszystkim zalecam w artykułach – czyli kontrolowaną terapię ruchem. Przede wszystkim skupiłem na wykonywaniu powolnych ruchów skrętnych i opanowaniu sytuacji, kiedy zaczął pojawiać się ból. Potem sam siebie doprowadzałem różnymi ćwiczeniami do granicy bólu i stosowałem opisane w innych artykułach zasady Arndta-Schultza i Delpecha Wolffa. Co tydzień była kontrola efektów autoterapii i kolejny tydzień autoterapii. Po ok. miesiącu wybrzuszenie się delikatnie zmniejszyło. Przy tym mniejszym wybrzuszeniu znajoma zauważyła, że w czasie mobilizacji i trakcji kręgosłupa przy pewnych ruchach wybrzuszenie się zmniejsza, a przy innych się powiększa. Przećwiczyliśmy temat i okazało się, że ma to bezpośrednie powiązanie z narastaniem bólu. Kiedy wybrzuszenie się zmniejszało – ból i dyskomfort wyraźnie malał, aż do zaniku. Kiedy wybrzuszenie wzrastało, ból narastał. Ta informacja pozwoliła mi zastosować dodatkowo w sposób kontrolowany bardziej ekstremalne ćwiczenia rehabilitacyjne. Po ok. 2 miesiącach bóle znikły, wybrzuszenie było mniejsze. Właściwości bólowe tego wybrzuszenia pozostały. Więc choć mnie nic nie bolało to terapia trwała nadal tzn. masaże i ćwiczenia. Obecnie nie mam wybrzuszenia i nie mam bólu. Mam pełny zakres ruchu szyją. Masaże są mi już niepotrzebne, a ćwiczenia – cóż są moją pasją, więc nadal ćwiczę.

 

Jako efekt zdrowotny proponuję obejrzeć film, który pokazuje moje stanie na głowie, gdzie odcinek szyjny kręgosłupa przy moim wykonaniu tego stania jest bardzo mocno eksploatowany.

 

 

Reasumując: każdy z nas chce trafić na profesjonalnego rehabilitanta. Życie jednak pokazuje, że profesjonalni rehabilitanci najczęściej nie mają czasu, boją się cokolwiek samodzielnie robić, albo działają schematycznie zbyt szybko i zbyt pobieżnie.

 

Pokazałem w tym artykule, że w moim przypadku osoba, która absolutnie się nie zna ani na rehabilitacji, ani masażu doskonale się w mojej rehabilitacji i masażu sprawdziła. Moja znajoma wykonywała dokładnie to, o co ją poprosiłem. Kluczem do sukcesu w tym przypadku było moje bezgraniczne zaufanie do niej. Dosłownie swoje zdrowie i życie oddałem w jej ręce. Każdy fizjoterapeuta doskonale wie czym grożą manipulacje i trakcje kręgosłupa odcinka szyjnego w rękach laika. W tym akurat przypadku moja znajoma – medyczny laik była dla mnie profesjonalistką bo ufała mi również i bez wahania robiła dokładnie to, o co ją poprosiłem. W ten sposób z pomocą mojej znajomej wyleczyłem sam siebie.

 

Przykład mój pokazuje, że o skuteczności rehabilitanta decyduje nie tylko wiedza, dyplom, tytuł naukowy, szkolenia, czy certyfikat. O skuteczności rehabilitanta decyduje przede wszystkim to, czy będzie miał dla swego pacjenta odpowiednią ilość czasu, serca i wytrwałości. Nawet profesor medycyny w ciągu 2 minut nie jest w stanie wyleczyć pacjenta z bólów kręgosłupa. Warto o tym pamiętać, gdyż leczenie bólów kręgosłupa to jest to proces długotrwały trwający wiele miesięcy. Mam tu na myśli sytuację, w której pacjent po zastosowanym leczeniu osiągnie nie tylko 100% sprawność swego ciała, ale potem bez problemu będzie mógł przekraczać granice swoich możliwości. Będzie mógł biegać, skakać, eksploatować swój kręgosłup w życiu codziennym i zawodowym i ogólnie cieszyć się życiem. Sytuacja, w której za pomocą środków przeciwbólowych, czy innych wynalazków medycyny np. fizykoterapii, terapii manualnych itp. zlikwiduje się ból i pacjent będzie się cieszył, że go nie boli, a jednocześnie nie będzie miał 100% sprawności i pełnej bezbólowej ruchomości kręgosłupa, to takie leczenie jest moim zdaniem połowiczne, bo ból i tak prędzej czy później wróci, a zmiany w kręgosłupie będą dużo trudniejsze do rehabilitacji i leczenia.

 

 

Film ten był nagrywany w marcu 2016. Postaram się Państwu nagrać film z akrobacjami eksploatującymi kręgosłup odcinka szyjnego, które wykonuję obecnie. Ten film postaram się opublikować w następnym artykule.

 

Janusz Danielczyk

Szkoła Zdrowego Kręgosłupa
Pasjonat Ruchu

www.pasjonatruchu.pl

 

 

KOMENTARZE

Brak komentarzy. Bądź pierwszy!

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
      1
2345678
9101112131415
16171819202122
23242526272829
3031