Gorące tematy: Wolni i Solidarni Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
84 posty 74 komentarze

Terapia Naturalna Ruchem

Pasjonat Ruchu - różnorodne ćwiczenia i formy ruchowe przywracające zdrowie i sprawność ruchową

Zespół cieśni nadgarstka to nie problem

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

W artykule opiszę jak pokonałem zespół cieśni nadgarstka.

 

Dziś wiele osób boryka się z problemami dyskopatii kręgosłupa odcinka lędźwiowego i szyjnego. Na forach i grupach czytam wiele dramatycznych opisów o ich stanie zdrowia. Jednych dręczy ból, innych drętwienia i mrowienia w różnych częściach ciała, a leczenie jest nieskuteczne. Pacjenci są na skraju załamania i nie wiedzą co robić, bo w oczach mają operację kręgosłupa, opinie lekarzy w tym samym temacie są sprzeczne. Powstaje pytanie, co w takiej sytuacji możemy zrobić i jakie są rokowania na przyszłość? Przypomina mi to, moje dramatyczne chwile z czasów, kiedy sam byłem chory i bolał mnie kręgosłup.

 

Te problemy sprawiły, że odgrzebałem swoje zdjęcie RTG kręgosłupa szyjnego z 2012 roku - miałem wtedy 52 lata i drętwienia 3 palców prawej ręki typowe dla zespołu cieśni nadgarstka. W tym stanie rzeczy te palce były "nie moje" i fizycznie nie byłem w stanie kliknąć myszką od komputera. Ręka mnie nie słuchała. Przez parę miesięcy myszką pracowałem lewą ręką, również drzwi za pomocą klucza otwierałem lewą ręką bo prawa była niesprawna. Poza pacjentami po udarach mózgu nie spotkałem jeszcze nikogo, kto by miał tak zdrętwiałe palce, jak moje, że nie były w stanie wykonać delikatnego ruchu kliknięcia myszką od komputera. Jakie są standardowe rokowania takiego schorzenia i to w takim stanie? Raczej marne, chyba, że się wstawi implant w miejsce zwężenia i blachy w kręgosłup, aby wrócić do naturalnej lordozy pod warunkiem, że to coś pomoże. W tych kategoriach dziś myśli wielu lekarzy i pewnie fizjoterapeutów. W odpowiedzi na to zastosowałem własną autorerapię opartą na odpowiednio dawkowanym ruchu. Efekty zdrowotne każdy zna, kto śledzi mój rozwój. Minęło 6 lat autoterapii. Jest maj 2018. Drętwień żadnych nie mam. Ręka prawa i jej palce są w 100% sprawne, słuchają mnie wykonując bardzo precyzyjne i delikatne ruchy. A oprócz tego akurat 6 maja 2018 ustanowiłem swój rekord akrobatyczny życiowy przechodząc przewrotem w tył o prostych nogach do stania na głowie. Jak moje doświadczenie pokazuje - nasz organizm ludzki ma nieprawdopodobne i niezbadane do końca możliwości regeneracyjne. Wszystko zależy od naszego nastawienia i pracy, jaką włożymy w walkę o własne zdrowie.

 

 

Badania RTG

 

 

 

Efekt zdrowotny: wersja foto:

 

 

 

 

 

Efekt zdrowotny wersja wideo:

https://www.youtube.com/watch?v=pDYYdGmGsEw

 

 

Jak do tego doszedłem?

 

Wiele osób pyta mnie jak do tego doszedłem, że w tak spektakularny sposób pozbyłem się zespołu cieśni nadgarstka?

Odpowiedź jest trochę skomplikowana, gdyż każda osoba począwszy od pacjenta poprzez fizjoterapeutów, lekarzy, ortopedów, neurologów oraz neurochirurgów chcieliby usłyszeć jakiś logiczny, sensowny ciąg zdarzeń. W moim przypadku tak nie było. Był rok 2012. Wtedy o medycynie można powiedzieć, że nie miałem zielonego pojęcia. Moja wiedza medyczna oparta była na tym, co oferowali mi wykształceni lekarze i fizjoterapeuci. Wtedy oni byli dla mnie autorytetami medycznymi. Bardziej dokuczały mi stawy kolanowe bo niemiłosiernie bolały oraz odcinek lędźwiowy kręgosłupa, który również bólowo dawał mi się we znaki uprzykrzając codzienne życie. W przypadku zespołu cieśni nadgarstka jakichś zniewalających bólów nie miałem tylko drętwienia, które sprawiały, że 3 palce prawej ręki były „nie moje” i fizycznie nie byłem w stanie kliknąć myszką. Można powiedzieć miałem trzy tematy jednocześnie. Bóle stawów kolanowych, bóle kręgosłupa odcinka lędźwiowego, bóle pleców, bóle karku oraz zdrętwiałe trzy palce prawej ręki. Z czasem dołączyło nadciśnienie i choroba niedokrwienna serca. Wtedy w latach 2000-2012 zawodowo zajmowałem się przepisywaniem tekstów na komputerze oraz grafiką komputerową spędzając w zależności od sezonu po 12-16 godz. dziennie przy komputerze, czasami nawet pracowałem po 20 godz. dziennie przy komputerze. Sam się dziwię, jak takie przeciążenia wytrzymywałem, ale jakoś wytrzymałem. Brak możliwości pracy myszką prawą ręką pokonałem w ten sposób, że pracowałem myszką lewą ręką. Dziś medycznie nazwano by to odciążeniem ręki chorej. Czy było mi wygodnie? W żaden sposób nie było mi wygodnie. Lewa ręka pracowała w sposób daleki od oczekiwań, ale pracowałem lewą ręką innej możliwości nie było.

 

 

Czy wykonywałem jakieś specjalne ćwiczenia rehabilitacyjne? Do listopada 2011 nie wykonywałem żadnych ćwiczeń rehabilitacyjnych. Moją zmorą były bóle kolan (choroba zwyrodnieniowa stawów kolanowych), bóle kręgosłupa odcinka lędźwiowego (dyskopatia), bóle pleców. Z tymi właśnie problemami zgłosiłem się do lekarzy. Lekarze robili wszystko co było w ich mocy zgodnie z ówcześnie panującymi standardami medycznymi. Efekt jaki udało im się uzyskać był taki, że na 3-6 miesięcy bóle kręgosłupa wyraźnie malały lub znikały całkowicie po to, aby po tym czasie spontanicznie wrócić i uprzykrzać mi dalej życie.

 

 

Na drętwienia palców ich terapia nie miała żadnego wpływu. Mój stan zdrowia pozwalał na wykonywanie jedynie czynności życia codziennego. Jednak pracować mogłem jedynie na poziomie 20-30% moich możliwości. Bóle kręgosłupa odcinka lędźwiowego samoistnie nawracały mi średnio co 3-6 miesięcy uprzykrzając mi codzienne życie i uniemożliwiając mi normalną pracę zawodową przy pełnej wydajności ani jako fotografa, ani jako grafika komputerowego, a tym bardziej jako nauczyciela tańca. W tym stanie zdrowotnym zastanawiałem się w jakim kierunku iść czy w kierunku renty inwalidzkiej, czy też w kierunku zdrowia. Każdy z tych kierunków ma swoje plusy i minusy oraz pewną drogę, jaką należy wykonać aby uzyskać określony efekt końcowy. Ostatecznie wybrałem kierunek powrotu do pełni zdrowia tylko nie miałem zielonego pojęcia jak to zdrowie osiągnąć.

 

Zawiedziony nieskutecznością leczenia i mocno zrażony do służby medycznej postanowiłem wziąć życie w swoje ręce i tak jak stałem nie mając zielonego pojęcia o medycynie podjąłem decyzję, że wrócę do zdrowia. Intuicyjnie czułem, że jedynym sensownym lekarstwem jest dla mego organizmu ruch. Czułem, że muszę ćwiczyć 3-4 razy w tygodniu regularnie. Problem był tu mentalny. Bo jak zmusić swój organizm do regularnych ćwiczeń? Trzeba było znaleźć odpowiednią motywację. Szukałem różnych naukowo uzasadnionych motywacji, ale żadna nie wypaliła. Wciąż przegrywałem ze sobą. W końcu analizując swoje życie odkryłem, że w młodości w wieku 12-18 ćwiczyłem sam dla siebie. Były to różne formy amatorskiej gimnastyki, akrobatyki, trochę karate, judo. Byłem wtedy ogromnym zapaleńcem tych ćwiczeń i wiele czasu spędzałem na ćwiczeniach. Dziś można by powiedzieć, że ćwiczyłem coś w rodzaju z pogranicza kalisteniki, street workout, kulturystyki bez sterydów, gimnastyki, akrobatyki, ćwiczenia na drążku. Problem był jednak taki, że ostatnie regularne ćwiczenia realizowałem w wieku 20 lat, a potem nic z tych rzeczy.

 

 

 

W 2011 roku miałem 51 lat, najlepsze lata świetności już dawno za sobą. Stan siłowy i kondycyjny beznadziejny. Jakby tego było mało, to ekstra dodatkowo miałem 15 kg nadwagi, nadciśnienie i chorobę niedokrwienną serca. Ta choroba dawała mi się we znaki dość mocno, ponieważ już po 50-100 metrach szybkiego marszu miałem zatykanie w gardle typowe dla choroby wieńcowej. Próba wysiłkowa, jaką przeprowadziłem sobie w listopadzie 2010 roku wypadła katastrofalnie. Próbując przebiec zwykłym truchtem tak daleko, jak tylko dam radę – fizycznie byłem w stanie przebiec odcinek od latarni do latarni, czyli jakieś 15-20 metrów. Po czym brak tchu, silne bóle w klatce piersiowej, ogólny wielki strach w oczach i niemożność wykonania kolejnego kroku sprawiły, że próbę musiałem przerwać. Po tym „ogromnym” wysiłku cały wieczór miałem z głowy i powolutku dochodziłem fizycznie i psychicznie do siebie. Nie wiedziałem, czy mam już zawał, czy stan przedzawałowy. W każdym razie zrozumiałem, że byłem tak słaby, że zwykłym truchtem fizycznie nie byłem w stanie obiec nawet wokół placu zabaw dla dzieci, które mieści się na podwórku.

 

 

Jednak intuicyjnie czułem, że abym regularnie ćwiczył, muszę MENTALNIE wrócić do czasów swojej młodości. Tak też zrobiłem. W tym stanie rzeczy w listopadzie 2011 roku podjąłem decyzję, że nie mając pojęcia o medycynie sam siebie wyleczę z dolegliwości bólowych kręgosłupa. Jako cel zdrowotny postawiłem sobie wysoką poprzeczkę – chciałem na 60-lecie swoich urodzin przejść całą salę gimnastyczną o wielkości boiska do siatkówki wzdłuż, czyli długość ok. 20 metrów. Abym przeszedł na rękach taką odległość to innej możliwości nie było – musiałem mieć zdrowy kręgosłup. Patrząc z boku w sposób nawet najbardziej stonowany, to każdy profesjonalista medyczny uzna, że ówczesny mój pomysł przejścia na rękach 20 metrów był delikatnie mówiąc absurdalny. Jednak to mnie nie interesowało. Postanowiłem zawalczyć o swoje zdrowie.

 

Psychicznie i mentalnie trafiłem idealnie w swoją osobowość. Wyobraźnią stałem 12-18-letnim chłopakiem, który codziennie ćwiczył hantlami, na drążku, chodził na rękach i mnóstwo czasu spędzał na świeżym powietrzu. Wyobraźnia zaczęła mi działać, a intuicja z czasów młodości zaczęła mi podpowiadać co jest dobre dla mego organizmu, a co złe. Rozpocząłem regularne ćwiczenia. Na początku zająłem się bólami odcinka lędźwiowego. Przy cały dzień w każdej wolnej chwili przyjmowałem pozycje ciała, w których mnie odcinek lędźwiowy najmniej bolał. Dziś medycznie nazwano by to przyjmowaniem pozycji ułożeniowych oraz naukę samoświadomości własnego ciała.

 

 

Po pół roku bóle odcinka lędźwiowego mi znikły. Ostatnie bóle odcinka lędźwiowego miałem w lutym 2012 roku. Potem doszedłem do wniosku, że brakuje mi wiedzy z zakresu ruchu – dziś nazwano by to, że brakowało mi wiedzy z zakresu kinezyterapii. W związku z powyższym zapisałem się na kursy instruktorskie fitness po to, aby poznać zasady i prawa związane z ruchem (kinezyterapią). Uczyłem się zasad ruchu od instruktorów, którymi byli mistrzowie, wicemistrzowie Polski w kulturystyce, gimnastyce oraz od ich trenerów oraz od wykładających fizjoterapeutów, a nawet od uczestników tych kursów, gdyż wielu z nich to byli pasjonaci ruchu. W ten sposób ukończyłem kilka specjalności kursów instruktorskich: fitness nowoczesne formy gimnastyki, ćwiczenia siłowe, Body Logistic Systems.

 

Ukończyłem też kurs trenera Body Fitness. Z racji wieku zapisałem się na kurs profilaktyka zdrowotna 50+ wg autorskiego programu prof. Janusza Szopy. Każdy z tych kursów dawał mi wiedzę z zakresu doboru ćwiczeń, a ich realizacja w praktyce tylko pogłębiała moją samoświadomość własnego ciała. W latach 2014-2015 pod okiem tego profesora ukończyłem kurs instruktorski Hatha Jogi. Na kursie tym na zaliczenie musiałem nauczyć się stania na głowie, którego przedtem nigdy w życiu nie robiłem. Ale wyobraźnia działała. Byłem jednak w swoich czasach młodości i stanie na głowie nauczyłem się robić, co oznacza, że w wieku 55 lat pierwszy raz w życiu wykonałem stanie na głowie.

 

Jak ma się do tego zespół cieśni nadgarstka? Otóż jakichś przesadnie wyizolowanych ćwiczeń na zespół cieśni nadgarstka nie wykonywałem. Raczej były to ćwiczenia ogólnorozwojowe łączące w sobie taniec, kulturystykę, fitness oraz jogę.

 

Kursy fitness dały mi doskonałą wiedzę z zakresu ruchu oraz prowadzenia treningu jednak czułem niedosyt. Były one stworzone głównie dla ludzi młodych i zdrowych. Ja jednak miałem swój wiek i byłem osobą, która chciała wrócić do pełni zdrowia i sprawności. W związku z powyższym w roku 2013 rozpocząłem studia medyczne z fizjoterapii. Tutaj licencjat poświęciłem na szukanie odpowiedzi dlaczego udało mi się wrócić do zdrowia, pomimo beznadziejnej sytuacji startowej. Odpowiedź udało mi się znaleźć.

 

 

Obecnie realizuję swój kolejny absurdalny pomysł, wywracający trochę medycynę do góry nogami, w którym to chcę zatrzymać procesy starzenia się i wrócić pod względem siły i sprawności do czasów młodości. Medycznie jest to niemożliwe. Wg medycyny procesy starzenia się poprzez regularne ćwiczenia, styl życia, odpowiednią dietę można tylko spowolnić, ale nigdy w życiu zatrzymać. I choć teoria procesu starzenia się i badania naukowe prowadzone w tym kierunku są jednoznaczne, to w moim przypadku udało mi się zatrzymać, a nawet cofnąć procesy starzenia się mego organizmu. Od kilku lat jako facet po 50-tce, co roku ustanawiam swoje nowego rekordy życiowe siłowo-sprawnościowe. W pewnych tematach jestem nawet silniejszy i sprawniejszy niż w czasach swojej młodości.

 

Ostatecznie dzięki kilkuletnim regularnym ćwiczeniom i samoświadomości mego ciała zespół cieśni nadgarstka zniknął. Bóle kręgosłupa znikły. Stawy kolanowe – pracują niemal jak nowe. Nadciśnienie – znikło. Ostatnio miałem 117/85. Choroba wieńcowa znikła. Jedynym świadectwem tego, że byłem dramatycznie chory są tylko dokumentacja medyczna oraz świadkowie, którzy mnie wtedy widzieli.

 

Na pytanie o tajemnicę mego sukcesu zdrowotnego dziś jako fizjoterapeuta mogę odpowiedzieć tylko tyle, że fundamentem wszelkiego sukcesu jest wiara w to, że sukces nastąpi (odzyska się zdrowie i się o nie zawalczy). Od tego się wszystko zaczyna, a potem tylko praca, praca i praca nad swoim zdrowiem. Musimy odkryć i zmienić swój chory styl życia na zdrowy. Natomiast konkretna forma rehabilitacji ma niejako drugorzędne znaczenie. Oczywiście w medycynie i w praktyce są i będą spory, która terapia jest lepsza. Jedni twierdzą, że taka, inni , że inna terapia jest lepsza od innej. Bez wiary w sukces i zmiany stylu życia żadna rehabilitacja nie pomoże. Natomiast w drugą stronę patrząc – to na moim przykładzie widać, że możliwości regeneracyjne naszego organizmu są nieprawdopodobne i na dobrą sprawę nikt nie wie, jaką potęgę ma ogromna wiara w to, że się wyzdrowieje. Mówi się, że wiara góry przenosi, a mój przykład tylko to potwierdza.

 

Być może fani nauki będą trochę zawiedzeni. Nie podaję konkretnych ćwiczeń, które wykładane są na uczelni. U mnie największą rolę w powrocie do zdrowia odegrała niezachwiana wiara w to, że niezależnie od tego, jak beznadziejna była moja sytuacja zdrowotna – do tego zdrowia wrócę. Natomiast konkretne ćwiczenia, które wykonywałem wychodzą poza granice tego, co nam przekazuje się na studiach medycznych. Jest ich tysiące i tysiące godzin spędzonych na sali i poza salą na ćwiczeniach. To była moja walka o moje zdrowie. Tę walkę wygrałem i nadal wygrywam wprowadzając w zdumienie środowisko medyczne nieprawdopodobną skutecznością mojej autoterapii, a przede wszystkim spektakularnymi efektami zdrowotnymi.

 

 

Swoim przykładem pokazałem i nadal pokazuję w praktyce, że samoświadomość własnego ciała, życie zgodnie z zasadami fizjologii i biochemaniki naszego ciała plus odpowiednio dobrany regularny ruch są najlepszą, najskuteczniejszą i najtańszą formą odzyskania zdrowia oraz jego utrzymania przez swoje życie. Nie znam nikogo, kto za pomocą standardowo prowadzonego leczenia zespołu cieśni nadgarstka, jakiejś specjalnej cudownej diety, farmakoterapii, czy innych terapii jest w stanie w wieku 58 lat pierwszy raz w życiu wykonać i ustanowić swój rekord życiowy przechodząc z przewrotu w tył o prostych nogach do stania na głowie. Ja to zrobiłem stosując jako swoją terapię odpowiednio dobrany i dawkowany RUCH, który stosuję zgodnie z zasadami fizjologii, biomechaniki i samoświadomości własnego ciała.

 

Życzę wszystkim czytelnikom dużo zdrowia i radości z życia.

 

Janusz Danielczyk

www.pasjonatruchu.pl

Prywatny Gabinet Terapii Naturalnych


 

 

KOMENTARZE

Brak komentarzy. Bądź pierwszy!

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
  12345
6789101112
13141516171819
20212223242526
2728293031