Gorące tematy: Wolni i Solidarni Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
63 posty 50 komentarzy

Terapia Naturalna Ruchem

Pasjonat Ruchu - różnorodne ćwiczenia i formy ruchowe przywracające zdrowie i sprawność ruchową

Potęga wiary w terapii choroby zwyrodnieniowej kolan

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

Co myśli człowiek, który z bólu kolana nie może postawić nawet jednego kroku normalnie? Marzeniem życia takiego człowieka jest postawienie chociażby tylko jednego kroku BEZ BÓLU.

 

Co myśli człowiek, który z bólu kolana nie może postawić nawet jednego kroku normalnie, a od leczącego go lekarza ma 100% gwarancję medyczną, że nigdy w życiu już chodzić normalnie nie będzie? Marzeniem życia takiego człowieka jest postawienie chociażby tylko jednego kroku BEZ BÓLU. Tym człowiekiem w 2003 roku byłem ja. Wtedy miałem 43 lata i zdiagnozowano u mnie zwyrodnienia stawów kolanowych typowe dla choroby reumatoidalnej stawów kolanowych dla osób po 70 roku życia.

 

 

Na zdjęciu tym w lewym kolanie od strony zewnętrznej widać wyraźne obniżenie szpary stawowej i startą chrząstkę stawową.

 

 

Z kolei na drugim zdjęciu widać jeszcze dodatkowo narośl (osteofit) w formie ostrego rysika na rzepce od strony wewnętrznej. Więc nastąpiła tu również zmiana struktury kostnej. Ten narośnięty zaostrzony rysik kaleczył mój staw pod rzepką.

 

Taki stan rzeczy w standardach leczenia medycyny klasycznej najczęściej kończy się endoprotezą kolana. Leczący mnie lekarz zastosował wobec mnie różne formy fizykoterapii: pole magnetyczne, fango, jonoforezę, terapuls, diadynamik, sollux. Efekt końcowy był taki, że po 4 miesiącach straciłem wszystko co miałem najcenniejsze: siłę, sprawność, wytrzymałość i jako 43-letni facet pod względem sprawnościowym stałem się 70-80-letnim starcem. Nie byłem w stanie postawić nawet jednego kroku normalnie, a zwykłe czynności życia codziennego stały się dla mnie koszmarem. Dziś w takich sytuacjach pacjent otrzymuje skierowanie na endoprotezę kolana. Stan sprawności i zdrowia pogarszał mi się lawinowo. Dodatkowo pojawiły mi się bóle kręgosłupa, ujawnił się zespół cieśni nadgarstka, pojawiły się dodatkowo bóle w lewym biodrze oraz plecach i drętwienie 24 godzinne palucha w prawej nodze. Sytuacja zdrowotna była u mnie katastrofalna, gdyż miałem startą chrząstkę stawową, a wg medycyny klasycznej starta chrząstka stawowa się nie regeneruje. Jedyną możliwością likwidacji bólu w kolanie było regularne branie środków przeciwbólowych, ale tego nie robiłem. Byłem temu przeciwny. Po prostu chciałem czuć ból i wiedzieć co jest dla mnie szkodliwe, a co jest jeszcze dopuszczalne.

 

Przez wiele miesięcy moim marzeniem życia było chodzić normalnie, a taką możliwość wtedy można było rozważać tylko w teoretycznych medycznych rozważaniach. Jednak od strony medycznej z góry było wiadomo, że nigdy nie będę chodził normalnie. Z racji tej, że lewe kolano nie brało udziału w ruchu, to funkcję lewego kolana przejęło kolano prawe. Ono jak widać na zdjęciach RTG ma również zwyrodnienia i tylko kwestią czasu było, kiedy i ono nie wytrzyma przeciążeń dnia codziennego i odmówi mi posłuszeństwa. Tak też się stało. Po około miesiącu leczenia bolały mnie oba kolana i w ogóle chodzić nie mogłem. W tych okolicznościach sytuacja zdrowotna stawów kolanowych z punktu widzenia medycyny konwencjonalnej stała się dość skomplikowana (wręcz beznadziejna). Dodatkowo z miesiąca na miesiąc ogólny stan mego zdrowia i możliwości poruszania się pogarszały się lawinowo.

 

Skoro medycyna klasyczna była bezradna, to czy istniała inna możliwość wyleczenia stanów zwyrodnieniowych poza medycyną? Taka możliwość istnieje zawsze i jest nią wiara. Każda osoba zada mi słuszne pytanie, w jaki sposób wiara może zwyciężyć wiedzę medyczną – w tym przypadku zwyrodnienia stawów kolanowych? Idąc tym tokiem myślenia można powiedzieć, że gdyby tak było, to przecież wiele osób chorych na stany zwyrodnieniowe kolan wierzy, że będzie zdrowych, a jednak jak na ironię wiara im nic nie pomaga, a ilość wstawianych endoprotez kolan z roku na rok rośnie. I tu dochodzimy do meritum sprawy – co to znaczy wierzyć?

 

Nie będę się tu wdawał w teologiczne, czy filozoficzne dyskusje na temat wiary. Opiszę natomiast jak to było u mnie. Otóż bolały mnie kolana, nie byłem w stanie postawić kroku normalnie. Mimo to byłem pewny, że będę kiedyś chodził normalnie, tylko nie miałem pojęcia jak to się stanie, bo wtedy na medycynie w ogóle się nie znałem. Minął miesiąc, leczenie nie przynosiło oczekiwanego skutku, każdy lekarz, któremu pokazywałem swoje w/w zdjęcia RTG widząc w jakim jestem stanie i jak się poruszam, tylko się skrzywił i nie miał nic do powiedzenia, bo wiedział, że jeszcze nikt ze zwyrodnieniami stawów kolanowych nie wygrał. A dla mnie nadal było oczywiste, że kiedyś będę chodził normalnie, tylko nie miałem pojęcia jak to się stanie. Minęły 3 miesiące. W tym czasie każda próba normalnego postawienia kroku kończyła się potwornym bólem w kolanie i uświadamiała mnie praktycznie, że nigdy nie będę już chodził. Nie pomagało leczenie. Leczący mnie lekarz również był bezradny i uświadomił mnie, ze mam startą chrząstkę stawową, a chrząstka się nie regeneruje, więc nie mam szans chodzenia normalnie, ani nie mam szans do powrotu do normalnego życia. Bolało mnie już drugie kolano i już chodzić nie mogłem obiema nogami. Mój chód zaczynał wyglądać coraz bardziej dziwacznie. Dodatkowo ekstra pojawiły się bóle kręgosłupa, zespół cieśni nadgarstka, bóle w biodrze, oraz 24 godzinne drętwienie palucha prawej nogi. W zasadzie cały świat był przeciwko mnie, a ja najspokojniej w świecie nadal wierzyłem, że będę chodził normalnie. Było to dla mnie tak oczywiste, jak to, że po nocy nastaje dzień, a po dniu noc. Nie miałem tylko pojęcia jak to się stanie, że w końcu zacznę chodzić normalnie. I właśnie w takim podejściu tkwi moim zdaniem istota wiary. Bo kiedy cały świat obraca się przeciw nam, z naukowo uzasadnioną wiedzą i doświadczeniem oraz nieubłaganą logiką, to dopiero wtedy możemy się wykazać wiarę, że pomimo tych wszystkich mądrości naukowych będzie inaczej i stanie się to w sposób, jakiego nikt nie zna.

 

Również moja postawa w tym stanie beznadziejności była odmienna od postaw wielu osób. Wiele osób schorowanych na chorobę zwyrodnieniową stawów, czy na inne choroby tzw. nieuleczalne zadaje sobie pytanie „Dlaczego ja, dlaczego ta choroba właśnie mnie spotkała, przecież chciałem/łam tyle w życiu zrobić, a tu znienacka wszystko się zawaliło”. Ja na to wszystko patrzyłem inaczej. Po prostu to cierpienie przyjąłem jako pewną możliwość stania się lepszym człowiekiem. Wychodziłem z prostego założenia, że wiele osób chcąc być lepszymi ludźmi, modli się specjalnie do swego Boga o zesłanie im cierpienia, bo dzięki cierpieniu mają oni możliwość się sprawdzić i być lepszymi ludźmi niż byli przed cierpieniem. Ja w mojej konkretnej sytuacji miałem wręcz komfortową sytuację, bo bez żadnej specjalnej modlitwy cierpienia miałem pod dostatkiem.

I tak przez 4 miesiące codziennie w każdej sekundzie dnia z jednej strony była moja niezachwiana wiara w to że będę chodził normalnie, a z drugiej strony pojawiały się okoliczności, w których moja wiara była wyśmiewana w praktyce. Bo wystarczyło, że wykonałem zwykły krok i ból od razu udowadniał mi, ze ta cała moja wiara, to jedna wielka lipa. Ja jednak nigdy się nie poddałem i pomimo tych bólów wierzyłem, że będę chodził normalnie.

 

W końcu po 4 miesiącach trafiłem na rehabilitantkę p. Luizę, która podjęła się mnie rehabilitować.

Stan moich kolan był wtedy taki, jak na zdjęciu. Lewe kolano mogłem zgiąć w udzie o kąt ok. 30 stopni. Próba dalszego zgięta wywoływała ogromny ból w kolanie podobny do tego, jakby się chciało wyłamywać kolano w drugą stronę.

 

 

W tym przypadku ona dawała mi ćwiczenia, a ja te ćwiczenia realizowałem w przychodni plus dodatkowo trzy razy dziennie w domu (rano, wieczór i w południe). Ćwiczenia p. Luizy uzupełniałem własnymi ćwiczeniami i w ten sposób ćwiczyłem przez rok czasu. Po roku mogłem już chodzić, biegać, skakać, a nawet i tańczyć, ale w ograniczonym zakresie. Więc pierwszy krok powrotu do zdrowia miałem za sobą.

 

W moim przypadku dopiero po 12 miesiącach regularnych ćwiczeń rehabilitacyjnych mogłem powolutku wracać do życia. Jednak w głowie pozostał strach i pytanie czy przypadkiem te potworne bóle w kolanach nie wrócą. W związku z powyższym ograniczyłem noszenie ciężarów do 5 kg na rękę oraz musiałem zmienić zawód i mocno ograniczyć nauczanie tańca do form jedynie podstawowych mało obciążających kolana. W ten sposób musiałem nauczyć się jak najszybciej nowych zawodów: fotografa, grafika komputerowego, speca od edycji video oraz webmastera bym mógł jakoś zarabiać na życie. Z czasem te nowe zawody stały się moją nową pasją i tak dotrwałem do roku 2009. W tym czasie nabawiłem się choroby niedokrwiennej serca, nadciśnienia i paru innych dolegliwości chorobowych. Na domiar złego w roku 2009 wyjmowałem panele z samochodu. Coś poszło nie tak i nabawiłem się kolejnych urazów kręgosłupa. Leczenie tych urazów opisywałem w innych artykułach, więc je pominę. W każdym razie leczenie było nieskuteczne. W listopadzie 2011 roku znowu wróciłem do mojej wiary i tym razem postanowiłem, że zrobię porządek z kręgosłupem. Tym razem w ciągu 6 miesięcy uporałem się kręgosłupem. Ostatnie bóle kręgosłupa miałem w lutym 2012 roku.

 

W tamtym czasie nadal nie mając pojęcia o medycynie bałem się nawrotu zarówno bólów kolan, jak i bólów kręgosłupa. Powstało pytanie, czy ta moja wiara daje trwałe skutki zdrowotne, czy też są one chwilowe, tak jak leczenie choroby zwyrodnieniowej stawów i kręgosłupa.

Kolejne pytania które mnie nękały, to czy proste ćwiczenia, które stosowałem są w stanie w jakimś niewielkim ułamku konkurować ze światowymi standardami medycznymi i odwieczną wiedzą medyczną w temacie chorób zwyrodnieniowych. Czy wiem coś, czego nie wiedzą lekarze, czy też całe te moje sukcesy zdrowotne to tylko temat chwilowy, a następnie bóle wrócą i w ten sposób przegram swoje życie. Miałem już wtedy ponad 50 lat, więc lata młodzieńczej świetności miałem już dawno za sobą. Definicja procesu starzenia jest nieubłagana: proces starzenia się to zmiany nieodwracalne naszych narządów (dokładniej tkanek). Zatem trzymając się konsekwentnie tej definicji byłem z góry skazany na porażkę, gdyż zmian narządu ruchu w stawach, mięśniach, ścięgnach, mózgu itp. nie mam żadnych szans cofnąć. Mogę je tylko wg tej definicji jedynie spowolnić. I choć sukcesy zdrowotne jakie wtedy osiągnąłem za pomocą samoleczenia graniczyły z cudem, to nadal do pełnej sprawności 50-latka dużo mi jeszcze brakowało.

 

Mniej więcej w czerwcu 2012 roku nie mając nic do stracenia przestałem się w ogóle bać nawrotów bólów w kolanach, jak bólów kręgosłupa. Zacząłem regularnie ćwiczyć. Miałem jasno wyznaczony cel. Chciałem na 60-lecie swoich urodzin przejść całą salę gimnastyczną na rękach wzdłuż. Wg definicji procesu starzenia osiągnięcie tego wyczynu było niemożliwe do zrealizowania. Tym bardziej, że jak zaczynałem ćwiczenia to fizycznie nie byłem w stanie przejść na rękach nawet jednego metra. Stanie na rękach przy ścianie bardzo mocno mnie eksploatowało fizycznie. Jednak nie przejmowałem się definicją, ani teorią medycyny, tylko po prostu robiłem swoje ćwicząc niemal codziennie. W ten sposób malutkimi kroczkami odbudowywałem swój narząd ruchu: zużyte i nieaktywne struktury mięśniowe, stawowe, ścięgna i inne.

 

W roku 2013 rozpocząłem studia z fizjoterapii, które w tym roku ukończyłem uzyskując tytuł licencjata fizjoterapii. Na studiach szukałem odpowiedzi na nurtujące mnie pytania. Po prostu zamęczałem wykładowców swoim pytaniami. W końcu udało mi się znaleźć odpowiedzi na część nurtujących mnie pytań. Wiele pytań było bez odpowiedzi. Aby odpowiedzieć na inne pytania musiałem sam szukać odpowiedzi. Odpowiedzi te znalazłem tworząc na swoje potrzeby cybernetyczny model człowieka, modele matematyczne kręgosłupa i stawów oraz różne teorie własne opisujące działanie naszego organizmu ludzkiego w skali makro. Moje doświadczenie własne nad własnym ciałem i regularne ćwiczenia tylko potwierdzały, że moje modele medyczne są bardzo trafne i sprawdzają się w praktyce. Natomiast wiele ogólnie przyjętych twierdzeń medycznych ma wiele nieścisłości i wymaga różnorodnych korekt.

 

Wiele osób pyta mnie o ćwiczenia – jakie wykonuję. Niestety fizycznie nie jestem w stanie ich podać, gdyż dziennie wykonuję od kilkudziesięciu, do ponad tysiąca ćwiczeń i nie ma szans bym te ćwiczenia podał. Z ćwiczeniami jest kolejny problem. Ćwiczenia to nie tabletki. Z tabletkami jest o tyle prosta sprawa, że możemy je przyjąć na tysiące sposobów i zasadniczo ich efekt działania za każdym razem jest ten sam lub podobny. Z ćwiczeniami tak nie jest. Aby ćwiczenie miało właściwości lecznicze należy je wykonać w ściśle określony sposób dla danego schorzenia. Jeśli to jest niemożliwe, to trzeba to ćwiczenie zmodyfikować, zastosować ćwiczenie prostsze, albo je na początku zupełnie usunąć z listy ćwiczeń. W wielu ćwiczeniach ważny jest też oddech tzn. sposób oddychania. Z praktyki wiem, że z ćwiczeniami nawet banalnie prostymi wielu pacjentów w ogóle nie radzi, więc tych pacjentów trzeba cierpliwie nauczyć wykonywania tych ćwiczeń. Trzeba po prostu być przy nich i krok po kroku każde ćwiczenie poprawiać tak długo, aż będzie ono wykonywane poprawnie. Kolejnym elementem ćwiczeń jest samoświadomość własnego ciała. Ta właśnie samoświadomość odróżnia ćwiczenia od tabletki. Oznacza to, że aby uzyskać efekt leczniczy to nie można bezmyślnie ćwiczyć. Bez samokontroli tego co wykonujemy są niewielkie szanse na poprawę zdrowia za pomocą ćwiczeń. Ponadto pacjent musi mieć moją wiarę i moją determinację. Po prostu musi być gotowy do tego, by z determinacją walczyć o swoje zdrowie ćwicząc codziennie. Te właściwości ćwiczeń sprawiają, że wiele osób nie uzyskuje zadowalających efektów zdrowotnych za pomocą ćwiczeń, bo któregoś z w/w elementów pacjentowi brakuje.

 

Część ćwiczeń rehabilitacyjnych postaram się pomimo w/w przeciwności publikować w różnych artykułach. Może akurat komuś coś pomoże.

 

Natomiast w tej chwili pokażę moje obecne ćwiczenia, które regularnie wykonuję. Każde z tych ćwiczeń w latach 2003-2013 było dla mnie nierealne do wykonania. A niektóre z nich wykonałem pierwszy raz w życiu dopiero w wieku 54-57 lat. Więc wracając do teorii starzenia się. Gdyby były one prawdziwe, to nigdy w życiu nie powinienem tych ćwiczeń wykonać, a jednak wykonuję.

 

Ćwiczenie 1.

Leżenie na plecach z podkurczonymi podudziami, pięty na zewnątrz tułowia. Nauczenie się tego ćwiczenia zajęło mi 4 lata.

 

 

 

Ćwiczenie 2.

Lotos w zwisie na drabinkach. Nauczenie się tej pozycji zajęło mi kilka lat.

 

 

 

Ćwiczenie 3.

Pozycja z jogi – zmodyfikowana wersja orła. Nauczenie się tej pozycji zajęło mi 3 lata.

 

 

 

Ćwiczenie 4.

Pozycja orła na niestabilnym podłożu (na plecach partnerki). Pierwszy raz w życiu udało mi się ją wykonać dopiero miesiąc temu.

 

 

 

Zgodnie z teorią starzenia się od 35 roku życia przez kolejne 20 lat nieodwracalne zmiany w moim narządzie ruchu tzn. stawach, mięśniach, ścięgnach, torebkach stawowych, kaletkach maziowych, więzadłach itd. powinny mi skutecznie uniemożliwić wykonanie każdego z tych ćwiczeń. A jednak je wykonuję.

Drugie spostrzeżenie ćwiczenia te pokazują jakiś fragment mojego obecnego zdrowia siłowo-sprawnościowego.

Trzecie spostrzeżenie jest takie, że moim marzeniem życia w roku 2003 było tylko chodzić normalnie. A ponieważ tego marzenia nie było w stanie zrealizować konwencjonalne leczenie, więc zacząłem siebie leczyć sam wykorzystując potęgę wiary, a potem determinację i regularność ćwiczeń.

Przyznają Państwo, że dzięki wierze, determinacji i regularności ćwiczeń osiągnąłem poziom sprawności daleko odbiegający od poziomu sprawności dzisiejszego 50-latka. Mam 58 lat, a sprawność ruchową stawów kolanowych mam na poziomie młodzieńca. To wszystko osiągnąłem jedynie za pomocą ruchu. Jak mówi mój zaprzyjaźniony lekarz „ruch jest w stanie zastąpić każdy, lek, ale żaden lek nie zastąpi ruchu”. Ja to motto realizuję w praktyce pokazując, że za pomocą ruchu można z powodzeniem pokonać choroby zwyrodnieniowe stawów (nie tylko kolanowych). Każdy staw zachowuje się podobnie i każdy staw za pomocą odpowiednio dobranych i regularnych ćwiczeń można w bardzo dużym zakresie odblokować i sprawić by był użyteczny i nie bolał. Nie każda osoba ma za marzenie życia osiągnięcie poziomu mojej sprawności. Jednak moje osiągnięcia zdrowotne pokazują, że jeśli nawet ktoś osiągnie 20-30% tego co ja osiągnąłem, to tak osiągnięta sprawność powinna w zupełności wystarczyć do normalnego i bezbolesnego życia.

 

Serdecznie pozdrawiam

Janusz Danielczyk

Pasjonat Ruchu

www.pastjonatruchu.pl

 

od maja 2017 fizjoterapeuta

KOMENTARZE

  • @Autor
    Patrzę i podziwiam. Pozdrawiam.
  • @
    W pełni się z Panem zgadzam. Systematyczny ruch czyni cuda.
    Byłem świadkiem i w po części uczestnikiem przywracania sprawności ruchowej u kobiety, która w wieku 93 lat miała złamanie panewki kości udowej. To doświadczenie zostanie mi chyba do końca życia w pamięci.
  • Powszechna medycyna
    Czytając Pana artykuł nie mogłem się pozbyć wątpliwości co do prawdziwość opisanych doświadczeń. Brzmi on trochę jak misyjna kolorowanka, jak materiał promocyjny.
    Nie mam jednak żadnego powodu by Panu nie wierzyć - stąd przesyłam wyrazy najwyższego uznania i podziękowania.

    Podziękowania i za wiedzę o znaczeniu ruchu dla konkretnych dolegliwości (ja używam na "gęsią stopę" Analgol), i za wiedzę o znaczeniu konsekwencji w samokształceniu przez całe życie, i za wiedzę o znaczeniu wiary w samopomocy zdrowia.

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
   1234
567891011
12131415161718
19202122232425
2627282930