Gorące tematy: Wolni i Solidarni Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
81 postów 71 komentarzy

Terapia Naturalna Ruchem

Pasjonat Ruchu - różnorodne ćwiczenia i formy ruchowe przywracające zdrowie i sprawność ruchową

Urodzinowy spacer i skok w 59 rok

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

Post ten dedykuję wszystkim moim sympatykom, którzy od kilku lat śledzą mój rozwój.

 

Przypomnę, że w listopadzie 2011 roku po 2,5 latach nieskutecznego leczenia, kiedy wróciły mi bóle kręgosłupa i przez kilku miesięcy skutecznie uprzykrzały mi codzienne życie podjąłem decyzję, że samodzielnie zlikwiduję swoje bóle kręgosłupa. Postawiłem sobie wysoką poprzeczkę, że bóle kręgosłupa zlikwiduję tak skutecznie, że na 60-lecie swoich urodzin przejdę na rękach salę gimnastyczną wzdłuż - miałem wtedy na myśli salę o wymiarach boiska do piłki siatkowej czyli o długości ok. 20 metrów. Taką właśnie salę przechodziłem na rękach jako 15-20 letni zdrowy chłopak. W listopadzie 2011 miałem jednak 51 lat, najlepsze lata swojej formy życiowej już dawno za sobą. Pomysł dokonania wyczynu, który wykonywałem w młodości wtedy wydawał się bardzo absurdalny tym bardziej, że wtedy byłem schorowanym człowiekiem. Dolegał mi nie tylko kręgosłup, ale również choroba zwyrodnieniowa stawów kolanowych, choroba niedokrwienna serca, nadciśnienie tętnicze, nadwaga.

 

Jednak moja determinacja oraz regularne ćwiczenia sprawiły, że życie moje się odmieniło, a absurdalne marzenia stały się rzeczywistością. Pod względem sprawnościowym stałem się w kilku aspektach życia nawet sprawniejszy niż w młodości oraz odzyskałem zdrowie, tzn. tamte choroby z listopada roku 2011 znikły. Mogę również normalnie pracować. Pokazałem w ten sposób, że możliwości regeneracyjne naszego organizmu są nieprawdopodobne i niezbadane w sensie pozytywnym.

 

Wiele osób pyta mnie o tajemnicę mego sukcesu zdrowotnego. Kiedy się zastanawiam nad odpowiedzią, to trudno jednoznacznie odpowiedzieć co konkretnie wpłynęło na sukces.

 

To, co najważniejsze zaczyna sie w głowie, bo stajemy tacy, jacy myślimy że jesteśmy. Mój przykład namacalnie pokazuje prawdziwość takiego podejścia do życia, gdyż w listopadzie 2011 roku i przez parę lat następnych, kiedy to nawet dwóch metrów nie byłem w stanie przejść na rękach to w swojej wyobraźni codziennie widziałem, jak przechodzę salę gimnastyczną na rękach. Moje ciało wtedy było bardzo słabe, ale wyobraźnia powolutku uruchamiała w moim ciele i umyśle potężne mechanizmy i siły, które w latach późniejszych odpowiednio wykorzystane sprawiły, że chodzenie na rękach tak długich dystansów dziś nie sprawia mi problemu. Cała reszta to już z górki.

 

W moim przypadku nie stosuję żadnej specjalistycznej diety. Dieta jest prosta, naturalna i gdyby ją rozpatrywać w kategoriach medycznych, to powinienem być jednym z najbardziej schorowanych ludzi na świecie, gdyż nie używam suplementacji, nie używam specjalnych leków wzmacniających, nie stosuję jakiejś wyszukanej diety, ani nie korzystam z porad dietetyka. Po prostu jem to co lubię i po czym dobrze się czuję.

 

 

Jeśli chodzi o ćwiczenia, to tutaj odpowiedź się komplikuje, gdyż nie stosuję jakichś wyszukanych ćwiczeń. Moje ćwiczenia są z reguły bardzo proste, które na pamięć zna każdy fizjoterapeuta. Zaskakujące jest jednak pytanie dlaczego tylko niewielu pacjentów za pomocą ćwiczeń uzyskuje tak spektakularne efekty zdrowotne - jakie ja uzyskałem. Odpowiedź tkwi tutaj w systematyczności. Bardzo trafnie określił to jeden z moich znajomych, ze o tym, że "trening czyni mistrza, a praca czyni cuda to wie każdy, ale nie każdy wdraża to w życie, a ja wdrażam". Wielu pacjentów stać na nieprawdopodobną determinację w zakresie rehabilitacji. Oni naprawdę ciężko pracują pod okiem swoich fizjoterapeutów. Uzyskują często świetne efekty zdrowotne i kiedy efekt zdrowotny się uzyska to ćwiczenia zostają przerywane. Jedni ćwiczą miesiąc, dwa, inni może rok, albo nawet i dwa lata. Ja natomiast z pasją i wielkim oddaniem ćwiczę od listopada 2011 roku niemal codziennie od godziny do kilku godzin dziennie łącząc w sobie już dziś elementy tańca, kalisteniki, street working, akrobatyki, treningu personalnego. To co odróżnia moje ćwiczenia od innych to ogromna wszechstronność i pasja. Ćwiczenia te sprawiają mi ogromną frajdę nawet wtedy kiedy muszę się zmierzyć z bólem podczas rozciągania, czy ograniczeniami ciała, bo chcę wykonać coś co jest poza zasięgiem moich możliwości. Łączę w jedno trening siłowy wg zasad naszej kultury zachodu z treningiem rozciągającym jogi wykorzystując wiedzę i doświadczenie kultury wschodu. W celu rozwoju z akrobatyki zatrudniłem trenera personalnego, który czuwa na moim bezpieczeństwem i rozwojem w tym kierunku.  Kładę główny nacisk na samoświadomość własnego ciała i stosowanie zasad fizyki (w medycynie biomechaniki) w praktyce. To moje ciało mówi mi, co jest dla mnie bezpieczne, a co niebezpieczne. Natomiast obecnie planowanie i przewidywanie niebezpieczeństw zawdzięczam swojej wiedzy z fizyki i wyobraźni 3 D oraz dodatkowo wiedzy z różnych dziedzin medycyny i sportu. Ta wiedza sprawia, że nawet jeśli podczas ćwiczeń nabawię się jakiegoś urazu, to uraz ten jest niewielki. Na rehabilitację nie muszę czekać miesiącami w kolejce ani do lekarza, ani do fizjoterapeuty. Rehabilitację mam od razu w czasie rzeczywistym, gdyż sam siebie diagnozuję i rehabilituję.

 

Postanowiłem też, że zacznę dokumentować swoje osiągnięcia siłowo-sprawnościowe. Okazuje się bowiem, że jak na 59-letniego już faceta jestem niezwykle sprawnym i silnym facetem, a to jeszcze nie koniec. Będę się dalej rozwijać. Chcę by moje osiągnięcia zdrowotne i siłowo-sprawnościowe były twórczą inspiracją dla wielu moich rówieśników wiekowych i starszych. Chcę zmienić ogólnie panujący pogląd o tym, że osoba po 60-tce to osoba słaba. Chcę pokazać, że może być inaczej. Chcę pokazać wszystkim, że o tym, jak bardzo jesteśmy nieporadni i starzy nie decyduje data urodzenia, ale to, jacy jesteśmy wewnątrz siebie, jakie mamy marzenia, inspiracje, cele i co w tym kierunku robimy, aby je zrealizować. Chcę pokazać, że o tym, jak przeżywamy starość w dużej mierze decydujemy my sami, a nie takie, czy inne teorie starzenia się.

 

Na chwilę obecną niedawno obchodziłem swoje 58 urodziny, czyli kończyłem 58 lat a rozpoczynałem 59 rok.

Z tej też okazji upamiętniłem to wydarzenie na dwa sposoby.

 

Pierwszy sposób to było przejście sali gimnastycznej na rękach o długości boiska do piłki koszykowej - długość ok. 30 metrów. W tej sprawności jestem dziś jako 59 latek rekordzistą życiowym. Nigdy w życiu wcześniej tak długich dystansów nie przechodziłem na rękach. Jak wspominałem w młodości przechodziłem tylko 20 metrów. Moje absurdalne marzenie z listopada 2011 roku zostało zrealizowane i to z 50% nawiązką. Moim kolejnym marzeniem jest aby na 60-lecie swoich urodzin przejść dystans 60 metrów na rękach, czyli dokładnie dwa razy tyle co teraz przeszedłem. Czy mi się uda? Przekonamy się o tym wszyscy już za 2 lata.

 

Wersja wideo 30 metrowego spaceru na rękach jest dostępna tutaj

 

https://www.youtube.com/watch?v=rILE07QvmIQ

 

Kadr z filmu z w/w poniżej

 

 

 

Drugi sposób to tygrysi skok przez przeszkodę o wysokości 5 stepów. Wysokość ta wynosi 1 metr.

Wersja wideo jest tutaj

 

https://www.youtube.com/watch?v=a2RTo6FqHvw

 

Kadry foto:

 

 

 

 

Co dalej?

Dalej mam nowe wyzwania i dalszą dokumentację filmowa mojej pracy nad sobą. Krótko mówiąc będę realizował swój program "Powrót do młodości", gdzie w wielu aspektach życia będę chciał wrócić do swojej siły i sprawności z lat młodzieńczych. Dodatkowo tam gdzie się tylko da będę ustanawiał swoje nowe rekordy życiowe, które w sposób namacalny będą pokazywały, że teoria starzenia się jest niedopracowana, posiada wiele luk i nieścisłości. Może kiedyś uda mi się tę teorię w naukowo uzasadniony sposób poprawić. Zobaczymy.

 

Moim sympatykom życzę dużo zdrowia i radości z ćwiczeń.

           

Janusz Danielczyk

Szkoła Zdrowego Kręgosłupa
Pasjonat Ruchu

www.pasjonatruchu.pl

Prywatny Gabinet Terapii Naturalnych

 

 

 

 

 

 

KOMENTARZE

  • @Autor
    Aż takim pasjonatem ruchu, aby ruch był celem, t ja nie jestem.
    Ale trochę się codziennie gimnastykowałem i robiłem codzienne przebieżki poranne - póki mi kolana nie wysiadły.
    Teraz ograniczam się do gimnastyki i ruchliwego trybu zycia.

    A w wieku 59 lat to nie na rekach, ale różnymi środkami lokomocji zrobiłem wycieczkę , pętlę Ałmata, Osz, Kaszgar, Ali, Lhassa, Golmud, Dunhuan, Janguan, Urumczi, Ałmata.
    Czy taką wycieczkę można zaliczyć do osiągnięć pasjonata ruchu?

    PS. Mam jesienią ogródek do przekopania - jakieś 300 m2. To dopiero ruch - skłony, wychylenia, ekwilibrystyka narzędziami itd. Myślę, że to też można zaliczyć....

    PSII. Nie sam ruch, a cel któremu ma służyć. Inaczej jest jak z jedzeniem słodyczy - kalorie są, a efekt niezbyt dobry.
  • @Krzysztof J. Wojtas 06:34:18
    W temacie.
    Mam żonę fizjoterapeutkę, po pracy przychodzi nie do życia, zdarza się jej wykonywać po 180 zabiegów dziennie za marne pieniądze, gdyby nie pasja i umiłowanie tego zawodu to dawno by go rzuciła.
    Dla rozweselenia:
    http://3.bp.blogspot.com/-Usj6m_qXd5g/UHritpkMg_I/AAAAAAAArRE/14KCf7FbbbQ/s400/30351_375381359204857_686890145_n.jpg
  • @provincjał 09:10:34
    Po co człowiek żyje (pracuje)?
    Aby zarabiać pieniądze, czy aby mieć jakieś sensowne zajęcie?

    Posadziliśmy z żoną właśnie blisko 1000 sadzonek pomidorów. W zasadzie - jest to nam niepotrzebne. Ale szkoda było wyrzucać.

    Przyjmuję zapisy na pomidory od sierpnia zaczynając - na przetwory. Cena hurtowa, a są na oborniku i do tego z oszczędnym stosowaniem chemii.
  • To ja mam konkretny problem.Kolana mi wysiadaja.
    Wiek 69, waga75 kg, wzrost 178cm( kiedys bylo 183! ).Przepracowalem troche w zyciu na kolanach budujac domy, naprawiajac samochody i w fabrykach.Kilka lat temu zaczelo padac lewe kolano.Przestalem w kosciele kleczec na lewym i przeszlo. Kilka dni temu plewilem ogrod w kucki i strzyknelo mi w prawym kolanie a dzis zadzwonil klijent , ktoremu sprzatam dom bym zlozyl mu grilla.2 godziny wygibusow i strzyknelo mi znowu w prawym kolanie. Teraz boli jak cholera i nawet wodecznosc nie pomaga. Daje ocet i dalej boli. Co Pan radzi? Do amerykanskich lekarzy strach isc bo zaraz na operacje posla. Skasuja sobie na nowe Audi a mnie dalej bedzie bolalo. Juz znam ich od podszewki.
  • @staszek kieliszek 09:31:36
    No widzisz Stasiu - kościół ci zaszkodził. Wyraźnie widać, że nawet Pan Bóg ci to wskazuje, że kościół nie jest dla ludzi, a dla księży i innych.

    Teraz, jak będziesz o Kościele, to zawsze trzeba cię będzie pytać, czy z pozycji stojącej, czy na kolanach piszesz.
  • @Krzysztof J. Wojtas 11:20:55
    Dziękuję za wszystkie komentarze.
    Każdy z nas się kiedyś zestarzeje. Powstaje tylko pytanie, jak tę starość będziemy przeżywali czy jako ktoś kto jest ciężarem dla otoczenia, czy też druga skrajność - jako ktoś kto cieszy się życiem, zdrowiem i jest inspiracją dla otoczenia.
    Ja pokazuję to, że można cieszyć się życiem zdrowiem i być inspiracją dla otoczenia w sposób, który jest mi bliski. Każdy ma własne sposoby i ważne jest to, aby te sposoby wdrażać w życie i się rozwijać. Ja lubię ćwiczyć, ktoś inny lubi podróżować, a ktoś inny uprawiać ogródek, czy robić jeszcze coś innego.
    W temacie pana, którego bolą kolana, to wg mnie ten ból świadczy o tym, że praca którą wykonuje jest zbyt wielkim przeciążeniem dla kolan i są dwie możliwości, albo zmienić pracę, albo za pomocą ćwiczeń wzmocnić kolana na tyle, aby praca nie była przeciążeniem dla kolna. Jest też trzecia możliwość - zażyć odpowiednio silną dawkę srodków przeciwbólowych i też kolana przestaną boleć. Jak to wygląda w praktyce to opiszę to na przykładzie. Otóż w ostatnie wakacje byliśmy z żoną w Tatrach wysokich. Zrobiliśmy wycieczkę 10 km. Taki był dystans wejścia na wzniesienie i zejścia. Trasa należała do pogranicza łatwych-średniołatwych. Ponieważ co tydzień robię 10 km marsze więc teoretycznie wydawało się, że trasę tę pokonam bez problemu. Praktyka okazała się inna. W górach inaczej pracowały mięśnie i wejście na szczyt nie sprawiło mi problemu, natomiast przy schodzeniu po jakimś kilometrze lub dwóch zaczęło mnie boleć jedno kolano. Ból narastał mi lawinowo. Wg mnie pękły jakieś włókienka mięśniowe z przeciążenia podczas schodzenia. W związku z powyższym zrobiłem krótką i szybką diagnostykę oraz wyszukałem ułożenie ciała i nóg, w których ruch był najmniej bolesny. Takim ruchem było schorzenie idąc tyłem. Idąc przodem nie było szans bym przeszedł więcej niż 10 metrów z powodu lawinowo narastającego bólu. Idąc tyłem - choć było to potwornie niewygodne dało się iść. W ten sposób z górki zszedłem tyłem. Kolejny krok rehabilitacyjny - to koniec jakichkolwiek wycieczek przez kolejne 2 dni. Po dwóch dnia mogłem robić sobie jedynie spacery po ulicy lub pagórkach, a nie wycieczki wysokogórskie. Dzięki szybkiej i trafnej autorehabilitacji po powrocie do domu wszystko mi wróciło do normy i mogłem znowu robić sobie 10 km marsze - zero bólu. Kolana pracują normalnie.
    Podobne zdarzenie miała żona kilkanaście lat temu. Pojechała w góry. Tam robiła wycieczki wysokogórskie. Zaczęły boleć ją kolana. Łyknęła silne środki przeciwbólowe. Ból kolan zniknął, wycieczki realizowała dalej i podziwiała piękne widoki górskie. Kiedy wróciła do domu i odstawiła środki przeciwbólowe to pojawił się koszmar bólowy. Następnie wizyty do lekarza, ortopedy i skończyło się na artroskopii kolana, gdyż miała popękaną łękotkę. Potem rehabiliacja pooperacyjna i mnóstwo bólu i niepewności co będzie dalej. Moje pytanie - warto było brać środki przeciwbólowe?
    Na podstawie tych przykładów pan z bolącymi kolanami ma niejako dwa kierunki działań - mój - czyli diagnostyka, i rehabilitacja oraz zmniejszenie obciążeń pracą lub kierunek działania mojej żony - nie przejmować się niczym, tylko brać środki przeciwbólowe mają nadzieje, że mają one cudotwórcze działanie są one niejako ponad zdrowym rozsądkiem fizjologią i biomechaniką naszych stawów.
    Życzę trafnego wyboru.

    Pozdrawiam, życzę zdrówka
    Janusz Danielczyk
  • @Pasjonat Ruchu 09:10:19
    No to Panie Pasjonacie jestesmy na tym samym poziomie, nic nie wiemy o niczym. Jak cos boli to trzeba zapytac sie babci. Panskie sporty o kraweznik rozbic i lekarzy wspolczesnych.Pozdro.
  • @staszek kieliszek 10:05:14
    Panie Staszku - zasada zdrowia jest niezwykle prosta - NIE DA SIĘ BEZKARNIE W NIESKOŃCZONOŚĆ PRZECIĄŻAĆ NASZEGO ORGANIZMU. Jeśli o tym będziemy pamiętać, to mamy duże szanse na zdrowie i jego zachowanie przez długie nasze życie. Jeśli o tym się zapomni, albo zignoruje, to wtedy zmiany destrukcyjne mogą być już tak zaawansowane, że powrót do zdrowia będzie niemożliwy, albo będzie bardzo skomplikowany i będzie graniczył z cudem. Mnie udało się wrócić do zdrowia. Jest też wiele innych osób, którym się to nie udało i dziś przeżywają swoje zdrowotne dramaty życia.
    Pozdrawiam
    Janusz Danielczyk
  • @Pasjonat Ruchu 12:32:50
    Dziekuje za rade i przepraszam za niezbyt grzeczny komentarz powyzej. Wkurza mnie sytuacja gdy nie mozna juz wielu rzeczy robic i Panu niewinnie sie dostalo.

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
    123
45678910
11121314151617
18192021222324
252627282930