Gorące tematy: Wolni i Solidarni Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
72 posty 59 komentarzy

Terapia Naturalna Ruchem

Pasjonat Ruchu - różnorodne ćwiczenia i formy ruchowe przywracające zdrowie i sprawność ruchową

Dlaczego moi pacjenci chętnie ćwiczą?

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

W artykule tym podejmę próbę odpowiedzi na zagadkowe pytanie – dlaczego jedni pacjenci chętnie wykonują ćwiczenia rehabilitacyjne, a inni się przed nimi bronią?

 

Kiedy rozpoczynałem przygodę z fizjoterapią jako pasjonat ruchu przekonywano mnie, że za pomocą ruchu świata nie zwojuję, gdyż pacjenci ćwiczą bardzo niechętnie. Wg tego poglądu – pacjent nie jest zainteresowany ćwiczeniami, woli przyjmować tabletki lub korzystać ze wszystkich innych zabiegów fizykalnych jak np. masaży, kąpieli wodnych, sauny, nowoczesnych i drogich zabiegów fizykoterapii i wielu innych. Te zabiegi nie wymagają ze strony pacjenta wysiłku, a efekty wg tych przekonujących mnie osób są dużo lepsze niż z ćwiczeń.

Z kolei teraz kiedy jeżdżę po Polsce na różne specjalistyczne szkolenia dla fizjoterapeutów pojawia się podobny problem. Fizjoterapeuci wykonują swoją terapię i jako kontynuację zalecają ćwiczenia pacjentowi w domu, a pacjent z reguły nie ćwiczy lub ćwiczy bardzo niechętnie. To jest jedna strona medalu.

 

Druga strona medalu to jest taka, że kiedy ja osobiście wykonuję terapię obojętnie jaką: masaż, terapię manualną, czy kinezyterapię, to po tej terapii sam pacjent aż się garnie do ćwiczeń. Prosi mnie o ćwiczenia do domu i potem je w domu ćwiczy.

Powstaje więc naturalne pytanie dlaczego tak się dzieje?

Dla pacjenta najważniejsza jest skuteczność terapii. Tu wszystko dzieje się naturalnie. Jeśli fizjoterapeuta stosując swoją technikę sprawi, że pacjent z obolałego stanie się zdrowy i kwitnący jak róża to ta technika zwycięży. Dziś lekarze są specjalistami od leków. Fizjoterapeuci z kolei są ekspertami w wielu specjalnościach, ale rzadko który jest specjalistą od kinezyterapii. Ja natomiast specjalizuję się w kinezyterapii i tu jest istota sprawy.

 

Posłużę się tu może prostymi przykładami.

 

Przykład pierwszy

Pewnego dnia przyszła do mnie ok. 50-letnia pacjentka z bólami kręgosłupa, które jej wróciły pół roku po operacji kręgosłupa. W jej przypadku całe nadzieje z poprzednią formą leczenia bólów kręgosłupa prysły jak bańka mydlana. Po tej terapii pozostały jej tylko 10 cm blizna pooperacyjna na plecach, potworny ból kręgosłupa uniemożliwiający normalne życie i zero nadziei, że będzie lepiej, bo tabletki przeciwbólowe, które przyjmowała nie wiele pomagały. Do tego na konsultacji u neurologa dowiedziała się ona o tym, że będzie jej potrzebna druga operacja.

 

 

 

W tym stanie rzeczy obolała pacjentka przyszła do mnie. Ja jako terapię zastosowałem indywidualnie dobrane jej ćwiczenia i po 4 miesiącach wszystkie bóle kręgosłupa znikły, pacjentka normalnie funkcjonuje bez bólu, jeździ sobie na działkę rowerem i cieszy się z życia. Od pierwszego spotkania pacjentka ta regularnie ćwiczyła wszystko co jej zaleciłem.

 

Przykład drugi

Pacjentka wiek ok. 70 lat. Dręczyły ją od kilku miesięcy uporczywe bóle barku. W jej miejscu zamieszkania chodziła do różnych lekarzy i specjalistów i nikomu nie udało się tych bólów barków zlikwidować. Stan w jakim przyszła do mnie był taki, że nie była w stanie położyć dłoni na swoim pośladku. Oba barki miała zablokowane. Zrobiłem jej delikatny masaż ręki, barku i pleców, następnie za pomocą ćwiczeń biernych zacząłem jej uruchamiać bark. Kiedy pacjenta poczuła, że bark przestawał ją boleć, a zakres ruchu zaczął się powiększać – sama poprosiła mnie o ćwiczenia, które mogłaby wykonywać samodzielnie w domu. Takie ćwiczenia jej dałem. Ona ćwiczyła, a ból barku regularnie się zmniejszał, a zakres ruchu w barku systematycznie się zwiększał. W efekcie końcowym pacjentka bez problemu mogła położyć swoją rękę na pośladku w dowolny sposób i bezboleśnie ruszać obiema rękoma.

 

Przykład trzeci

Pacjentka wiek 78 lat. Lekarz medycyny, internista. Przykład ten wydaje się niewiarygodny, choć prawdziwy. Pacjentka ta miała dwa problemy. Jeden dotyczył zaawansowanych zwyrodnień stawów kolanowych – miała je już zablokowane, drugi kręgosłupa. Zwyrodnienia stawów kolanowych z roku na rok się pogłębiały, a bóle kręgosłupa dokładały swoje. W efekcie końcowym w ciągu ostatnich 2 lat wzrost pacjentki obniżył się aż o 6 cm. Kolana miała zgięte w kształcie litery X oraz silnie zrotowane do wewnątrz. Sylwetka była silnie zgarbiona, a chód nienaturalny (brak ruchomości w stawach kolanowych) i bolesny. W tym stanie rzeczy zastosowałem odpowiednio dobrane ćwiczenia. Pokazałem pacjentce jak ma ćwiczyć, co ma ćwiczyć i na czym się skupić. Wszystko się działo w sanatorium. Na sali kinezyterapii mogłem jej poświęcić 30 minut na zajęciach indywidualnych. Lecz to co działo się poza salą, to już przerasta wszelkie standardy sanatoryjne. Pacjentka ta, jak poczuła, że moja terapia jej pomaga, to zaczęła chodzić dokładnie tak, jak jej pokazałem. Chodziła w każdej wolnej chwili po korytarzach jak modelka. Średnio dziennie na ćwiczenia przeznaczała ok. 4-6 godzin, albo nawet i dłużej. Efekt końcowy pobytu w sanatorium była taki, że udało się uruchomić oba stawy kolanowe, urosła 2 cm (sylwetka się wyprostowała), zgięcie w stawach kolanowych się zmniejszyło, przykurcze nóg zaczęły puszczać, pacjentka zaczęła swobodnie chodzić bez bólu. Na koniec pobytu pacjentka ta zrobiła mi taki wpis do księgi gości na pamiątkę.

 

 

 

Pozostaje jeszcze kolejny temat – to osobiste doświadczenie terapeuty z ruchem (kinezyterapią).

W moim przypadku mam ten komfort, że za pomocą ruchu wyleczyłem swoje problemy z kręgosłupem, stawami kolanowymi, łokciami i wiele innych dolegliwości chorobowych. Z racji tej, że pracuję w sanatorium, to mam przegląd osób, które przyjeżdżają do sanatorium z różnymi problemami dotyczącymi właśnie kręgosłupa, kolan, barków i wielu innych schorzeń. Patrząc na ich stan zdrowia wiem, że średnio 80-90% pacjentów których obsługuję ma stan zdrowia, który był marzeniem mego życia przez kilka lat z rzędu. Więc jakkolwiek wydaje się tym pacjentom, że są chorzy, to 80-90% z nich, ma stan zdrowia duuuuuuuuuuuuuuuużo lepszy od mego stanu zdrowia, z którego ja zaczynałem powrót do swego zdrowia i powrót do młodości. Moim lekarstwem był ruch i nadal jest ruch. Mogę im z marszu pokazać efekty zdrowotne terapii ruchem, chociażby taki mostek, który wykonuję bez większego przygotowania – niemal z marszu w każdej chwili.

 

 

Pacjent więc namacalnie widzi potęgę leczniczą ruchu na moim osobistym przykładzie, a potem tę samą potęgę odczuwa na swoim ciele, gdyż za pomocą ruchu ja likwiduję pacjentowi bóle, przywracam mu sprawność i zdrowie.

 

Nie ma się co dziwić, że moi pacjenci chętnie ćwiczą. Nie każdy pacjent ma ochotę zrobić mostek, czy chodzić na rękach, ale każdy pacjent chce pozbyć się bólu i zrobi wszystko by tego bólu się pozbyć. Ja to potrafię zrobić za pomocą ruchu, więc uczę ich jak pozbywać się bólu za pomocą ruchu. Natomiast jeśli jakiś pacjent zechce robić mostki, czy chodzić na rękach, to nic nie stoi na przeszkodzie. Po prostu określamy cele, jakie pacjent chce osiągnąć i bierzemy się do pracy. Moje hasło: „Trening czyni mistrza, a praca czyni cuda w tym przypadku idealnie się sprawdza”.

 

Pasjonat Ruchu

 

Pasjonat ruchu

Janusz Danielczyk

www.pasjonatruchu.pl


 

KOMENTARZE

Brak komentarzy. Bądź pierwszy!

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
    123
45678910
11121314151617
18192021222324
25262728293031