Gorące tematy: Ryszard Opara: „AMEN” Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
89 postów 76 komentarzy

Terapia Naturalna Ruchem

Pasjonat Ruchu - różnorodne ćwiczenia i formy ruchowe przywracające zdrowie i sprawność ruchową

Jak odzyskałem swoje zdrowie, siłę i sprawność przed 60-tką

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

W tym artykule opiszę jak pokonałem dolegliwości choroby wieńcowej albo lepiej ogólnie choroby niedokrwiennej serca i nadciśnienia tętniczego.

 

Kiedy osiągamy pięćdziesiąty rok życia zaczynamy odczuwać nieprzyjemne doświadczenia, o których we wcześniejszych latach najczęściej nie myśleliśmy. Z roku na rok stajemy się słabsi, wolniejsi. Elastyczność naszych mięśni pozostawia wiele do życzenia. Umysł już nie jest tak chłonny, jak był w młodości. Do tego zaczynamy doświadczać coraz więcej różnych chorób typu: choroba zwyrodnieniowa stawów, cukrzyca, nadwaga, otyłość, różnego rodzaju problemy z kręgosłupem, które dostarczają nam sporej dawki bólu. Wiele osób ma problemy z psychiką czyli popada w różnego rodzaju depresje. Jeszcze inne osoby mają problemy z chorobami układu krążenia: miażdżyce, zawał serca, udar mózgu. Jeszcze inni borykają się z chorobami nowotworowymi i wieloma innymi. Próba jakiegoś sensownego medycznego uzasadnienia powstawania tego typu chorób bardzo często ma prozaiczne wyjaśnienie w stylu: stary pan/pani jest. Ma już pan swoje lata. Nic nie da się zrobić, po prostu trzeba nauczyć się z tym żyć. Te wszystkie twierdzenia oparte są na teorii starzenia się w myśl której „proces starzenia się to zmiany trwałe i nieodwracalne naszych narządów”. Trudno się z taką teorią nie zgodzić, skoro ma ona uzasadnienie nie tylko naukowe, ale każdy z nas tego doświadcza na co dzień na organizmie własnym organizmie po 50-tce.

 

W moim przypadku rozpocząłem swój 50-ty rok życia w dość katastrofalnym stanie. Miałem bóle kręgosłupa, które uprzykrzały mi codzienne życie i nie było nikogo mądrego, kto by je w sposób trwały zlikwidował. Maksymalny bezpieczny ciężar ciała, jaki mogłem unieść to było 2 kg na rękę. Ciężar powyżej 5 kg na rękę już był wielkim ryzykiem dla mego kręgosłupa. Z tego też powodu zakupy lub pakunki o ciężarze powyżej 5 kg nosiła za mnie moja żona, a torby podróżne nosił za mnie mój 80-letni ojciec. Łatwo zauważyć, że w tej konkretnej sytuacji miałem już sprawność i siłę na poziomie 80-latka, gdyż w temacie kręgosłupa i siły byłem słabszy i bardziej schorowany od swego 80-letniego ojca. Do tego w głowie miałem cały czas zniewalające bóle stawów kolanowych, które w roku 2003 były moją udręką. Co prawda tych bólów w wieku 50 lat już nie miałem. Ale mając pełną medyczną informację od leczącego mnie lekarza reumatologa o tym, że nigdy nie będę chodził normalnie – pozostawało zawsze zagadką dlaczego chodzę normalnie i kiedy bóle kolan wrócą? Uzasadnienie lekarza było krótkie, logiczne i mądre. Miałem startą chrząstkę stawową w kolanie – jak na szlifierce. Chrząstka stawowa wg jego wiedzy się nie regeneruje, a przyczyną moich bólów i zwyrodnień była właśnie starta chrząstka stawowa. Dlaczego chodziłem normalnie – nikt tego nie wiedział? O tych dolegliwościach i jak je pokonywałem napisałem już kilka artykułów i do nich odsyłam.

 

Oprócz choroby zwyrodnieniowej stawów kolanowych, bólów kręgosłupa dołożyły mi się jeszcze dolegliwości choroby niedokrwiennej serca, nadciśnienie tętnicze na poziomie 160/110, nadwaga ok. 10-15 kg i parę innych.

 

 

Dolegliwości choroby wieńcowej

Otóż w wieku 49 lat pojawiły się u mnie dolegliwości choroby wieńcowej. Polegały one na tym, że idąc marszem po odległości ok. 50-100 metrów zaczynało mnie zatykać w gardle. Był to tzw. ból dławicowy. Gdybyśmy chcieli określić niewydolność mego serca w skali NYHA https://pl.wikipedia.org/wiki/Skala_NYHA to byłoby to gdzieś pogranicze poziomu 2 i 3. Trudno uwierzyć, że jako 50-letni facet byłem aż tak słaby. Udałem się więc na specjalistyczne badania do kardiologa. Przeprowadzono próbę wysiłkową, którą zakończono na pierwszym poziomie trudności z powodu osiągnięcia przez mój organizm granicznych dopuszczalnych wartości tętna i ciśnienia. A przecież to było tylko tempo spacerowe. Przeprowadzono dodatkowo koronarografię, która w moim przypadku nie wykryła niedrożności tętnic. Jednak po tych badaniach musiałem leżeć w niewygodnej i bolesnej pozycji przez 12 godzin, aby w sposób naturalnych zrosła mi się tętnica udowa, więc wróciły mi bóle kręgosłupa i całe leczenie kręgosłupa musiałem zaczynać praktycznie od zera. Choć koronarografia nic nie wykryła to pozostało zagadką skąd się wzięły i dlaczego utrzymują się bóle dławicowe? Na to pytanie nikt mi nie potrafił odpowiedzieć. Lekarz kardiolog zajął się również leczenie nadciśnienia tętniczego. Wtedy miałem przez kilka miesięcy z rzędu nadciśnienie regularnie na poziomie 160/110. Leczenie było za pomocą odpowiednio dobranej farmakoterapii.

Na dodatek na swoje potrzeby zrobiłem ok. rok później (jesienią 2010 roku) własną próbę wysiłkową polegającą na tym, że tak jak stałem podjąłem próbę biegu truchtem tak daleko jak tylko dam radę. Przebiegłem jedynie od latarni do latarni – była to odległość ok. 20 metrów. Po przebiegnięciu tego odcinka serca waliło mi jak młot, nie mogłem złapać oddechu, bóle w okolicach serca i całej klatki piersiowej, w oczach wielki strach. Fizycznie pewnie mogłem biec dalej, ale słaby układ krwionośny mi na to nie pozwolił. Był zbyt słaby, abym wykonał kilka kroków więcej.

Podjąłem też inną próbę wysiłkową polegającą na wejście po schodach na X piętro budynku. Ledwo co wszedłem na IV piętro. Siłą woli i determinacji udało się dojść jeszcze do VI piętra i podobnie jak przy biegu truchtem objawy miałem te same: bóle serca i klatki piersiowej, zadyszka, niemożność pójścia dalej.

 

W tym momencie warto zadać sobie pytanie – jak wyleczyć tego typu dolegliwości? Czy w wieku 50 lat w ogóle uda się coś takiego wyleczyć, albo jak takie dolegliwości złagodzić?

 

Leczenie

Byłem pod opieką bardzo dobrego kardiologa. Nie dyskutowałem z nim wiele o swoich chorobach. On przypisywał mi leki, a ja te leki brałem mając nadzieję, że będzie lepiej. Po kilku miesiącach stan mi się lekko pogorszył. Więc kolejne spotkanie, kolejna próba wysiłkowa i autorytatywne stwierdzenie, że przyczyną moich dolegliwości jest depresja. Trudno było mi jakoś pogodzić ze sobą depresję, moją dynamiczną osobowość i kompletny brak siły. Ale trudno lekarz przypisał mi leki przeciwdepresyjne, na nadciśnienie, jeszcze jakieś leki i jak to się mówi miałem je brać i nic nie gadać. Przez dwa tygodnie przyjmowałem grzecznie wszystkie leki jakie mi kardiolog przypisał ściśle zgodnie z jego wskazówkami. Jednocześnie zacząłem się zastanawiać w jaki sposób za pomocą leków można zwiększyć siłę i wytrzymałość, której mi brakowało? Intuicyjnie czułem, że muszę biegać po 5-10 km dziennie, aby zlikwidować tę depresję o ile ją w ogóle mam i nabyć siły i wytrzymałości, której w ogóle nie miałem. Kontrolnie poprosiłem swego kolegę kardiologa o interpretację tego, co się ze mną działo. On dyplomatycznie stwierdził, że mam słuchać kardiologa i wszystkich innych leczących mnie lekarzy oraz że mam już 50 lat i muszę na siebie uważać, więc żadne biegi nie wchodzą w grę, tylko delikatne spacery. Jednocześnie mój organizm i intuicja burzyły się przeciwko temu.

 

Autoterapia

Po dwóch tygodniach grzecznego przyjmowania leków żadnej zauważalnej poprawy nie odczułem. Nie poprawiło się paskudne samopoczucie, ani nic nie wzrosła siła i wytrzymałość. Czułem się paskudnie i byłem tak samo słaby, jak przed dwoma tygodniami. Wiedziałem tylko tyle, że nie znam nikogo, kto by za pomocą jakichkolwiek leków odzyskał siłę i sprawność. Natomiast jednocześnie znałem opisy wielu osób, które za pomocą ruchu odzyskały utraconą siłę, sprawność i wytrzymałość. W związku z powyższym oznajmiłem żonie, że dziękuję kardiologowi za leczenie i że dalej będę się leczył sam za pomocą ruchu. W temacie leków przyjąłem na swoje potrzeby zasadę, że są to dla mnie leki PLACEBO. W praktyce oznaczało to tyle, że przyjmowałem je zgodnie z zaleceniami kardiologa, natomiast absolutnie nie wierzyłem w ich działanie. Można powiedzieć, że przyjmowałem je grzecznościowo jako coś w rodzaju cukierka, który nie ma żadnego wpływu na mój organizm.

Z takim mentalnym przygotowaniem rozpocząłem swoją kurację, która miała mi odbudować siłę, sprawność, wytrzymałość, a docelowo miała zlikwidować problemy związane bólami dławicowymi i nadciśnieniem.

Stanąłem więc przed prostym problemem – jak przebiec 5 km, skoro fizycznie nie jestem w stanie przebiec więcej niż 20 metrów? Jak łatwo obliczyć wytrzymałość musiałem zwiększyć co najmniej 250-krotnie, czyli o 25000%. Wiele osób i naukowców szczyci się poprawą jakichś wyników sprawnościowych na poziomie 10, 30, czy nawet 50%. Dla mnie taki naukowy wynik to był tylko żart. Ja musiałem mieć zmiany w swoim organizmie wielokrotnie większe - na poziomie 25000%. Powstało pytanie jak to zrobić?

Odpowiedź moja była banalnie prosta. Zrobiłem po kolei tak. Najpierw odstawiłem samochód na parking. Następnie codziennie chodziłem na piechotę do pracy i z powrotem. W jedną stronę miałem do pokonania ok. 2,2 km. Codziennie niezależnie od pogody i pory roku wykonywałem 2-3 takie marsze w obie strony. Wyjątkiem były tylko sytuacje, w których padał silny deszcz. Ale takich dni było niewiele (kilkanaście w roku) Na koniec dnia, jak wracałem do domu przystępowałem do swojej próby wysiłkowej biegu tak jak stoję tak daleko jak się tylko da. Na początku dystans był niewielki, bo od latarni do latarni, ale się tym nie przejmowałem. Zatrzymywałem się i dalej szedłem na piechotę do domu normując oddech i uspokajając się. Za każdym razem kiedy tylko miałem siłę, aby przebiec kilka kroków dalej – robiłem to i byłem z siebie wtedy dumny jak paw. Byłem tak szczęśliwy, jakbym został mistrzem olimpijskim. I tak robiłem codziennie. Po 2 tygodniach była zauważalna różnica bo przebiegłem kilkanaście kroków więcej. Potem po kilku miesiącach dystans się powiększył i mogłem przebiec 50, 100 i nawet 200 metrów. Z czasem po ok. pół roku byłem w stanie przebiec z wielkim wysiłkiem z pracy do domu, czyli dystans 2,2 km, co było już wielkim wyczynem. Również poprawiało się moje własne samopoczucie. Z czasem też w miarę poprawiania się samopoczucia zacząłem odstawiać leki.

 

Wszystkie leki odstawiłem po ok. roku.

Lecz do 5 km mimo wszystko było jeszcze daleko. Więc kolejne miesiące i kolejne biegi. Systematycznie mi wracały siła i wytrzymałość, więc byłem już w stanie przebiec 5 km. W związku z powyższym wybrałem sobie na trening biegowy las i trasę 10 km. Na początku był to marszobieg w przewagą marszu. Z czasem proporcje się odwracały. W końcu udało mi się przebiec 10 km. Trenując w lesie używałem pulsometru. Okazało się, że to bardzo dobry przyrząd pomiarowy, gdyż w czasie biegu bardzo szybko osiągałem maksymalne dopuszczalne tętno dla swego organizmu wyliczane na podstawie uproszczonego wzoru

220 – wiek = tętno maksymalne

Próbowałem sprawdzić co się dzieje po przekroczeniu tego tętna. Przekroczenie tętna maksymalnego o 1-2 uderzenia w zasadzie nie powodowało żadnych zmian. Natomiast przekroczenie tętna o 5-10 uderzeń sprawiało, że w sposób lawinowy czułem się paskudnie. Więc utrzymywałem podczas biegu tętno na poziomie 80-90% tętna maksymalnego. Było to dla mnie tętno bezpieczne. Z czasem zapragnąłem wziąć udział jako zawodnik w biegu na dystansie 10 km.

Był to dla mnie BIEG ŻYCIA, w którym chciałem wszystkim pokazać, że dzięki determinacji, regularnym ćwiczeniom i wierze w sukces można pokonać w moim przypadku dolegliwości choroby wieńcowej i procesy starzenia się.

Ten bieg życia zrealizowałem po niecałych 3 latach autoterapii w dniu 17.08.2013 roku.

 

 

 

 

W ten sposób miałem możliwość konfrontacji terapeutycznego działania leków i ruchu. Jak wspominałem wcześniej nie znałem nikogo, kto za pomocą leków odzyskałby na stałe siłę i wytrzymałość. W moim przypadku na dystansie 10 km, było to już 500-krotnie zwiększenie wytrzymałości, albo jak kto woli zwiększenie wytrzymałości o 50 000%. Natomiast znałem wiele osób, którym udało się odzyskać siłę i wytrzymałość za pomocą ruchu i ja do tych osób też dołączyłem.

 

Terapia nadciśnienia

Jeśli chodzi o nadciśnienie to zauważyłem, że po wykonaniu ćwiczeń z mego programu Stop Dolegliwościom Kręgosłupa ciśnienie górne spadało mi o 3-5 jednostek, a dolne o ok. 1-2 jednostki. Więc ćwiczyłem.

Zauważyłem też, że także przy wolnym spacerze, który nazywam „spacerem dziadka” również ciśnienie górne spada o ok. 5 jednostek, a dolne o ok. 1-3. Spacer dziadka doskonale się sprawdzał w moim przypadku na dystansie marszu trwającym godzinę do półtorej godziny ciągłego spokojnego marszu. Czułem się wtedy po takim marszu bardzo zrelaksowany i wyciszony. Więc takie marsze robiłem najczęściej jak się tylko da. W ten sposób z czasem ciśnienie zaczęło mi spadać aż w końcu osiągnęło wartości normalne dla mego wieku.

Dziś po 8 latach „spacerów dziadka” i wielu innych ćwiczeń - moje ciśnienie bez żadnych leków utrzymuje się na stałym poziomie ok. 125/85.

 

Terapia bólów dławicowych

Ta terapia była banalnie prosta. Zauważyłem, że bóle dławicowe występują u mnie regularnie po ok. 50-100 krokach od rozpoczęcia marszu. Ponieważ chodziłem do pracy codziennie, więc codziennie miałem te bóle dławicowe. Ale zacząłem je kontrolować. Zatem rozpoczynałem marsz normalnie, jak się pojawił ból dławicowy, to spowalniałem tempo marszu na tyle, aby ból się nie powiększał, a nawet się zmniejszał. W ten sposób dzień po dniu organizm mój malutkim kroczkami pokonywał bóle dławicowe w sposób świadomy i kontrolowany z mojej strony. Na początku zmiany były niewielkie i trudno zauważalne. Z czasem bóle dławicowe zaczęły się zmniejszać i być mniej uciążliwe, aż w końcu znikły całkowicie. Nie pamiętam ile czasu mi to zajęło, ale gdzieś w granicach 12-24 miesięcy.

 

W wieku 58 lat odzyskałem zdrowie, sprawność, siłę i wytrzymałość

Obecnie w wieku ukończonych 58 lat odzyskałem zdrowie, sprawność, siłę, wytrzymałość. Nie biorę żadnych leków, bo są mi niepotrzebne. W lipcu 2018 wszedłem po schodach na XII piętro wieżowca, gdyż była długa kolejka do windy i nie chciało mi się czekać. Nawet zadyszki nie dostałem.

Jako 58-letni pełen życia facet z wielkimi planami powoli wchodzę w 60-ty rok życia.

Dzięki regularnym ćwiczeniom osiągnąłem sprawność, siłę i wytrzymałość młodego człowieka, a w niektórych ćwiczeniach nawet sprawność komandosa.

Nie interesuje mnie teoria starzenia się ani płynące z niej dalekowzroczne wnioski, gdyż mnie one nie dotyczą. W zasadzie im jestem starszy, tym jestem młodszy. Zdaję sobie sprawę z tego, że mistrzem olimpijskim w żadnym sporcie już nie będę, natomiast mam wiele do osiągnięcia i poprawienia w tematach siłowo-sprawnościowych, które mnie interesują.

 

Z doświadczenia wiem, że zdrowy organizm to silny organizm, który jest w stanie przezwyciężyć choroby. Moje doświadczenie terapeutyczne pokazuje też, że obligatoryjne tłumaczenie sobie czy innym osobom, że przyczyną takiej czy innej choroby, albo dolegliwości bólowych jest starość – to tłumaczenie mocno naciągane. W zdrowym organizmie nic nie boli. Dlaczego osoby po 80-tce nie chorują i ich nic nie boli?

 

Ja jako swoje lekarstwo wybrałem RUCH. Przygotowałem Państwu film pokazujący efekty zdrowotne ruchu na moim organizmie, a więc moją sprawność, siłę i wytrzymałość osoby, która ukończyła już 58 lat, a więc powoli przygotowuje się do wejścia w 60-ty rok życia.

Dziś skoki tygrysie, pompki na jednej ręce, czy pompki z partnerem na plecach to mój świat, moje możliwości. Zacząłem też trenować akrobatykę, w której chcę się dalej rozwijać.

 

Wstępnie na 60-lecie swoich urodzin chcę wykonać

1) skok tygrysi przez 2 motory ustawiona obok siebie

2) przejść na rękach 60 metrów

Nie wiem, czy komukolwiek na świecie w wieku 60 lat udało się przejść na rękach dystans 60 metrów. Mnie to nie martwi. Jeśli nikomu się to nie udało, to nic nie stoi na przeszkodzie, abym był pierwszą osobą na świecie, która to zrobi. Jak to zrobię. Dokładnie tak samo, jak wszystko inne. Moje metoda to praca malutkimi kroczkami. Zacznę więc od dystansu, który obecnie pokonuję z łatwością. W miarę upływu czasu i regularności treningu będę systematycznie zwiększał odległość o ok. 1 metr. Z czasem moja siła, wytrzymałość i równowaga będą na tyle silne, że odcinek 60 metrów stanie się rzeczywistością. Nikt mnie nie goni. Jeśli nie uda się tego zrobić na 60-lecie, bo nie zdążę, to również dobrze mogę to zrobić na 65-lecie swoich urodzin, ale to zrobię.

 

Poniżej kilka stop-klatek z filmu

 

 

 

 

 

 

Wersja video z tymi i innymi ćwiczeniami jest tutaj:

https://www.youtube.com/watch?v=sL0WrYOADWU

 

 

Życzę wszystkim dużo zdrowia i radości z życia.

 

Janusz Danielczyk

Szkoła Zdrowego Kręgosłupa
Pasjonat Ruchu

www.pasjonatruchu.pl

 

 

KOMENTARZE

  • @
    Nie trzeba daleko biegać...

    Polecam bardzo proste codzienne ćwiczenie. Mój własny patent. Należy położyć się na plecach, a następnie wstać i tak np. 100 razy w czasie od 10 do 15 minut.
  • To wszystko prawda
    Ale dlaczego moja mama nigdy nie ćwiczyła i żyje 90 lat , a Irena Szewińska wytrawny sportowiec tak szybko zmarła
  • @zadziwiony 08:10:53
    //Irena Szewińska wytrawny sportowiec tak szybko zmarła//

    Eugenika i rak. Hitler się kłania...

    https://www.telegraph.co.uk/news/health/3339355/Eugenics-and-cancer-two-first-hand-accounts.html
  • :-)))
    Mimo wszystko stosuję się do słów Churchila, który na pytanie dziennikarki
    o jego dobre samopoczucie, odpowiedział z nieodłącznym cygarem w ustach i trzymając w ręce szklaneczkę whisky: Przede wszystkim, żaden sport...!
  • Sport to zdrowie.
    Tylko trzeba się na treningach zmęczyć, zasapać, poczuć ból w mięśniach.
    Treningi czy dyscypliny które nie męczą fizycznie nic nie dają.

    To prawda statystyczna... to tylko dodatkowa szansa.
  • @Oscar 13:17:01
    Mam wrażenie,że trening sportowy nie przedłuża zycia, jednak pozwala w większej sprawności je przeżyć. Jednak chyba tylko wtedy ,gdy nie jest to trening wyczynowy, bo ten pewnie w znacznym stopniu i szybciej powoduje degenerację organizmu.
  • @zadziwiony 08:10:53
    Gdyż zdrowy, regenerujący, ba - niezbędny, jest ruch umiarkowanie obciążający.
    Do tego krótkotrwały, by nie przesadzić, prawie maksymalny wysiłek z uwagą na ochronę stawów, i innych tam rzeczy, by ich nie uszkodzić raz na zawsze.

    Niestety.
    Taki umiarkowany wysiłek, to masa czasu.
    Np. spacer lub lepiej marsz przez godzinę dziennie, to mniej niż minimum.
    Ale ta godzina i tak jest nieosiągalna pewnie dla 90% populacji.
  • O ruchu
    W temacie ruchu jest wiele nieporozumień i niedopowiedzeń.
    Osoby, które nie ćwiczą tłumaczą się brakiem czasu. Jednak każdy z nas ma 24 godz. na dobę do wykorzystania i każdy ten czas wykorzystuje na swój sposób.
    Gdybym posłuchał swego kolegi kardiologa i ograniczył swój ruch do delikatnych spacerów i tzw. oszczędzania się w jego wyobrażeniu, to pewnie nigdy w życiu bym nie przebiegł 10 km, również nigdy w życiu bym nie robił tego co obecnie robię.
    Różnica jest taka, że ja przechodzę salę gimnastyczną na rękach i wykonuję wiele akrobacji, a on nawet gdyby chciał to zrobić to nie ma żadnych szans bo jego organizm jest zbyt słaby, choć jednocześnie ten kardiolog jest młodszy ode mnie.
    Jeśli chodzi o ruch, to ważny jest zdrowy rozsądek, systematyczność i odpowiednia dawka tego ruchu dostosowana do możliwości organizmu.
    Ja nie zaczynałem treningów biegania od dystansu 10 km. Na samym początku mój dystans był od latarni do latarni, czyli 20 metrów zwykłym truchtem. Tyle to potrafi nawet 90-letnia babcia.
    Jak zaczynałem chodzenie na rękach to zaczynałem od pozycji ułozeniowych ciała na łóżku, bo mnie wtedy bolał kręgosłup i nawet metra nie byłem w stanie przejść bez bólu kręgosłupa. To również potrafi zrobić 90-letnia babcia. A potem to już wytrwałość, determinacja, konsekwencja i SYSTEMATYCZNOŚĆ.
    Jeśli ktoś o tym zapomni, to kończy się to w opłakany sposób. Typowym przykładem jest wielu sportowców. Ich organizmy są regularnie przeciążane. Do tego dochodzi ogromny stres. Brak regeneracji. Efekty końcowe - każdy zna, to kontuzje, a niejednokrotnie to przedwczesna śmierć lub kalectwo.
    Kolejny temat przykład własny, rodziny lub znajomych.
    Ja za pomocą ruchu odzyskałem zdrowie, zatrzymałem i cofnąłem swoje procesy starzenia się, więc zupełnie inaczej patrzę na ruch i jego terapeutyczne właściwości niż mój 58-letni rówieśnik, który ostatni raz ćwiczył na WF w szkole średniej lub na studiach bo po prostu musiał.

    Życzę dużo zdrówka i radości życia
    Janusz Danielczyk

OSTATNIE POSTY

więcej

MOJE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
   1234
567891011
12131415161718
19202122232425
2627282930