Gorące tematy: Wolni i Solidarni Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
70 postów 55 komentarzy

Terapia Naturalna Ruchem

Pasjonat Ruchu - różnorodne ćwiczenia i formy ruchowe przywracające zdrowie i sprawność ruchową

Jak schudłem 13 kg w 41 dni

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

W artykule tym opiszę, w jaki sposób schudłem o 13 kg w ciągu 41 dni

 

W temacie redukcji masy ciała jest mnóstwo publikacji i sporów. Wśród tych publikacji część osób redukcji masy ciała koncentruje się na odpowiedniej dawce ruchu, a druga część na specjalnej diecie. Inne osoby próbują jeszcze połączyć ruch z dietą. Współcześnie dodatkowo bardzo duży nacisk kładzie się na odpowiednią suplementację lekami lub suplementami.

W artykule tym przedstawię dwa skrajne podejścia do tego samego tematu.

 

Jedno skrajne podejście stosuje przez wiele lat moja znajoma, która mając odpowiednie przygotowanie medyczne korzysta z możliwości, jakie daje zwykła czterdziestodniowa głodówka. Jej idea jest prosta. Żyje nie przejmując się ruchem, ani dietą. W pewnym okresie swego życia stosuje głodówkę polegającą na „zero jedzenia” i piciu wody, którą na pewnym etapie tej diety głodówkowej uzupełnia piciem własnego moczu. W tan sposób po 40-dniach głodówki jej ciało przypomina ciało pięknej szczupłej modelki. Ilość zrzuconych w ten sposób kilogramów wynosi ok. 14-17 kg w zależności od roku. Tę dietę znajoma powtarzała średnio raz do roku, ostatnio stosuje ją rzadziej. Po powrocie do normalnego życia, waga jej stopniowo rośnie osiągając po roku stan zbliżony do tego sprzed diety głodówkowej. Jej model zdrowotnego życiu życia jest mniej więcej taki, że ani przed głodówką, ani po głodówce nie przejmuje się ani ruchem, ani dietą, natomiast głodówka w tym przypadku służy, jako coś w rodzaju zabiegu kosmetycznego modelującego jej ciało. Gubią ją słodycze.

W podobny sposób postępuje większość osób, które zamiast głodówki stosują odpowiednio skomponowaną dietę. Podczas stosowania tej diety ich ciało chudnie. Po powrocie do normalnego jedzenia ciało z powrotem przybiera na wadze. Ludzie ci nazywają to efektem „jojo”.

 

Drugie skrajne podejście zastosowałem sam w odniesieniu do siebie kładąc duży nacisk na ruch, jednocześnie nie przejmując się dietą. Do tematu podszedłem naukowo i skorzystałem z prostej zasady zachowania energii, w myśl której nasz obecny metabolizm określa równanie matematyczne, w którym energia dostarczona za pomocą pożywienia jest równa energii zużytej na wewnętrzną przemianę materii plus energia zużyta na potrzeby ruchu.

 

Energia dostarczona = energia zużyta na przemianę materii + energia zużyta na ruch

 

Zgodnie z zasadami matematyki, aby zaburzyć swój metabolizm musiałem zmniejszyć energię dostarczoną lub zwiększyć energię zużytą na ruch. Wykorzystałem te dwa elementy jednocześnie.

Zmniejszenie energii dostarczonej przez pożywienie uzyskałem poprzez radykalne ograniczenie słodyczy - „zero słodyczy” oraz zmniejszenie jednorazowej dawki jedzenia mniej więcej o 30-50%. Diety nie zmieniałem w ogóle. Jadłem to samo, co zawsze, czyli to, co lubiłem tylko, że w mniejszych ilościach. Jeśli chodzi o zwiększenie ruchu, to wykorzystałem tu przyrząd do kontroli ruchu w postaci pulsometru oraz analizatora składu masy ciała firmy Tanita http://www.t-fitness.pl/analizator-skladu-ciala-tanita-bc-545-n-tan-bc545nsv20?gclid=CIS9iKOJ_tACFUETGwodr_8BOw . Za pomocą pulsometru mogłem kontrolować swój puls w czasie rzeczywistym w trakcie ruchu. Natomiast za pomocą analizatora składu masy ciała kontrolowałem parametry swego ciała: masa ciała, masa mięśni, masa kości, ilość wody, tłuszcz wisceralny, wiek metaboliczny, typ sylwetki i inne składniki, które miały dla mnie drugorzędne znaczenie. Analizę składu masy ciała przeprowadzałem 5 razy dziennie: tuż po przebudzeniu się, wieczorem przed położeniem się spać, w środku dnia przypadkowo oraz dodatkowo przed i po marszu. Wykorzystałem spalanie aerobowe, które występuje przy tętnie ok. 70% tętna maks. Do tego spalania wykorzystałem marsz/marszobieg na dystansie ok. 10 km. Przy tętnie ok. 70% tętna maksymalnego na dystansie 10 km za każdym razem traciłem na wadze ok. 0,8-1,0 kg. Mój codzienny tryb życia wyglądał mniej więcej tak: po przebudzeniu się ok. godziny ćwiczenia z jogi. Ćwiczenia te wg analizatora składu masy ciała, nie miały żadnego wpływu na masę mego ciała. Więc traktowałem je jako rozciągające polepszające mój zakres ruchu i było to moje przyjemne codzienne hobby. Następnie normalne czynności dnia codziennego. Po czym w południe po zjedzeniu obiadu wykonywałem 10 km marsz. Analizator składu masy ciała za każdym razem wykazywał ubytek masy ciała, więc w zależności od chęci mogłem zgubić więcej lub mniej masy ciała. Wystarczyło tylko zwiększyć dystans. Zwiększenie dystansu do 20 km sprawiło, że ubytek masy nie był wprost proporcjonalny do długości dystansu, gdyż przy dystansie 20 km ubytek wagi był ok. 1,5 kg, nie 2 kg, jakby to się wstępnie wydawało stosując proste równanie matematyczne. Po spacerze wykonywałem kolejne czynności życia codziennego, które nie miały większego wpływu na ubytek masy ciała. W ten sposób po 41 dniach uzyskałem spadek masy ciała o 13 kg. Więcej mi się nie chciało redukować masy ciała, więc proces redukcji masy ciała zakończyłem.

Pokazuje to zdjęcie

 

 

 

Bardzo pouczające są parametry „przed i po”

W dniu 14.06.2013 ważyłem 82 kg i miałem wiek metaboliczny 66 lat

W dniu 27.07.2013 (po 41 dniach) ważyłem 69 kg i miałem wiek metaboliczny 38-40 lat.

Pouczające są również badania krwi, które zrobiłem bezpośrednio po mojej kuracji.

 

 

 

W ten sposób na swoim ciele pokazałem praktycznie, że można zrzucić dowolną ilość kilogramów za pomocą ruchu, jedząc jednocześnie to co się tylko zapragnie w ilościach w jakich się tylko zapragnie.

Mój wniosek o tym, że „jadłem to, co tylko zapragnąłem w ilościach jakich zapragnąłem” może być trochę szokujący. Jednak moja praktyka pokazała, że w trakcie usunięcia z jadłospisu słodyczy i zmniejszeniu dawki jedzenia o 30-50% – po pewnym czasie niejako automatycznie zmieniło się moje zapotrzebowanie na jedzenie. Po 4 tygodniach takiego stylu życia słodycze były dla mego organizmu obojętne. Inny był smak, inne (dużo mniejsze) potrzeby jedzenia, inny sposób odczucia głodu (najczęściej brak ssania w żołądku). W praktyce oznaczało to tyle, że nie miałem w ogóle potrzeby jedzenia słodyczy, nie miałem również potrzeby jedzenia dużych ilości pożywienia. Po prostu jadłem tyle ile potrzebował mój organizm do życia, a nie nadmiarowe ilości spożywanego posiłku. O odczuciach wewnętrznych w trakcie tego mojego nowego trybu życia mógłbym napisać książkę, ale nie jest to tematem tego artykułu.

 

Mój kolejny krok po zaprzestaniu programu redukcji masy ciała, który później nazwałem programem „Pokonaj otyłość” polegał na utrzymaniu wagi na stałym poziomie przez co najmniej pół roku w celu utrwalenia zmian metabolizmu wypracowanych przez 41 dni. Zatem dalej było zero słodyczy, niewiele jedzenia. Marsze, spacery ograniczyłem do 1-2 razy w tygodniu. Waga została utrzymana, zdrowie również, więc plan udało mi się wykonać.

 

Patrząc od strony matematycznej waga naszego ciała jest funkcją dwóch zmiennych – diety i ruchu. Jak pokazuje doświadczenie dwa skrajne podejścia, w których koncentrujemy się tylko na diecie przy „zero” ruchu lub koncentracji na ruchu (ćwiczeniach), bez przejmowania się dietą są podejściami zamiennymi, równie skutecznymi i efekt zależy tylko i wyłącznie od chęci i konsekwencji osoby chcącej zredukować masę swego ciała. Ważnym aspektem obu podejść jest miarodajna kontrola postępów. Ja kontrolowałem swoje bieżące postępy za pomocą analizatora składu masy ciała, a potem na zakończenie zrobiłem jeszcze dodatkowo badania krwi, które mówią dużo o osiągniętych prawidłowościach w metabolizmie mego ciała.

Każde rozwiązanie pośrednie łączące ze sobą dietę i ruch są tak samo skuteczne.

 

Automatycznie pojawia się pytanie – skoro to wszystko jest takie proste i tak skuteczne, to dlaczego tak wiele osób ma problemy ze zrzuceniem zbędnych kilogramów?

Tutaj dochodzimy do meritum sprawy – jakim jest odpowiednia motywacja podjęcia wysiłku zrzucenia wagi ciała oraz znajomość zachowywania się naszego organizmu w trakcie i po redukcji masy ciała.

 

Jeśli chodzi o odpowiednią motywację, to samo tylko kosmetyczne podejście do tematu, ze chcę schudnąć, gdyż chcę lepiej wyglądać z lustrze lub zapinać guziki w spodniach, czy spódnicy, to w wielu sytuacjach jest stanowczo za mało. Problem tkwi dużo głębiej. Mając zbędne kilogramy uruchamiamy w naszym organizmie jeden lub kilka poniższych mechanizmów:

 

1) nadwaga-otyłość-cukrzyca-stopa cukrzycowa-amputacji całości lub części nogi-zostajemy kalekami do końca życia

2) nadwaga-otyłość-cukrzyca-retinopatia cukrzycowa – osłabienie wzroku, w konsekwencji utrata wzroku, stajemy się niewidomi do końca życia

3) nadwaga-otyłość-zaburzenia pracy układu krwionośnego – w zależności od rodzaju uszkodzeń mamy efekty końcowe w postaci: zawału serca, udaru mózgu, choroby wieńcowej, miażdżycy – co w dalszej konsekwencji kończy się przedwczesną śmiercią w bólu i cierpieniu lub rozległymi porażeniami części lub całego ciała włącznie z amputacjami

4) nadwaga-otyłość-zaburzenia układu ruchu – przyspieszenie i powiększenie stanów zwyrodnieniowych, a w efekcie końcowym problemy z kręgosłupem i stawami, w dalszym etapie endoprotezy stawów i lub implanty bądź amptutacje

5) nadwaga-otyłość – osłabienie siły i wytrzymałości mięśni, a przez to ogólnej sprawności naszego ciała, co w skrajnej sytuacji doprowadza do tego, że w wieku 60 lat (o ile dożyjemy) – pod względem sprawnościowo-ruchowym jesteśmy na poziomie 80-90-latka itd.

6) nadwaga-otyłość-osłabienie układu immunologicznego, co się przekłada na częstsze zachowania na takie choroby jak zwykła grypa. W moim konkretnym przypadku z nadwagą chorowałem średnio 4-6 razy w roku na grypę. Po redukcji masy ciała o 13 kg zapadalność na te same choroby o charakterze grypowym spadła do poziomu zero lub jedno zachowanie na rok - w zależności od roku. To pokazuje, że tak prosty zabieg, jak redukcja masy ciała wzmacnia naszą naturalną odporność immunologiczną na zachowania.

 

Mechanizmy te każdy może sprawdzić podczas wywiadów z chorymi na różne jednostki chorobowe. Warto też dokładnie poobserwować siebie. Zatem redukcja masy ciała to nie tylko efekt kosmetyczny, że ktoś będzie ładniej wyglądał w lustrze lub na przyjęciu rodzinnym bądź zakładowym. Redukcja masy ciała to nasza walka o zdrowie. Redukcja masy ciała to walka o to byśmy mogli codziennie spać spokojnie przez 7-9 godzin, być twórczy do ostatnich chwil naszego życia, a śmierć traktowali w kategoriach miłego snu, zakończonego odejściem z tego świata. Redukcja masy ciała to również walka o to byśmy byli silni i sprawni do końca naszego życia. To także walka o to, by było dla nas obojętne, czy na 10 piętro w wieżowcu wjedziemy windą, czy też zrobimy sobie przyjemny spacerek po schodach.

 

Kolejny temat to znajomość reakcji naszego organizmu na zmianę naszego metabolizmu. Mówiąc prosto organizm każdego z nas zareaguje zawsze ssaniem w żołądku na początku, a jeśli uda się nam ten okres przetrwać to pojawi się kolejne ssanie, które nazwę psychicznym przymusem, popartym strachem do tego by wrócić do starych nawyków. A tu się okazuje, że nasze nawyki żywieniowe i ruchowe w trakcie po redukcji masy MUSIMY ZMIENIĆ i to w sposób trwały. Powstaje pytanie, jak sobie z tym strachem i psychicznym przymusem poradzić? Po odpowiedź na to pytanie odsyłam Państwa do osób, które Państwo znają i które praktycznie i trwale zredukowały swoją masę ciała. Te osoby w sposób najpełniejszy odpowiedzą na każde Państwa pytanie dotyczące sposobu radzenia sobie ze strachem i przymusem psychicznym.

 

Typowy błąd wielu osób jest taki, że one nie chcą zmienić swoich złych nawyków żywieniowych. Więc jeśli po powrocie do tzw. normalnego żywienia, czyli fastfoodów, chipsów, słodyczy i braku ruchu – waga z powrotem wraca do poprzedniej złej normy. Nazywają oni to efektem jo-jo. To nie efekt jo-jo tylko błąd w sztuce. Jeśli chcemy zmienić swoją wagę, to niejako automatycznie musimy zmienić naszego nawyki żywieniowe i ruchowe. Jeśli to zmienimy to organizm nie ma innej możliwości – po prostu przestawi się na nowy metabolizm i utrzyma wagę na nowym osiągniętym poziomie.

 

To wszystko jak widać jest bardzo proste, jeśli mamy odpowiednie podejście do tematu.

 

Pokazałem Państwu swoją medialną metodę redukcji masy ciała 13 kg w 41 dni. Jest wiele innych metod bardziej lub mniej spektakularnych. Każda metoda jest dobra, która przynosi oczekiwany skutek.

 

Reasumując: ogólna zasada jaka z tego się wyłania jest bardzo prosta. Chcesz zrzucić nadwagę to zmień na stałe swoje życie, swój styl życia. Można to zrobić za pomocą diety – wiele osób tak robi, ale wtedy dietę stosujemy do końca życia. Można to również zrobić za pomocą ruchu – tak, jak w moim przypadku. Wtedy również ćwiczymy do końca życia. Połączenie obu elementów tzn. ruchu i diety daje praktycznie nieograniczone możliwości zdrowego stylu życia, tylko trzeba to zrobić dobrze. Powstaje pytanie co to znaczyć zrobić dobrze? Odpowiedź – skorzystać z wiedzy i doświadczenia tych osób, które osiągnęły styl życia i zdrowie takie, które nas interesuje.

 

Życzę Państwu sukcesów i wytrwałości w modelowaniu swojego ciała.

 

Janusz Danielczyk

Pasjonat Ruchu

Szkoła Zdrowego Kręgosłupa

 www.pasjonatruchu.pl

 

KOMENTARZE

  • Kontakt z ciałem
    Prawie dwa lata temu miałem problemy z dyskiem w części lędźwiowej kręgosłupa. Pańskie ćwiczenia i rady znakomicie pomogły mi wyjść ze schorzenia obronną ręką. Od kilku miesięcy regularnie ćwiczę (oprócz Tai chi) nordic walking i widzę jak regularne chodzenie z kijkami doskonale wpływa na moje samopoczucie i zdrowie - całkiem podobnie jak u Pana. Tak się zastanawiałem skąd bierze Pan te genialne pomysły na zdrowie ciała i myślę, że to kwestia skontaktowania ze swoim ciałem. To kwestia traktowania ciała jak przyjaciela, dla którego wybieramy co najlepsze, ale nie według własnego widzimisię, ale wypływa to z wyczulenia na subtelne reakcje, przez które ciało mówi nam - to lubię, a to mi nie służy.
    Tak czy siak, dziękuję za Pańską działalność.
  • @Krzysztof Szotowicz 21:56:21
    Dziękuję Panu za bardzo pozytywny komentarz i bardzo się cieszę, że moje artykuły pomogły Panu wyjść ze schorzeń obronną ręką.
    Pyta mnie Pan skąd się biorą moje pomysły na zdrowie ciała?
    Głównym generatorem moich pomysłów jest moje nastawienie fizyka do medycyny.
    W fizyce jest trochę inaczej niż w medycynie. Zasadniczo jeśli mam w pełni matematycznie opisane zdarzenie w dniu dzisiejszym, to z bardzo dużym prawdopodobieństwem mogę powiedzieć w każdej chwili co działo się przed i po zdarzeniu. Zatem moja praca to ciągłe poszukiwanie przyczyn danego stanu rzeczy z jednoczesnym przewidywaniem skutków tego, co dzisiaj zrobię na przestrzeni dnia, tygodnia, miesiąca, czy nawet roku, albo i dłużej. Takie poszukiwania zawsze skutkują znajdowaniem różnych ciekawych i niecodziennych odkryć. Wiele osób zarzuca mi tzw. błąd jatrogenny (błąd w sztuce) i zarzuca mi, że medycyna to nie matematyka. Moja odpowiedź jest taka, że gdyby tak było, to nigdy bym na rękach nawet metra nie przeszedł, bo było to medycznie niemożliwe. A jak pokazuje praktyka bez problemu chodzę na rękach dużo więcej niż metr. Więc na dobrą sprawę co jest, a co nie jest błędem jatrogennym, to tego nikt nie wie. Gdyż w drugą stronę patrząc nikt na 100% nie zna możliwości regeneracyjnych człowieka, mało tego, z tego co badania naukowe mówią mózg człowieka geniusza wykorzystują zaledwie z ok. 25%, to w takim razie przeciętna osoba wykorzystuje pewnie poniżej 10% możliwości mózgu. Tak, czy siak ponad 70% możliwości mózgu jest NIEZNANE, stąd moje zapytanie skąd ktoś kto nie zna 70% możliwości mózgu może twierdzić, że popełniam, czy nie popełniam błąd jatrogenny?
    Ogólnie rzecz biorąc obrazowo problem ujmując cała medycyna podobna jest do książki kucharskiej, w której jest mnóstwo przepisów do ciasta. Odpowiednikiem tych przepisów do ciasta w medycynie są tzw. metody leczenia. Tych metod jest tysiące, a może nawet i miliony. Te metody to nic innego, jak schematy postępowania, które w wielu przypadkach się sprawdziły, ale też w innych przypadkach się nie sprawdziły. O tym, w jakich przypadkach te metody się sprawdziły rozpisują się różni specjaliści w publikacjach naukowych. Natomiast o przypadkach, w których te metody się nie sprawdziły - jest po prostu CISZA.
    Ja mam tę PRZYJEMNOŚĆ, że poczynając od siebie obsługuję głównie osoby, wobec które ogólnie przyjęte standardy medyczne się nie sprawdziły. Te osoby, tak jak każda inna osoba chcą żyć, być sprawne i zdrowe i chcą cieszyć się życiem. Ja z kolei szukam takich rozwiązań, które tym poszkodowanym osobom poprawią sprawność, zdrowie i standard życia. Ponieważ nie mam gotowców jak postępować, więc sam wymyślam i w pierwszej kolejności testuję na sobie własne rozwiązania. Jeśli na mnie te rozwiązania się sprawdzają, to z dużą dozą ostrożności zaczynam jest stosować wobec innej osoby. Cieszy mnie ogromnie bo wielu osobom, które były skazane na przegraną - już udało mi się poprawić standard życia i przywrócić im sprawność ruchową. Każda osoba to praktycznie materiał nie tylko na artykuł, ale również na książkę medyczną.
    Na razie książek nie piszę. Po prostu uczę się, testuję, to co jest możliwe i sprawdzone publikuję. A inne materiały czekają w kolejce na kolejne artykuły.
    Życzę wszystkim sukcesów zdrowotnych i sprawnościowych

    Serdecznie pozdrawiam
    Janusz Danielczyk

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
      1
2345678
9101112131415
16171819202122
23242526272829
3031