Gorące tematy: Wolni i Solidarni Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
70 postów 55 komentarzy

Terapia Naturalna Ruchem

Pasjonat Ruchu - różnorodne ćwiczenia i formy ruchowe przywracające zdrowie i sprawność ruchową

Potęga wiary w terapii choroby zwyrodnieniowej kolan cz. 2

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

Wiele osób zastanawia się czy przemiana z człowieka nieporadnego w pełni sprawnego 58-latka jest w ogóle możliwa? Na moim przykładzie okazuje się, że jest to możliwe. W tym artykule skupię się na pokazaniu moich własnych testów sprawnościowych kolan.

 

W poprzednim artykule

http://tnr.neon24.pl/post/138754,potega-wiary-w-terapii-choroby-zwyrodnieniowej-kolan

dość szczegółowo opisałem moją chorobę zwyrodnieniową kolan. Wiele osób zastanawia się czy taka przemiana z człowieka nieporadnego w pełni sprawnego 58-latka jest w ogóle możliwa? Na moim przykładzie okazuje się, że jest to możliwe.

 

W tym artykule skupię się na pokazaniu moich własnych testów sprawnościowych kolan.

Otóż na studiach fizjoterapii uczono nas testów klinicznych w skali Lovetta. Więcej informacji o skali Lovetta znajdą Państwo tutaj https://pl.wikipedia.org/wiki/Skala_Lovetta Skala ta w dość uproszczony sposób opisuje pomiar siły mięśniowej, ale w żaden sposób nie opisuje stopnia zaawansowania choroby zwyrodnieniowej stawów kolanowych.

Pewną próbę opisu stanu zaawansowania choroby zwyrodnieniowej stawów kolanowych można podjąć na podstawie analizy zdjęcia RTG kolana i sprawdzić wielkość zwężenia szpary stawowej. Jednak to też jest pomiar bardzo niedokładny, gdyż nikt z suwmiarką lub z mikroskopem nie siedzi nad zdjęciem i nie analizuje codziennie zwężania się lub rozszerzania tej szpary.

Kolejny problem, to jak się mają te pomiary kliniczne do czynności życia codziennego? Z mego doświadczenia wynika, że jest niewielkie przełożenie. Dlaczego? Otóż w 2013 roku fizycznie nie mogłem zgiąć stawu kolanowego więcej niż 30 stopni, z powodu bólu w kolanie nie mogłem ani chodzić, ani nawet spać. Dziś po 14 latach mam zapewne niewielką poprawę siły w skali Lovetta (kończy się ona na liczbie 5, która na dobrą sprawę „nic” nie mówi o osobie, która już tę piątkę osiągnęła) i niewielką poprawę w zdjęciu RTG. Osiągnąłem natomiast ogromną graniczącą z cudem poprawę ruchomości stawu, siły mięśniowej i sprawności ruchowej. Moje pytanie dlaczego tak jest, skoro niby mam to samo kolano? Na to pytanie brakuje jednoznacznej odpowiedzi.

 

W związku z tym, że jestem praktykiem medycyny, a nie jej teoretykiem. Więc interesowały mnie testy praktyczne, które odzwierciedlałyby moją ruchomość stawu, siłę mięśniową i sprawność ogólną organizmu. Tym testem praktycznym była wielkość noszonego ciężaru w „kg” i różne ćwiczenia gimnastyczno-akrobatyczne.

 

W kwietniu roku 2003 na samym początku fizycznie nie byłem w stanie utrzymać nawet swojego ciężaru ciała. Do sklepu mogłem się wybrać jedynie po gazetę, której ciężar można określić jako ok. 100 gramów.

Po 4 miesięcznym leczeniu fizykoterapią nadal nie byłem w stanie normalnie chodzić. Mogłem chodzić jedynie powłócząc nogą. W tym stanie mogłem nosić ciężary ok. 2-3 kg na rękę tj. łącznie ok. 4-6 kg. Niby lepiej, ale jak na siłę 43 letniego faceta, był to śmiesznie mały ciężar.

 

Kolejnym progiem do przeskoczenia były większe zakupy i torby podróżne, których ciężar wynosił ok. 5-8 kg. Te torby nosił za mnie przez kilka lat mój 75-80-letni ojciec, a zakupy żona. Ja fizycznie torby nieść nie mogłem, a mój ojciec je nosił bez problemu. Łatwo zauważyć, że byłem wtedy słabszy od 75-80-latka. To były lata 2003-2011.

 

Ponieważ wtedy zajmowałem się fotografią studyjną, więc musiałem nosić przenośny zestaw oświetleniowy, który ważył ok. 8,5 kg. Ten zestaw oświetleniowy w latach 2003-2014 nosiła za mnie moja żona. Fizycznie nie byłem w stanie tego zestawu bezpiecznie przenosić z samochodu do pomieszczenia, gdzie wykonywaliśmy fotografię studyjną. Groziło mi to kontuzją kręgosłupa i nawrotem bólów w kolanach. Ten zestaw oświetleniowy był dla mnie wymiernym miernikiem stanu zaawansowania choroby zwyrodnieniowej kolan i kręgosłupa.

 

 

 

Jak łatwo policzyć przez 11 lat regularnie ćwiczyłem różne ćwiczenia, i choć z roku na rok byłem silniejszy, to jednocześnie bariera noszenia zestawu oświetleniowego była nie do pokonania.

 

Dopiero w latach 2014-2015 udało mi się tę barierę pokonać i mogłem już bezpiecznie nosić ten zestaw oświetleniowy.

 

 

 

W zasadzie tyle do szczęścia mi wystarczyło i mógłbym na tym zaprzestać, ale zapragnąłem czegoś więcej. Marzyło mi się by doprowadzić swój organizm do takiej siły i wytrzymałości bym mógł tym zestawem bawić się jak maczugą i nosić ten zestaw razem z żoną na plecach. Aby ten cel osiągnąć musiałem zmierzyć się ze swoim procesem starzenia się i związaną z nim teorią starzenia się wg której której „proces starzenia to zmiany nieodwracalne naszych narządów”. Wg teorii starzenia się moje trwające przez ostatnie 11 lat NIEODWRACALNE zmiany narządu ruchu (kości, mięśni, torebek stawowych, ścięgien, więzadeł itd.) w sposób jednoznaczny mówiły mi, że jest to medycznie NIEMOŻLIWE do wykonania. Postanowiłem więc sprawdzić tę teorię w praktyce. Wg tej teorii mógłbym robić co tylko bym chciał, a i tak nie miałem żadnych szans by nosić zestaw oświetleniowy z żoną na plecach. Nieodwracalne stany zwyrodnieniowe w kolanach by mi to uniemożliwiły. Gdybym jakimś cudem „przekonał” stawy kolanowe by mnie słuchały, to była druga bariera do pokonania – stany zwyrodnieniowe kręgosłupa. Również wg teorii starzenia się – zmiany nieodwracalne w kręgosłupie. Nie miałem nic do stracenia. Co najwyżej poćwiczyłbym sobie tylko po to, by się przekonać, że naukowcy medyczni są nieomylni.

 

Aby swój cel zrealizować opracowałem swój program ćwiczeniowy „Powrót do młodości”. Zgodnie z tym programem dzień w dzień, tydzień po tygodniu, miesiąc po miesiącu, rok po roku ćwiczyłem coraz bardziej zaawansowane ćwiczenia siłowo-sprawnościowe.

 

W efekcie końcowym swój cel osiągnąłem w roku 2016 w wieku 57 lat. Właśnie jako 57-latek bez problemu bawiłem się, jak maczugą zestawem oświetleniowym oraz bawiłem się żoną (waga ok. 65 kg) trzymając ją na rękach. Również bez problemu wziąłem zestaw oświetleniowy w rękę, a na plecy swoją żonę i przeszedłem po sali.

 

 

 

 

 

Dodatkowo ekstra, ale to już dla własnej przyjemności popracowałem nad rozciągliwością zarówno stawów kolanowych oraz bioder i zrobiłem takie ćwiczenia z partnerami.

 

 

 

 

W ten sposób przekonałem się, że teorie starzenia się, jakkolwiek naukowo udowodnione w moim przypadku się nie sprawdzają. Na ten temat napiszę też inny artykuł. Przekonałem się również, że „praca czyni cuda, a trening czyni mistrza”. Natomiast wiara „góry przenosi”.

 

W moim przypadku wszystko zaczęło się od wiary, że wbrew wszelkim przeciwnościom losu i naukowo udowodnionej wiedzy medycznej będę chodził normalnie. W roku 2003 ta wiara była często wystawiana na próbę, a ja się ośmieszałem mówiąc wbrew wiedzy medycznej, że będę chodził normalnie. Dziś po 14 latach jakoś nikt się ze mnie nie chce śmiać, gdyż swoim życiem, wiarą, determinacją i regularnymi ćwiczeniami pokazałem, że chorobę zwyrodnieniową stawów można pokonać, a dodatkowo osiągnąłem sprawność i siłę, która dla wielu młodych ludzi jest marzeniem ich życia.

 

W medycynie chorobę zwyrodnieniową stawów kolanowych (i innych) leczy się różnymi metodami. Każda z nich ma swoje plusy i minusy. Ja Państwu pokazałem swoją autorską metodę terapii stawów kolanowych. Dzięki temu mogą Państwo bez problemu porównać moją metodę z każdą inną metodą terapii pod względem skuteczności osiągania konkretnych efektów zdrowotnych.

 

Serdecznie pozdrawiam

Janusz Danielczyk, od maja 2017 fizjoterapeuta

Pasjonat Ruchu, www.pastjonatruchu.pl

 Toruń

KOMENTARZE

Brak komentarzy. Bądź pierwszy!

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
      1
2345678
9101112131415
16171819202122
23242526272829
3031