Gorące tematy: Wolni i Solidarni Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
78 postów 67 komentarzy

Terapia Naturalna Ruchem

Pasjonat Ruchu - różnorodne ćwiczenia i formy ruchowe przywracające zdrowie i sprawność ruchową

Myślenie inżynierskie w fizjoterapii

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

Przez wiele lat zastanawiałem się nad istotą wyjątkowej skuteczności moich indywidualnych terapii fizjoterapeutycznych w porównaniu do innych terapii

 

Przez wiele lat zastanawiałem się nad istotą wyjątkowej skuteczności moich indywidualnych terapii fizjoterapeutycznych w porównaniu do innych terapii, a nawet stricte do leczenia prowadzonego przez lekarzy specjalistów. Zadziwiające było to, że tam gdzie lekarze specjaliści poddawali się, ja dopiero zaczynałem swoją pracę i się rozkręcałem usprawniając pacjentów, przywracając im zdrowie i ochraniając przed endoprotezami, czy różnymi operacjami kręgosłupa.

 

Wydaje mi się, że w moim przypadku istota wyjątkowej skuteczności leży w dwóch aspektach.

Pierwszy to sam musiałem wyleczyć siebie z różnorakich chorób, w których lekarze byli bezradni, albo ich skuteczność leczenia była daleka od moich oczekiwań. W tym przypadku rzymska maksyma „lekarzu ulecz samego siebie” idealnie w moim przypadku się sprawdza. Jeśli potrafisz uleczyć samego siebie, to masz dużo większe szanse pomóc innym osobom, niż ktoś kto o chorobie nauczył się z książki lub wykładu. Dzięki temu, że przebyłem wiele różnorakich chorób i wyleczyłem siebie za pomocą samoleczenia, doskonale wyczuwam, jak się pacjent czuje w każdym momencie terapii. Czuję to na początku, kiedy przychodzi do mnie obolały i bezradny, bo ja też przez wiele miesięcy, albo nawet i lat byłem taki sam bezradny, jak ten pacjent. Doskonale również wiem, jaką drogę powrotu do zdrowia pacjent musi przejść, gdyż sam te drogę przechodziłem i to wielokrotnie.

 

Aspekt drugi to moje niekonwencjonalne podejście do fizjoterapii i leczenia. Na początku, ponieważ nie miałem wykształcenia medycznego, będąc jednocześnie absolwentem i mgr fizyki - fundamentem moich terapii były odwieczne prawa fizyki, które rządzą pracą naszego organizmu. Drugi fundament to ogromna wiara w sukces terapeutyczny, jakikolwiek by on nie był. W moim przypadku dosłownie wiara zdziałała wielokrotnie cuda. Obecnie mając wykształcenie medyczne zauważam, że medycyna często rządzi się swoimi prawami zapominając często w swoich metodach leczniczych, że najpierw była fizyka, a dopiero od niedawna dopiero powstała biochemia, jako oddzielna nauka. Efekt – w wielu chorobach podejście biochemiczne zdaje egzamin i pacjent szybko zdrowieje. Jednak również w wielu innych chorobach podejście biochemiczne się nie sprawdza. Stan zdrowia pacjenta się nie poprawia. W tym przypadku doskonale sprawdzają się prawa fizyki. Przykład choroby zwyrodnieniowe, najprzeróżniejsze bóle kręgosłupa i narządu ruchu i wiele innych. Jako absolwent fizyki i jednocześnie jej pasjonat miałem do swoich chorób zwykłe inżynierskie podejście. Dla mnie choroba, to był tylko problem inżynierski, który należało rozwiązać. Oczywiście w momencie startu nie miałem pojęcia jak ten problem inżynierski rozwiązać. Jednak w inżynierii obowiązuje prosta zasada, że „jeśli dziś nie znamy rozwiązania problemu to nie jest to równoznaczne z tym, że problemu nie da się rozwiązać”. Należy tylko w odpowiedni sposób szukać rozwiązania i rozwiązanie to prędzej czy później się znajdzie. W szkole średniej, na studiach, a potem przez całe swoje życie poznałem tysiące sposobów naukowego rozwiązywania problemów. Dzięki temu tylko kwestią czasu było kiedy uda mi się daną jednostkę chorobową pokonać. Chcę cały czas podkreślić, że wtedy nie miałem wykształcenia medycznego, więc jedynym moim lekarstwem były tylko ruch i wiara. Przez lata dopracowałem je do perfekcji i wystarczyły mi one do tego by siebie skutecznie wyleczyć z chorób, które dziś wydają się być nieuleczalne.

 

Przykładem może być moja choroba zwyrodnieniowa kolan, którą u mnie zdiagnozowano w 2003 roku. Lekarze nie potrafili sobie z nią poradzić. Byli po prostu bezradni. Skuteczność leczenia tej choroby była symboliczna. Fizycznie nie byłem w stanie postawić nawet jednego kroku normalnie przy pełnym obciążeniu, gdyż przy pełnym obciążeniu nogi pojawiał się w kolanie lawinowo narastający ból, który w skali bólowej 1-10 można określić jako daleko poza tą skalą. Maksymalny kąt zgięcia w stawie kolanowym w ruchu biernym w pozycji leżącej na brzuchu był gdzieś na poziomie 45 stopni. Dalsza próba biernego powiększenia zakresu ruchu powodowała lawinowo narastający ból w kolanie przypominający wyłamywanie kolana.

 

W tym stanie rzeczy ja nie mając nic do stracenia przystąpiłem do samoleczenia. Do tematu podszedłem po inżyniersku. Inżynierska sytuacja początkowa była taka – nie mogłem chodzić. Zatem - jako inżynier - musiałem znaleźć sposób, abym mógł chodzić normalnie. Lekarz stosował standardy medyczne, których nauczył się na uczelni i przegrał z chorobą. Ja z kolei nie miałem pojęcia o medycynie, więc nie znałem żadnego standardu. Natomiast jako „inżynier”, a dokładniej, jako absolwent i magister dziennych studiów fizyki wiedziałem, że istnieje rozwiązanie tego problemu, tylko w tamtym momencie nie miałem pojęcia jakie jest to rozwiązanie. Rozwiązanie to znalazłem i wygrałem z chorobą. Opisywanie moich metod inżynierskich samoleczenia wywodzących się z fizyki mija się z celem, gdyż na jednej stronie nie jestem w stanie opisać tego, co robiłem ze sobą przez 14 lat. Opiszę natomiast efekt końcowy mojej pracy inżynierskiej.

 

Otóż dzięki samoleczeniu w tej chwili po 14 latach samolecznia mogę nie tylko postawić jeden krok normalnie, ale również mogę normalnie chodzić, biegać, skakać i tańczyć. Osiągnąłem pełny zakres ruchu w stawie kolanowym, który w moim przypadku wynosi 180 stopni, a w niektórych pozycjach nawet i więcej niż 180 stopni, co ładnie widać na zdjęciu.

 

 

Dodatkowo swoje stawy kolanowe tak uelastyczniłem, że bez problemu wykonuję figurkę lotos z jogi nie tylko na podłodze, ale również na podwieszkach. Co dość imponująco wygląda na zdjęciu.

 

 

Wykonuję też trudniejsze figurki, o których napiszę w innych artykułach. Obecnie różni ludzie i instytucje zapraszają mnie na prezentacje i wykłady z zakresu Edukacji Zdrowotnej, gdzie zarażam ludzi wiarą i nadzieją w to, że choroby zwyrodnieniowe da się pokonać. Opowiadam im swoją historię powrotu do zdrowia i na żywo robię pokazy tego, co udało się zrobić z moim ciałem dzięki dwóm lekarstwom ruchowi i wierze.

 

Pisząc ten artykuł chciałem pokazać, że fizjoterapia w moim wydaniu ma niewiele wspólnego ze schematami, które przekazuje się mi na uczelni. Owszem schematy, które nauczyłem się na uczelni bardzo ułatwiają terapię i wielu sytuacjach się sprawdzają. Jednak tam, gdzie one zawodzą, to moje inżynierskie podejście do fizjoterapii w każdej jednostce chorobowej sprawia, że bardzo często osiągam spektakularne efekty zdrowotne.

 

Jest jeszcze coś, co pacjenta często przekonuje do moich metod inżynierskich. Doskonale czuję bezradność i psychikę pacjenta, gdyż w swoim życiu sam przez wiele miesięcy byłem takim samym nieporadnym pacjentem, jak każdy pacjent. Mało tego, w zasadzie w 80-90% przypadków realny stan zdrowia pacjenta był przez wiele miesięcy marzeniem mego życia, by być tak sprawnym i zdrowym jak jest pacjent, który przyszedł do mnie na terapię. Rzadko kiedy spotykam pacjenta, którego stan zdrowia jest gorszy od tego, w jakim ja byłem. Więc skoro mi się udało osiągnąć tak wielki progres zdrowotny, to są duże szanse, że również uda się to pacjentowi.

 

Tym pozytywnym artykułem życzę wszystkim moim czytelnikom wszystkiego najlepszego w Nowym 2018 roku oraz dużo zdrowia, radości

 

 

 

Pasjonat Ruchu

Janusz Danielczyk

www.pasjonatruchu.pl

Prywatny Gabinet Terapii Naturalnych

 

 

 

KOMENTARZE

Brak komentarzy. Bądź pierwszy!

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
      1
2345678
9101112131415
16171819202122
23242526272829
30