Gorące tematy: Wolni i Solidarni Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
84 posty 74 komentarze

Terapia Naturalna Ruchem

Pasjonat Ruchu - różnorodne ćwiczenia i formy ruchowe przywracające zdrowie i sprawność ruchową

Fizjoterapia inżynierska VS zawroty głowy

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

W poście tym zaprezentuję efekty zdrowotne wykorzystania fizjoterapii inżynierskiej w terapii zawrotów głowy

 

W listopadzie 2017 zadzwonił do mnie 25-letni syn i skarżył się na zawroty głowy, które powstały z dnia na dzień. Zawroty głowy były na tyle silne, że syn na prostej drodze się przewracał, a w pozycji leżącej „odpływał”, czyli tracił przytomność. Powstało pytanie co z tym fantem zrobić? Odesłałem syna do swego znajomego masażysty od masażu Yumeiho i medycyny chińskiej. Masażysta zrobił wszystko co potrafił, ale 100% efektu zdrowotnego nie uzyskał, bo zawroty głowy nawracały. Nadal nurtującym było pytanie co dolega synowi i jakie dalsze leczenie należy zastosować?

 

Rozważaliśmy opcje zapisania syna do neurologa i zrobienia szczegółowych badań neurologicznych. Jednak świat medycyny to zupełnie inny świat, gdzie nikomu nigdzie się nie spieszy i najbliższa pierwsza wizyta do neurologa została ustalona na początek lutego 2018. Ponieważ syn musiał normalnie funkcjonować, więc nie czekając na wizytę sam zastanawiałem co dolega memu synowi? Zastosowałem więc swoją twórczą myśl inżynierską. Wg mojej wiedzy anatomicznej w grę wchodziło kilka opcji. Ośrodkami odpowiedzialnymi za zawroty głowy są głównie: błędnik, móżdżek oraz dziwaczne naciski w samym mózgu.

 

Więc były tylko trzy możliwe rozwiązania inżynierskie. Pierwsze w wyniku jakichś okoliczności został uciśnięty któryś z nerwów i w wyniku ucisku zakłócał prawidłowe działanie błędnika, móżdżku lub nawet mózgu. Druga opcja była taka, że syn ma z nieznanego powodu uszkodzony błędnik, móżdżek lub jakiś obszar mózgu. Trzecia opcja była taka, że syn ma jakiegoś guza mózgu (nowotwór). Gdyby prawdziwa była opcja druga i trzecia, to prawdopodobnie mój masażysta nie osiągnąłby pozytywnego częściowego efektu zdrowotnego. Zatem była szansa, że pierwsza opcja jest prawdziwa. W tym przypadku jedyna możliwość sprawdzenia tej opcji była taka, że sam osobiście musiałbym wykonać masaż głowy i szyi synowi, gdyż nikt mu nie poświęci tyle czasu i zaangażowania co ja. I z drugiej strony nikt nie stosuje mojej fizjoterapii inżynierskiej.

 

Nadarzyła się akurat okazja, bo syn przyjechał do mnie na początku grudnia. Sprawdziłem palpacyjnie napięcia na jego ciele od stóp aż po czubek głowy centymetr po centymetrze. Tych naprężeń było bardzo dużo, więc przystąpiłem do ich usuwania. Masaż trwał ok. godziny. Efekt był taki, że syn poczuł się zdecydowanie lepiej, ale po kilku dniach zawroty głowy zaczęły nawracać. Więc żona moja zaczęła panikować, że w grę raczej wchodzi opcja druga lub trzecia z guzem mózgu włącznie i nalegała na wizytę u neurologa. Jednak w mojej inżynierskiej fizjoterapii jeden masaż to lepiej niż nic, ale to nie jest pełna rehabilitacja. Czułem pod palcami, że nie udało mi się wszystkich miejsc rozluźnić w sposób taki, w jaki bym chciał je rozluźnić. Brakowało mi kolejnych masaży, ale syn musiał wyjechać. Więc czekałem spokojnie, aż przyjedzie następnym razem.

 

Syn przyjechał na Boże Narodzenie. Wtedy mieliśmy dużo czasu i nikt nas nie gonił. Na spokojnie zrobiłem całą diagnostykę palpacyjną od początku i centymetr po centymetrze rozluźniałem całe ciało. Najbardziej skupiłem się na szyi i głowie, gdyż tam przebiega nerw błędny i wszelkie inne połączenia nerwowe z mózgiem, móżdżkiem i błędnikiem. Wiedziałem tyle, że trafienie idealnie w miejsce ucisku graniczy z cudem. Z drugiej strony przy moim wszechstronnym masażu prędzej czy później musiałem trafić na to miejsce. Było to tylko kwestią czasu. Pierwszy dzień poświęciłem na przygotowania ciała syna do moich ekstremalnych form uciskowych. Należy przez to rozumieć terapię punktów spustowych, w której ból przekracza skalę 10, a pacjent musi to wytrzymać i dodatkowo się rozluźnić podczas bólu. Syn poczuł się lepiej. Drugiego dnia popracowałem na ciele syna mniej więcej na 50-80% swoich możliwości kontynuując przygotowania ciała syna do kolejnego masażu. Dzięki temu ciało syna było już przygotowane do mego właściwego masażu. Syn poczuł się jeszcze lepiej. Trzeciego dnia popuściłem sobie wodze fantazji i myślą oraz czynem (masażem) drążyłem miejsca, w których teoretycznie przebiegają nerwy łączące się z błędnikiem, móżdżkiem i mózgiem oraz miejsca okoliczne w promieniu 20 cm. W ten sposób bardzo precyzyjnie, w niektórych miejscach nawet milimetr po milimetrze, stosowałem zamiennie różne formy terapii manualnych tkanek miękkich , masażu i ćwiczeń biernych w tym m.in. masaż tkanek głębokich, terapię punktów spustowych, starosłowiański masaż brzucha, masaż tajski, własne techniki masażu i ćwiczenia bierne szyi.

 

Syn wszystko dzielnie znosił, a ja czułem pod palcami, jak ciało jego w każdym miejscu się rozluźnia. Po jakiejś godzinie syn wykrzyknął – TATO PUŚCIŁO. W tym momencie jak za pociągnięciem czarodziejskiej różdżki wszelkie objawy zawrotów głowy znikły. Poprosiłem syna by się poruszał, poprzyjmował pozycje, w których pojawiały się dotąd zawroty głowy. Zero dolegliwości, zero zawrotów głowy. W ten sposób teoretycznie i praktycznie pokazałem potęgę fizjoterapii inżynierskiej oraz potęgę zdrowotną terapii manualnej tkanek miękkich, masażu i ćwiczeń biernych. Dziś jest 21 stycznia – nadal zero dolegliwości, żadnych zawrotów głowy.

 

 

 

Janusz Danielczyk

Szkoła Zdrowego Kręgosłupa
Pasjonat Ruchu

www.pasjonatruchu.pl

Prywatny Gabinet Terapii Naturalnych

KOMENTARZE

Brak komentarzy. Bądź pierwszy!

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
  12345
6789101112
13141516171819
20212223242526
2728293031